-Hey, co cię sprowadza?-spytałam.
-Ja, Alice i Herbata jedziemy z tobą.Wiemy, że ty byś nam pomogła gdybyśmy byli na twoim miejscu-oznajmił.
-No...Dobra, niech wam będzie-odpowiedziałam
Dwa dni później, razem z Alice, Herbatą i Kubą wyruszyliśmy po moich rodziców.Droga była długa, a wydawała się jeszcze dłuższa, na szczęście mimo wielu dotychczasowych problemów wszyscy żartowaliśmy i śmialiśmy się.Po kilku godzinach zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej.Alice i Kuba tankowali samochód, nie wnikam co jeszcze...A ja z Herbatą oczyściłyśmy stację z zombie, oczywiście bez użycia broni palnej, co było nie małym problemem.Na szczęście nie trwało to zbyt długo.Mimo, że wyjechaliśmy ze strefy wczesnym rankiem dopiero wieczorem byliśmy w pobliżu mojego domu.Jako iż w moim domu były wciąż pozasłaniane okna postanowiliśmy zostać tam na noc i z samego rana odnaleźć moich rodziców.W kuchni rozłożyliśmy plecaki a w salonie wszyscy spaliśmy.Tak było bezpieczniej.
Kolejnego dnia jako pierwszy obudził się Kuba.Nie dał rady wstać bez przewrócenia kilku rzeczy i zbudzenia mnie, Alice i Klaudii.Jako iż nie spaliśmy postanowiliśmy wysłać mojej mamie SMS.Już po chwili dostaliśmy odpowiedz.Przeczytałam na głos adres i spojrzałam na Alice i powiedziałam:
-Alice...ty zostaniesz tu przypilnujesz rzeczy...ty masz do kogo wracać
-A ja?-spytał zakłopotany Kuba.
-Ty jesteś facetem przestań się mazgaić i idź na wojnę...czy jakoś tak...never maind(newer majnd)-powiedziałam próbując udawać kogoś z filmu który oglądałam niegdyś w telewizji.
Chłopak odwrócił się na pięcie i powiedział:
-Jak będziecie gotowe to chodźcie czekam na dworze.
Po około 10 minutach wyszłyśmy i razem z Kubą powędrowaliśmy na ulicę na której mieli być moi rodzice.Niestety wkoło budynku było mnóstwo zombie, więc postanowiliśmy znaleźć inną drogę.Po chwili zobaczyłam kogoś.Poruszał się po dachach a żaden zombie go nie zauważył.
-Tam-powiedziałam wskazując na drabinę jednego z budynków.
-Idź pierwsza-zaproponowała Herbata.
Gdy wszyscy weszliśmy na górę dostałam kolejnego SMS'a :
Po chwili Herbata chwyciła mnie za rękę a Kubę za kaptur i pociągnęła niżej jedyne co widziałam to wielką eksplozję z miejsca gdzie była moja rodzina.Łzy zaczęły spływać mi po policzku.Nigdy nie płakałam tak bardzo.Kuba z Klaudią czekali aż przestanę płakać.
-Słuchaj..Twoi rodzice chcieli byś żyła, więc weź się w garść i przestań się mazać jak dotychczas byłaś dosyć silna by się obronić to teraz możesz to znieść.Jesteś twarda i taka zostań żyj bo to jest to czego chcieli od ciebie rodzice, to czego chcą od ciebie ludzie w strefie.Musisz być tą samą Sarą którą byłaś kiedyś-powiedziała patrząc na mnie z podziwem.
-Ale...-wtedy ujrzałam chłopaka skaczącego z dachu na dach za Herbatą-patrzcie-powiedziałam nie odrywając wzroku od skoczka.Kuba i Herbata odwrócili się.Ale skoczek zniknął.Nagle ktoś chwycił mnie i przyłożył mi nóż do gardła.
-Daj torbę-powiedział bacznie obserwując ruchy Herbaty.
-Myślisz że jesteś taki sprytny?-Chwyciłam chłopaka za rękę w której trzymał nóż i przypominając sobie lekcje samoobrony i to czego nie miałam robić w takim przypadku, wykręciłam mu rękę.Wtedy Kuba zaszedł chłopaka od tyłu i przywiązał do komina.
-Nieźle, ale nie pomyśleliście o tym że mogę mieć nożyk w rękawie-powiedział chłopak.
-Nie masz go tam-powiedziałam pewna swojej wypowiedzi.
-Skąd wiesz?-spytał chłopak.
-Kuba rozwiąż go-powiedziałam nie odrywając wzroku od wroga.
-Ale on...-zaczął mówić Kuba.
-Nic nam nie zrobi.Szuka jedzenia dla swoich ludzi.I wie że potrafię też złamać mu tę rękę a to będzie bolało jeszcze bardziej-spojrzałam teraz na Herbatę przyglądającą się całemu zajściu.
Kuba rozwiązał chłopaka.
-Skąd wiedziałaś?-spytał skoczek.
-Nie ty tu zadajesz pytania.Gdzie się ukrywacie?Ilu was jest?I czy wszyscy skaczecie po dachach bez celu?-uśmiechnęłam się szyderczo.
-Ahhh...Niedaleko, dość dużo by cię zabić i tylko ja-powiedział.
-Albo zaczniesz mówić albo ty i twoi przyjaciele nigdy nie poznacie strefy-podeszłam chłopaka przebiegle.
-Jest strefa?-spytał zdziwiony.
-Tak jest-odpowiedziałam.
-Chcę mówić z jej liderem.
-Uważaj sobie bo z jednym z nich mówisz-powiedziałam z uśmiechem.
-Co?!To chyba jakiś żart!Ty masz z 12 lat!-zaczął się śmiać.
-14.I uwierz mi że masz szczęście.
-Dlaczego?-spytał zdziwiony.
-Bo przyjmę ciebie i twoich kolesi do strefy.
-Co?!-Krzyknęli równo zaskoczeni Herbata,Kuba i tajemniczy skoczek.
-Ale musisz mnie zaprowadzić do waszego schronienia.
-To choć.-powiedział.
Około 30 minut później byliśmy w ich schronieniu.
-A więc ja jestem Alex.A to jest Damian,Felix,Maciek,Franek i Norbert.
Wszyscy w 3 samochodach wróciliśmy po Alice.Następnego dnia wyruszyliśmy do strefy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz