menu

czwartek, 18 czerwca 2015

R.8. Jak dalej iść?

   Wstawało słońce, a w strefie rozpoczął się kolejny dzień pełen pracy.Leżałam na łóżku i myślałam o ostatnim miesiącu, wydarzyło się tyle okropnych rzeczy-ludzie zaczęli się zmieniać w zombie,zabiłam jakąś kobietę w domu sąsiadów i... straciłam rodziców.Wszystko co się wydarzyło kazało mi przestać czuć ból, po porostu przestać myśleć o tych złych rzeczach skoro mogę robić dobre w strefie.Zamknęłam oczy i na chwilę odpłynęłam, po chwili obudził mnie budzik stojący zaraz obok mojego łóżka.Wstałam wciąż zmęczona, ubrałam się i zeszłam na dół.Chwyciłam mały nożyk leżący na kuchennym stole i włożyłam go za pasek.Wyszłam z domu.Niedaleko wejścia do sektora rady czekała na mnie Alice, równie podekscytowana tym iż grupa Alex'a dzisiaj zostanie pełnoprawną częścią strefy.Razem poszłyśmy do domku w którym dotychczas byli wszyscy chłopacy, zapukałyśmy do drzwi.Po chwili wszyscy po kolei wyszli z domu.Alice kazała im iść za nami i się nie oddalać bo każda osoba w jakimkolwiek sektorze która nie ma swojego identyfikatora jest zagrożeniem i może zostać zastrzelona bez żadnych konsekwencji.Gdy doszłyśmy do miejsca gdzie rada daje identyfikatory i wpisuje na listę członków strefy zorientowałam się, że nie ma Alex'a.Pociągnęłam Alice za rękaw i powiedziałam cicho:
-Niema tu tego idioty...
-Kogo?!A...tak Alex...-powiedziała równie znudzona jak ja ciągłymi dokuczeniami chłopaka.
-Idę go szukać a ty przeciągaj jak tylko możesz.-powiedziałam.
Alice kiwnęła głową.
Szłam w stronę domku w którym byli dotychczas kumple Alex'a ale zauważyłam go wchodzącego do mojego domu, pobiegłam za nim i powoli go  śledziłam.Chłopak wszedł do mojego pokoju i zaczął czegoś szukać chciałam zajść go od tyłu lecz stanęłam w złym miejscu i podłoga wydała skrzypiący dźwięk.Chłopak odwrócił się i powiedział :
-Śledzisz mnie?
-Grzebiesz mi w rzeczach?-odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Nie!-powiedział Alex.
-A co robisz?-uśmiechnęłam się szyderczo.
-Yyy....am...ja....szukałem....yyy...tego...no...-zaczął jąkać się chłopak.
-Niech zgadnę pistoletu, i naboi-powiedziałam pewnie.
-Masz mnie-pochylił głowę.
-Ok.Umówmy się tak ty pójdziesz na zapis i po identyfikator a ja załatwię Ci chwilę strzelania z broni palnej-powiedziałam przyglądając się chłopakowi.
-No dobra-odpowiedział.
Razem poszliśmy na zapis i w sam raz zdążyliśmy przed końcem.Po odebraniu identyfikatora chłopak stanął koło mnie.Po 15 minutach przydzielone zostały pokoje a chwilę potem zebranie zakończyło się.Po chwili podszedł do mnie Alex:
-To idziemy?-spytał
-Ok idź do siebie przenieś rzeczy a za godzinę bądź przy głównym wejściu-odpowiedziałam.
Po godzinie poprosiłam Kate-wartowniczkę by nas wypuściła i wpuściła gdy wrócimy.
Oddaliliśmy się od strefy dosyć daleko.Dałam Alex'owi broń i zaczął strzelać po chwili wbiegł w krzaki i zniknął w zaroślach.Po kilku wystrzałach zaczęło przybywać zombie więc zaczęłam uciekać w stronę lasu.Po chwili jeden zombie wyszedł centralnie przede mną, cofnęłam się i przewróciłam o korzeń.wyjęłam nóż i przesuwałam się do tyłu lecz to nic nie dawało bo by go zabić musiałam go dopuścić dość blisko brzucha co spowodowało by ugryzienie i śmierć więc mógł mnie uratować tylko cud.Zombie właśnie miał wgryźć się w moje kolano ale nagle ktoś go zastrzelił.Spojrzałam w stronę z której padł strzał.
-Alex!-wykrzyknęłam.
-Cicho, usłyszą nas-spojrzał na mnie.
Chłopak pomógł mi wstać.
-Wow, nie myślałem, że radzisz sobie tak fatalnie.
-No cóż nie miałam lekcji z obrony przed zombie.I dzięki za ratunek-powiedziałam.
-Spoko-odpowiedział patrząc mi w oczy.
-A teraz oddaj broń.
-Co?Dlaczego?-spytał.
-Bo masz drugą-powiedziałam.
-Skąd wiesz?!
-Widziałam jak ją chowasz w moim pokoju za pasek-odpowiedziałam z uśmiechem.
-I nie kazałaś mi jej oddać?-spytał.
-Chciałam sprawdzić twoją uczciwość.
-I co?
-Oblałeś-uśmiechnęłam się.
-Dobra a teraz chodź zaraz się ściemni a mi się nie uśmiecha włóczyć się z tobą po lesie i to jeszcze w ciemnościach-powiedział.
  Po około 20 minutach zrobiło się kompletnie ciemno a my dochodziliśmy do strefy.Kate została wybrana na szkolenie nowego wartownika w końcu sama stała na warcie 12 godzin dziennie.Nowy wartownik nazywał się  Norbert.Chłopak upierał się z pójściem do rady by nas ukarano za wyjście z strefy bez pozwolenia i powiadomienia kogokolwiek, na szczęście Alex dał rade go przekonać.Gdy wróciłam do domu wzięłam kąpiel i już miałam iść spać gdy do moich drzwi zapukał Kuba.
-Hej, co Cię sprowadza?-spytałam zdziwiona tak późną wizytą.
-Cześć, przychodzę by powiedzieć o zebraniu rady i przypomnieć Ci, że również jesteś jej członkinią.
-Co?-nie zrozumiałam o co chodziło chłopakowi.
-Musisz być przykładem a nie uciekać poza strefę przy pierwszej lepszej okazji-powiedział.
-Skąd wiesz, że byłam poza strefą?-spytałam.
-Widziałam, i prawie widział to mój ojciec tylko w porę udało mi się go odciągnąć od wyjścia bo byś miała przechlapane-powiedział.
-Dzięki.A kiedy to spotkanie rady?
-Jutro o 6;00, tak wiem wcześnie ale nikt postronny nie może o tym wiedzieć...oprócz mnie oczywiście..,-na twarzy Kuby pojawił się uśmiech od ucha do ucha.
-Okey
-To pa!-pożegnał się i szybkim krokiem ruszył do domu Alice.
 Zakluczyłam drzwi i nastawiłam budzik na 5;45 by spokojnie zdążyć na zebranie.Oczywiście obudziłam się dopiero za pięć szósta i biegiem się ubierałam.Dotarłam na miejsce jako przed ostatnia.Usiadłam wraz z Alice, ojcem Kuby który nazywa się John i kobietą nazywaną Liv.
-Spotykamy się tutaj z powodu wielkiej pomyłki a mianowicie nasze zapasy bardzo szybko się kurczą i jak tak dalej pójdzie za 3 miesiące zostaniemy bez jedzenia.Musimy wymyślić sposób na zdobycie zapasów-powiedziała Liv.
-A jakby zebrać 3 grupy po 10 osób i każda grupa wybierze się gdzie indziej-zaproponowała Alice.
-Nie, to zmarnuje tylko zapasy i nie wiadomo ilu z nich wróci żywych-powiedział John.
-Wiem, magazyny w Austrii tam zwożono żywność która miała się nie marnować-powiedziałam.
-W sumie są pełne jedzenia, ale to prawie tysiąc kilometrów droga tam i z powrotem zajmie jakieś pięć dni-powiedziała Liv.
-Nie jeśli pojedziemy tam w 6 osób-powiedziała Alice.
-Nie, nie pozwolę Ci znowu zabrać połowy rady i mojego syna na kolejną misję samobójczą poza tym nie zmieścicie dużo do samochodu, to nie ma sensu-powiedział John.
-Nie muszę zabierać Kuby, wezmę Kate-powiedziałam.
-Tak zabierzesz wartowniczkę i co jeszcze-spytała Liv.
-To nie jest głupi pomysł ale nie pojedziemy w 6 tylko 4 zmieścimy się w busie i przywieziemy dużo jedzenia-powiedziała Alice.
-Nie!Pojadę ja, Alice i Alex i kropka wrócimy za 4 dni i dowieziemy mnóstwo jedzenia-powiedziałam.
-A Alex po co Ci potrzebny?-spytała Alice.
-Jest jedyną osobą, oprócz Kate która potrafi prowadzić Tira-powiedziałam.
-Co?!Ty chcesz jechać tirem?!-wykrzyknęła Liv.
-A jak inaczej zabierzesz jedzenie dla tylu ludzi?-spytałam.
-Dobra bierzecie jeszcze Kate nie dam wam prowadzić tira-powiedział John.
-A i przynieście mi krótkofalówki-powiedziałam.
-Po co, i tak nie działają-powiedziała Alice.
-Spróbuję ustawić jedną częstotliwość by móc się z wami kontaktować w czasie drogi-powiedziałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz