-To gdzie jedziemy?-Spytałam po jakiś 15 minutach drogi.Herbata spojrzała na mnie i z powrotem na drogę po chwili powiedziała:
-Mam pomysł 200km z tąd jest gospodarstwo agroturystyczne zamknięte w zeszłym tygodniu z tego co wiem to nie będzie tam nikogo a gospodarstwo jest ogrodzone zostaniemy tam póki jest bezpiecznie-Odpowiedziała z namysłem dziewczyna.
Wciąż myślałam o tej kobiecie...Zrobiłam coś złego ale działałam w samo obronie może powinnam wtedy dać się zabić i teraz bym nie żałowała moich czynów ale z drugiej strony umarłabym i nic bym nie zdziałała a ta kobieta zabiła by kolejnych ludzi....Wtedy samochód zaczął zwalniać i się zatrzymał.
-Co!?Dlaczego stajemy?!-Zaczęłam krzyczeć ze zdenerwowania w końcu byłyśmy dopiero w połowie drogi...
-Uspokój się mamy resztkę paliwa a tu stoją samochody spuścimy paliwo przeszukamy auta i pojedziemy dalej...-Odpowiedziała spokojnie Herbata.
-No dobra-Powiedziałam wychodząc z samochodu oraz biorąc katanę...
Herbata również wyszła pokręciła się wokół auta i spytała
-Wiesz jak spuścić paliwo?-Zamknęła oczy i czekała na mój wrzask...
-Tak wiem...Otwórz bagażnik i daj mi wężyk...-Podeszłam do samochodu i otworzyłam małą klapkę z lewej strony samochodu.
-To?-Spytała pokazując wężyk...
-Tak i daj coś do paliwa!-Odpowiedziałam...
Herbata podeszła z wężykiem i czymś na paliwo...Podała mi wężyk a kanister na paliwo postawiła obok i zaczęła przeszukiwać inne samochody...
Wzięłam wężyk i pomyślałam że skończy się to jak moje obrazki z tuszu od kolorowych długopisów- będę mieć okropny smak w ustach przez resztę dnia. Spokojnie zrobiłam trzy wdechy i włożyłam wężyk by paliwo mogło polecieć...i wtedy wciągnęłam trochę paliwa i od razu wyplułam je z lewej strony...po chwili kanister był pełny...zamknęłam go i włożyłam do auta...
Zaczęłam przeszukiwać zielony samochód na fotelu kierowcy leżały zbite okulary a zaraz obok leżała mała butelka wody , chwyciłam butelkę i wystawiłam z samochodu z tyłu był fotelik obok którego siedział słodki mały króliczek pomyślałam że go wezmę w końcu na tym świecie jest coraz mniej tak słodkich rzeczy trochę dalej były torby z ciuchami wzięłam tylko kurtkę ponieważ inne rzeczy były za małe lub za duże na mnie czy Herbatę.Kurtka ta była jasno niebieska i miała śliczny kaptur z uszami królika była po prostu ciepła i na pewno mi się przyda...Wyjęłam kluczyki ze stacyjki i otworzyłam bagażnik.Zaczęłam się czerwienić.
-Hej...Herbata!Zgadnij co znalazłam!Trzy kanistry z paliwem!!!!-Zaczęłam krzyczeć z całej siły...
-A wiesz co ja znalazłam hordę zombie! Wsiadaj do auta już!!!-Zaczęła krzyczeć równie głośno jak ja...
Obydwie wzięłyśmy wszystkie "podarki" i pobiegłyśmy czym prędzej do samochodu. Od razu jak wsiadłam Herbata ruszyła...I tak jechałyśmy kolejne 50 km w tym czasie ja przeszukiwałam schowki i znalazłam mapę po czym wyjęłam z plecaka ołówek i zaznaczyłam swój dom, cel podróży, oraz przystanek.
Robiło się powoli ciemno.
-Słuchaj musimy zjechać do lasu...-Powiedziała zasmucona ujrzawszy "sznur" samochodów na drodze...
-No dobra i wtedy ruszymy rano bo teraz i tak nic nie widać-Odpowiedziałam z zaniepokojeniem.
Po chwili zjechałyśmy do lasu.Herbata wyszła i zaczęła obsypywać okna błotem...
-Co robisz?-Spytałam.
-I tak dalej nie pojedziemy zabrudzę szyby i żaden zombie nas nie zauważy a ty zasłoń okna jakimiś ciuchami-Odpowiedziała zdecydowana Herbata.
Po 20 minutach samochód był chwilowo bezpieczny.
Jako iż idąc nie zabierzemy wszystkiego co wiozłyśmy w samochodzie zaczęłam opróżniać plecak...Po czym włożyłam na dno kurtkę znalezioną w samochodzie,króliczka dołożyłam pięknie złożone ciuchy i na wierzch dopełniłam plecak jedzeniem.Herbata wzięła plecak który znalazła i również go pakowała...Po chwili przyglądania się dziewczynie...włożyłam mapę, apteczkę , oraz ołówek do przedniej kieszeni a z lewej strony plecaka włożyłam butelkę z napojem.
-Słuchaj ja idę spać obudź mnie jak będzie się coś działo albo za 3 godziny wtedy będzie zmiana.-Powiedziałam ziewając.Herbata kiwnęła głową.
Po 9 godzinach obudziłam się sama Herbata siedziała na fotelu kierowcy.
-Dlaczego mnie nie obudziłaś?-Spytałam zdziwiona
-Musiałaś się wyspać a ja pobyć sama więc stwierdziłam że tak będzie lepiej.-Odpowiedziała nie poruszona.
-Dzięki, to co idziemy?-Spytałam wciąż nie do końca obudzona...
-Ok... a i dołożyłam do twojego plecaka 1 butelkę soku bo mi miejsca zabrakło...-Odpowiedziała uśmiechnięta.
Założyłyśmy plecaki i wyszłyśmy z samochodu.
menu
- ♥
- Wszystkie rozdziały
- Rozdziały 1-10
- R.1. Niebezpieczeństwo
- R.2. Po 1. Przeżyć
- R.3. Nikt nie powiedział że "Będzie łatwo"
- R.4.Wyboista droga do sukcesu
- R.5. Bezpieczna Strefa - Dom czy przystanek?
- R.6.Nadzieja ponoć umiera ostatnia
- R.7.Uczucia wyłączone
- R.8. Jak dalej iść?
- R.9.Magazyny w Austrii - kolejne wyzwanie
- R.10.Kim jesteś?Jak to możliwe?
- Rozdziały 11-20
- Rozdziały 1-10
- Postacie
- FanArty
- Czekam na wasze prace
- Czekam na wasze prace
- Więcej o mnie
- Pomoc
- ♥
wtorek, 28 kwietnia 2015
środa, 22 kwietnia 2015
R.2. Po 1. Przeżyć
Następnego dnia obudziło mnie walenie do drzwi.Chwyciłam kuszę i powoli nadusiłam klamkę, odsunęłam się by strzelać lecz przed drzwiami stała Herbata.Przytuliłam ją z całej siły w końcu jest jedyną osobą którą widziałam od wypadku.Dziewczyna odsunęła się.
-Ok odpowiem na 3 pytania...-Powiedziała z namysłem.
Zamknęłam drzwi i zaczęłam pytać.
-Co się stało?-Spytałam po krótkim namyśle.
-To podobno jakiś wirus przenosi się przez ugryzienie albo gdy umrzesz...Gorączka cię wypala...Nie jesteś już człowiekiem...-Odpowiedziała dziewczyna zaczynając zbierać całe jedzenie z szafek i kładąc je w jedno miejsce na podłodze w kuchni.
-A gdzie wszyscy ludzie z miasta?-Spytałam ponownie.
Herbata pomyślała przez chwilę.
-Zabrali 1500 ludzi na badania.Reszta miała czekać na kolejną zbiórkę lecz nikt nie przyjechał.Jak ktoś z twoich bliskich żyje to jest w bezpiecznym miejscu w przeciwieństwie do nas.Teraz ostatnie pytanie...-Kiwnęła głową Herbata
-Jak masz na imię?Bo wszyscy wołali na ciebie Herbata i nie wiem jak się do ciebie zwracać....-Spytałam z uśmiechem.
-Klaudia...Teraz moje 3 pytania.-Odpowiedziała dziewczyna.
-Dobra pytaj...-Potwierdziłam stanowczo.
-Jaka była data gdy miałaś wypadek?-Spytała zaciekawiona...
-Niedziela 5 lipca a co?-Spytałam z zaniepokojeniem.
-Co?!Jak mogłaś siedzieć w tym samochodzie 5 dni bez jedzenia i wody a żaden zombie cię nie zabił?!-Klaudia zaczęła krzyczeć.
-Cicho...Bo ich zwołasz...A tak po za tym co ty robisz?-Spytałam zauważając że Herbata wyjmuje całą żywność z szafki...
-Szykuję nas do drogi...chyba nie myślałaś że tu zostaniemy SAME...-Odpowiedziała uspokajając się.
-No racja ale zostawię rodzicom kartkę że żyję w naszym tajemnym miejscu ok?-Spytałam zasmucona.
-Dobra dobra ale idź teraz znajdź jakąś torbę...-Rozkazała ponuro Klaudia.
Tak też zrobiłam, powoli weszłam po schodach i wynurzając się za rogu weszłam do sypialni rodziców...Otworzyłam szafę zabrałam torbę i zbiegłam na dół i zaczęłam pakować żywność.Po kilku minutach torba była pełna.
-Słuchaj mnie teraz uważnie idziemy teraz do twoich sąsiadów...ja odpalam samochód a ty mnie osłaniasz czyli zabijasz wszystkich zombie w okolicy wtedy bierzesz torbę i wkładasz ją na tylne siedzenie otwierasz bramę, wsiadasz ja ruszam a ty zdejmujesz plecak i pilnujesz wszystkiego co się rusza...-Klaudia wytłumaczyła krótko plan działania.
-Ale ty nie masz prawa jazdy!-Wystraszyłam się.
-Jeździć umiem od brata a drogi są puste damy radę byle zmyć się z tond zanim zapadnie zmrok.-Odpowiedziała znudzona moimi ciągłymi pytaniami.
Wtedy od kluczyła drzwi i pobiegła do samochodu wzięłam plecak oraz torbę i ruszyłam za nią rzuciłam torbę na ziemię jakieś 2 metry od auta.I chwyciłam nóż.Klaudia spojrzała na mnie zdziwiona.
-Tym masz zamiar zabijać zombie?-Spytała
-Nie do końca...Odpal auto i jak nie wrócę a zombie będą się zbliżać to jedź beze mnie-
Odpowiedziałam wybijając szybę.
-Co?!Nie!Nie wrócisz już!-Krzyczała bez zastanowienia.
-Zaufaj mi...-Powiedziałam zdejmując plecak i wrzucając go do auta razem z torbą.
Podciągnęłam się i weszłam do budynku po przejściu kilku kroków zobaczyłam człowieka. Zacisnęłam nóż w ręce i zapytałam:
-Wszystko w porządku?
-Zabij mnie proszę!Zabij mnie!-Odpowiedziała kobieta.
-Dlaczego?-Zapytałam wystraszona.
-Zabiłam ich wszystkich!-Po czym wzięła pistolet z pod koca na którym siedziała i zaczęła do mnie celować.
-Uspokój się...-Zrobiłam salto i wytrąciłam jej z ręki pistolet.Kobieta próbowała go ponownie chwycić ale ja byłam pierwsza wycelowałam.... po chwili namysłu strzeliłam.Nie myślałam że będę musiała zabić człowieka ale tak się stało zaczęłam żałować że nie umarłam w samochodzie lecz zrozumiałam że ona zabiła ludzi i zabiła by również mnie.Wtedy przypomniał mi się cel wejścia do tego domu.Dawno temu będąc małą dziewczynką byłam z mamą po nasiona kwiatów i przyglądałam się niezwykłej okazałości katanie z czarną zdobioną rączką która wisiała nad kominkiem chwyciłam ją i przewiesiłam sobie na ramię.Zabrałam pistolet z którego celowała do mnie kobieta.Wyszłam z domku i wsiadłam do samochodu.
-Jedź!-Krzyknęłam wiedząc że po strzale zombie zjawią się z nikąd by nas zjeść...
Klaudia ruszyła pytając:
-Z kąt masz broń?To gdzie jedziemy?
-Ahhhh....Na wieś tam będziemy bezpieczne kilka dni a potem pomyślimy....
I tak ruszyłyśmy zostawiając nasze życie przed apokalipsą....
-Ok odpowiem na 3 pytania...-Powiedziała z namysłem.
Zamknęłam drzwi i zaczęłam pytać.
-Co się stało?-Spytałam po krótkim namyśle.
-To podobno jakiś wirus przenosi się przez ugryzienie albo gdy umrzesz...Gorączka cię wypala...Nie jesteś już człowiekiem...-Odpowiedziała dziewczyna zaczynając zbierać całe jedzenie z szafek i kładąc je w jedno miejsce na podłodze w kuchni.
-A gdzie wszyscy ludzie z miasta?-Spytałam ponownie.
Herbata pomyślała przez chwilę.
-Zabrali 1500 ludzi na badania.Reszta miała czekać na kolejną zbiórkę lecz nikt nie przyjechał.Jak ktoś z twoich bliskich żyje to jest w bezpiecznym miejscu w przeciwieństwie do nas.Teraz ostatnie pytanie...-Kiwnęła głową Herbata
-Jak masz na imię?Bo wszyscy wołali na ciebie Herbata i nie wiem jak się do ciebie zwracać....-Spytałam z uśmiechem.
-Klaudia...Teraz moje 3 pytania.-Odpowiedziała dziewczyna.
-Dobra pytaj...-Potwierdziłam stanowczo.
-Jaka była data gdy miałaś wypadek?-Spytała zaciekawiona...
-Niedziela 5 lipca a co?-Spytałam z zaniepokojeniem.
-Co?!Jak mogłaś siedzieć w tym samochodzie 5 dni bez jedzenia i wody a żaden zombie cię nie zabił?!-Klaudia zaczęła krzyczeć.
-Cicho...Bo ich zwołasz...A tak po za tym co ty robisz?-Spytałam zauważając że Herbata wyjmuje całą żywność z szafki...
-Szykuję nas do drogi...chyba nie myślałaś że tu zostaniemy SAME...-Odpowiedziała uspokajając się.
-No racja ale zostawię rodzicom kartkę że żyję w naszym tajemnym miejscu ok?-Spytałam zasmucona.
-Dobra dobra ale idź teraz znajdź jakąś torbę...-Rozkazała ponuro Klaudia.
Tak też zrobiłam, powoli weszłam po schodach i wynurzając się za rogu weszłam do sypialni rodziców...Otworzyłam szafę zabrałam torbę i zbiegłam na dół i zaczęłam pakować żywność.Po kilku minutach torba była pełna.
-Słuchaj mnie teraz uważnie idziemy teraz do twoich sąsiadów...ja odpalam samochód a ty mnie osłaniasz czyli zabijasz wszystkich zombie w okolicy wtedy bierzesz torbę i wkładasz ją na tylne siedzenie otwierasz bramę, wsiadasz ja ruszam a ty zdejmujesz plecak i pilnujesz wszystkiego co się rusza...-Klaudia wytłumaczyła krótko plan działania.
-Ale ty nie masz prawa jazdy!-Wystraszyłam się.
-Jeździć umiem od brata a drogi są puste damy radę byle zmyć się z tond zanim zapadnie zmrok.-Odpowiedziała znudzona moimi ciągłymi pytaniami.
Wtedy od kluczyła drzwi i pobiegła do samochodu wzięłam plecak oraz torbę i ruszyłam za nią rzuciłam torbę na ziemię jakieś 2 metry od auta.I chwyciłam nóż.Klaudia spojrzała na mnie zdziwiona.
-Tym masz zamiar zabijać zombie?-Spytała
-Nie do końca...Odpal auto i jak nie wrócę a zombie będą się zbliżać to jedź beze mnie-
Odpowiedziałam wybijając szybę.
-Co?!Nie!Nie wrócisz już!-Krzyczała bez zastanowienia.
-Zaufaj mi...-Powiedziałam zdejmując plecak i wrzucając go do auta razem z torbą.
Podciągnęłam się i weszłam do budynku po przejściu kilku kroków zobaczyłam człowieka. Zacisnęłam nóż w ręce i zapytałam:
-Wszystko w porządku?
-Zabij mnie proszę!Zabij mnie!-Odpowiedziała kobieta.
-Dlaczego?-Zapytałam wystraszona.
-Zabiłam ich wszystkich!-Po czym wzięła pistolet z pod koca na którym siedziała i zaczęła do mnie celować.
-Uspokój się...-Zrobiłam salto i wytrąciłam jej z ręki pistolet.Kobieta próbowała go ponownie chwycić ale ja byłam pierwsza wycelowałam.... po chwili namysłu strzeliłam.Nie myślałam że będę musiała zabić człowieka ale tak się stało zaczęłam żałować że nie umarłam w samochodzie lecz zrozumiałam że ona zabiła ludzi i zabiła by również mnie.Wtedy przypomniał mi się cel wejścia do tego domu.Dawno temu będąc małą dziewczynką byłam z mamą po nasiona kwiatów i przyglądałam się niezwykłej okazałości katanie z czarną zdobioną rączką która wisiała nad kominkiem chwyciłam ją i przewiesiłam sobie na ramię.Zabrałam pistolet z którego celowała do mnie kobieta.Wyszłam z domku i wsiadłam do samochodu.
-Jedź!-Krzyknęłam wiedząc że po strzale zombie zjawią się z nikąd by nas zjeść...
Klaudia ruszyła pytając:
-Z kąt masz broń?To gdzie jedziemy?
-Ahhhh....Na wieś tam będziemy bezpieczne kilka dni a potem pomyślimy....
I tak ruszyłyśmy zostawiając nasze życie przed apokalipsą....
środa, 15 kwietnia 2015
R.1. Niebezpieczeństwo
Jak co tydzień wracałam z rodzicami od Babci, która mieszka 3 km od naszego domu.Zapowiadało się nudne niedzielne popołudnie.Byliśmy już tylko 2 minuty drogi od domu gdy jakiś mężczyzna wybiegł na drogę.Tata dał radę wyhamować lecz samochód wpadł w poślizg uderzyliśmy w stare drzewo niedaleko mojej szkoły.Straciłam przytomność.
Obudził mnie dopiero strzał z jakiejś broni palnej.Wystraszona spojrzałam na fotele rodziców nie było ich w aucie.A nasz samochód był zastawiony kilkoma innymi. Drzwi po mojej prawej stronie były zamknięte, przez szybę która jakimś cudem nie wyleciała widziałam drzewo.Drzwi po lewej zawsze były zepsute ale musiałam jakoś się wydostać więc spróbowałam je otworzyć ale nic to nie dało.Wtedy moja klaustrofobia dała się we znaki jako 14-letnia dziewczyna byłam tez odważna i dalej myślałam nad wyjściem.Wtedy zobaczyłam kogoś przechodzącego obok pojazdu.Zaczęłam krzyczeć:
-Pomocy uwolnij mnie jestem tu sama!Pomocy!
Postać ruszyła w moją stronę wtedy zrozumiałam że coś jest nie tak.Strach zmotywował mnie do działania i uświadomiłam sobie, że w zeszłym tygodniu tata blokował siedzenie by nie składało się, było ono zablokowane małym drucikiem który szybko wyjęłam.Postać pukała w szybę.Nagle ktoś zaczął do niej strzelać i postać odeszła od samochodu.Weszłam do bagażnika przez złożony fotel chwyciłam plecak z ciuchami i wyjęłam kilka książek po czym włożyłam apteczkę z samochodu.Chwyciłam gaśnicę i otworzyłam klapę bagażnika.Niedaleko auta stała dziewczyna z mojej szkoły którą nazywano w szkole Herbatą, znałam ją tylko z widzenia
-Co się stało i kto to był?-Spytałam.
-Musimy iść za kilka minut będzie ich tu pełno-Spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
-Ale gdzie i po co?-Spytałam ponownie licząc na odpowiedz.
-Masz klucze do swojego domu?-Spytała z uśmiechem na twarzy.
-Mam.-Odpowiedziałam zdziwiona pytaniem.
-A masz w domu rolety lub zasłony?-Spytała spokojnie
-Mam ale po co Ci to wiedzieć?-Zdziwiłam się
-Dla bezpieczeństwa...To prowadź musimy iść...I masz to.-Wyjęła z mojej dłoni gaśnicę i dała kilka strzał i kuszę.
-Po co mi to?-Spytałam zakłopotana.
-Wiem , że uczyłaś się strzelać z kuszy i łuku.Musisz się bronić.-Odpowiedziała z przekonaniem dziewczyna.
Nie odezwała się do mnie do czasu aż doszłyśmy do mojego domu.Szłam wciąż zdziwiona i oszołomiona całym tym wydarzeniem.Herbata zerkała uważnie na każdego napotkanego trupa i przekłuwała każdemu czaszkę ślicznie zdobionym nożem.Gdy wreszcie miałyśmy skręcić w moją ulicę kazała mi poczekać i dokładnie się rozglądać sama zrobiła kilka kroków i skradała się jak by miała za rogiem ujrzeć płatnego zabójcę.Po chwili wróciła by oznajmić, że droga nie jest bezpieczna i musimy przejść przez płot.Kazała mi przejść pierwszej i przerzuciła mi wszystkie rzeczy,moim zadaniem było iść do domu zamknąć oraz zasłonić wszystkie okna i drzwi a sama gdzieś pobiegła, zabroniła mi również zapalać światła....Pognałam co sił w nogach do domu i zrobiłam wszystko o co prosiła Herbata.Zapaliłam świeczkę i czekałam na jej przybycie....
Obudził mnie dopiero strzał z jakiejś broni palnej.Wystraszona spojrzałam na fotele rodziców nie było ich w aucie.A nasz samochód był zastawiony kilkoma innymi. Drzwi po mojej prawej stronie były zamknięte, przez szybę która jakimś cudem nie wyleciała widziałam drzewo.Drzwi po lewej zawsze były zepsute ale musiałam jakoś się wydostać więc spróbowałam je otworzyć ale nic to nie dało.Wtedy moja klaustrofobia dała się we znaki jako 14-letnia dziewczyna byłam tez odważna i dalej myślałam nad wyjściem.Wtedy zobaczyłam kogoś przechodzącego obok pojazdu.Zaczęłam krzyczeć:
-Pomocy uwolnij mnie jestem tu sama!Pomocy!
Postać ruszyła w moją stronę wtedy zrozumiałam że coś jest nie tak.Strach zmotywował mnie do działania i uświadomiłam sobie, że w zeszłym tygodniu tata blokował siedzenie by nie składało się, było ono zablokowane małym drucikiem który szybko wyjęłam.Postać pukała w szybę.Nagle ktoś zaczął do niej strzelać i postać odeszła od samochodu.Weszłam do bagażnika przez złożony fotel chwyciłam plecak z ciuchami i wyjęłam kilka książek po czym włożyłam apteczkę z samochodu.Chwyciłam gaśnicę i otworzyłam klapę bagażnika.Niedaleko auta stała dziewczyna z mojej szkoły którą nazywano w szkole Herbatą, znałam ją tylko z widzenia
-Co się stało i kto to był?-Spytałam.
-Musimy iść za kilka minut będzie ich tu pełno-Spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
-Ale gdzie i po co?-Spytałam ponownie licząc na odpowiedz.
-Masz klucze do swojego domu?-Spytała z uśmiechem na twarzy.
-Mam.-Odpowiedziałam zdziwiona pytaniem.
-A masz w domu rolety lub zasłony?-Spytała spokojnie
-Mam ale po co Ci to wiedzieć?-Zdziwiłam się
-Dla bezpieczeństwa...To prowadź musimy iść...I masz to.-Wyjęła z mojej dłoni gaśnicę i dała kilka strzał i kuszę.
-Po co mi to?-Spytałam zakłopotana.
-Wiem , że uczyłaś się strzelać z kuszy i łuku.Musisz się bronić.-Odpowiedziała z przekonaniem dziewczyna.
Nie odezwała się do mnie do czasu aż doszłyśmy do mojego domu.Szłam wciąż zdziwiona i oszołomiona całym tym wydarzeniem.Herbata zerkała uważnie na każdego napotkanego trupa i przekłuwała każdemu czaszkę ślicznie zdobionym nożem.Gdy wreszcie miałyśmy skręcić w moją ulicę kazała mi poczekać i dokładnie się rozglądać sama zrobiła kilka kroków i skradała się jak by miała za rogiem ujrzeć płatnego zabójcę.Po chwili wróciła by oznajmić, że droga nie jest bezpieczna i musimy przejść przez płot.Kazała mi przejść pierwszej i przerzuciła mi wszystkie rzeczy,moim zadaniem było iść do domu zamknąć oraz zasłonić wszystkie okna i drzwi a sama gdzieś pobiegła, zabroniła mi również zapalać światła....Pognałam co sił w nogach do domu i zrobiłam wszystko o co prosiła Herbata.Zapaliłam świeczkę i czekałam na jej przybycie....
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)