Odskoczyłam od Herbaty i wzięłam butelkę wody stojącą kilka kroków ode mnie.Już po chwili pojawił się znany mi już Kuba z łóżkiem na kółkach.Herbata pomogła Cloe usiąść na łóżku. Odłożyłam broń i razem z Herbatą zaczęłyśmy pchać łóżko do części dla rady gdzie znajdował się również szpital, niestety ale nie było tam nikogo.
-Kuba...Leć po kogoś kto zna się na pierwszej pomocy!-Wykrzyknęłam zestresowana obecną sytuacją.
-Ale...
-Zamknij się i leć po kogoś bo będziesz mieć na sumieniu dwie osoby!-Zaczęłam się denerwować.
Chłopak pobiegł w stronę sektora "B".Nagle Cloe zaczęła dusić się krwią.
-Sara!!!Zrób coś cokolwiek!-Herbata zaczęła się poważnie denerwować.
-O boże...Dlaczego ja muszę wszystko robić?!-Spytałam i powoli obróciłam Cloe na lewy bok.
Wtedy do sali wbiegło kilku ludzi, kazali nam wyjść.Herbata usiadła w koncie niedaleko drzwi.
-Musimy iść...Przecież mówili że to potrwa co najmniej godzinę-Powiedziałam widząc smętną minę Herbaty.
-Jak możesz?Jak możesz znosić coś takiego?!-Spytała oburzona.
-Wtedy w domu moich sąsiadów była kobieta...ona zabiła całą ich rodzinę 5 osób...celowała do mnie musiałam ją...-Odpowiadałam powoli całą historię i znowu przed moimi oczami pojawił się moment strzału.
-Ty tak po prostu o tym mówisz?!Myślałam, że warto było Cię uratować ale może jednak lepiej byłoby gdybyś została w tym samochodzie może teraz Cloe nie byłaby na stole operacyjnym!-Powiedziała jakby miała mnie zaraz rozszarpać.
Odwróciłam się i wyszłam by jeszcze bardziej jej nie rozwścieczyć.Zaraz przy wejściu do sektora "C" czekał Kuba.
-Czekaj...Mój tata chciał abyś porozmawiała z Alice-powiedział z uśmiechem Kuba.
-Twój tata?-Spytałam
-Mój tata prosił Cię o bycie w radzie...A Alice to laska mieszkająca w tamtym zielonym domu-powiedział wskazując dom z ciemno zielonym dachem.
-Okej...-Ruszyłam w stronę "Zielonego domu".
Podeszłam do drzwi i zapukałam lecz nikt nie otworzył.Nacisnęłam na klamkę i zaczęłam mówić:
-Miałam przyjść jestem Sara...Proszę nie strzelajcie-powiedziałam powoli idąc w przód.
Po chwili zza rogu wyłoniła się dziewczyna o ślicznych niebieskich oczach i blond włosach.
-Hej jestem Alice!-Powiedziała siadając do stołu.
-Cześć?Dlaczego chciałaś mnie widzieć?-Spytałam ostrożnie.
-Jestem najmłodszą dotychczas członkinią rady.Więc ja mam Ci wybrać dom jako iż 6 z 10 osób z rady zginęło mam duży wybór więc musisz mi pomóc-odpowiedziała z uśmiechem na twarzy.
-Dobra...Zaczynam się bać...-wyszeptałam.
-Straciliśmy dużo ludzi zanim powstały sektory przyzwyczaiłam się, ze ktoś umiera...A więc który wybierasz?-Spytała pokazując mi 7 fotografii.
-Nie potrzebuję osobnego domu jestem sama...zupełnie sama-odpowiedziałam pokazując najmniejszy dom.
-Okej teraz idź do siebie i weź rzeczy :) ,
Tak też zrobiłam.Po czym przeniosłam plecak do domu i zaczęłam go rozpakowywać.Po chwili usłyszałam dźwięk mojego telefonu.
-Co ? Przecież został u babci...-powiedziałam cicho do siebie.Wyjęłam z plecaka i zauważyłam, że ktoś dzwoni do mnie z telefonu mamy, więc odebrałam.
-Hallo?-Ale w słuchawce nikt się nie odezwał.
-Hallo?-Postanowiłam spróbować jeszcze raz.
-Sara?To ty kochanie?-Usłyszałam zmęczony i smutny głos mojej mamy.
-Tak, mamo gdzie jesteś?-Spytałam zarówno szczęśliwa i zaniepokojona.
-Nie ważne tata już po ciebie idzie...
-Ale ja nie zostałam w samochodzie!-Odpowiedziałam szybko.
-Jak to?Więc gdzie jesteś?-Spytała zdziwiona.
-W bezpiecznym miejscu, mam jedzenie,wodę i broń.
-Dobrze zostań tam.-Powiedziała smutno.
-Ale mamo, gdzie jesteście?-Spytałam
-Wróć do domu i napisz mi SMS mam karty na dwie wiadomości teksto...-Wtedy rozłączyła się.
-Ale mamo!Hallo?Hallo?Mamo!-od razu pobiegłam do Alice.Gdy tylko wbiegłam nie mogłam złapać tchu dopiero po chwili mogłam mówić.
-Rozmawiałam z mamą!-Wykrzyknęłam.
-Co?!Jak?!
-Przez telefon, muszę ją znaleźć!-Odpowiedziałam.
-Zwołam zebranie i Ci wszystko opowiem a teraz idź muszę pomyśleć.-Uśmiechnęła się i pokiwała mi.
Postanowiłam iść zobaczyć co się dzieje z Herbatą i co ważniejsze z Cloe.W koncie siedziała Herbata w takiej samej pozycji jak wcześniej.Usiadłam kilka metrów od niej i czekałyśmy po około 30 minutach wyszedł lekarz i powiedział:
-Niestety ale jej organizm jest zbyt słaby, a ona bez kilku maszyn nie pożyje długo...Musimy ją odłączyć.
-Co?!Nie możecie!!!-Herbata spojrzała pogardliwie na lekarza.
-Musimy.Odłączymy ją gdy zaśnie by umarła w spokoju, powinnyście się cieszyć, że pozwalam wam się pożegnać.
Herbata weszła do sali i chwyciła Cloe za rękę pożegnała się i czekała aż zaśnie po czym patrzyła jak lekarz odłącza całą aparaturę.Ja przyglądałam się zza drzwi.Po chwili Herbata wyszła, widziałam tylko, że lekarz wbił nóż w mózg Cloe by się nie przemieniła.Ale wciąż w mojej głowie była rozmowa z mamą...przecież od miesiąca nie miałam zasięgu...czy ona żyje?
menu
- ♥
- Wszystkie rozdziały
- Rozdziały 1-10
- R.1. Niebezpieczeństwo
- R.2. Po 1. Przeżyć
- R.3. Nikt nie powiedział że "Będzie łatwo"
- R.4.Wyboista droga do sukcesu
- R.5. Bezpieczna Strefa - Dom czy przystanek?
- R.6.Nadzieja ponoć umiera ostatnia
- R.7.Uczucia wyłączone
- R.8. Jak dalej iść?
- R.9.Magazyny w Austrii - kolejne wyzwanie
- R.10.Kim jesteś?Jak to możliwe?
- Rozdziały 11-20
- Rozdziały 1-10
- Postacie
- FanArty
- Czekam na wasze prace
- Czekam na wasze prace
- Więcej o mnie
- Pomoc
- ♥
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz