Cały dzień spędziłam na pomocy w strefie.Gdy wróciłam wieczorem do domu od razu się położyłam, nie mogłam jednak spać, myślałam o problemach strefy oraz o tym jak weźmiemy ze sobą Alex'a bez mówienia mu o obecnej sytuacji.Nie mogłam zasnąć, znowu miałam przed oczami tę kobietę i SMS'a od mamy.Miałam dość tych wszystkich zmartwień.Marzyłam by wrócić do czasu gdy moim największym problemem była dwójka z biologii.
O 8;00 zadzwonił budzik.Powoli wygramoliłam się z łóżka.Zrobiłam sobie śniadanie i czytałam książkę.Po jakimś czasie do drzwi zapukała Alice.
-Hej, mam te krótkofalówki o których mówiłaś-powiedziała dając mi do ręki wielki worek.
-Nam są potrzebne z 4 krótkofalówki-powiedziałam.
-To zrób 4 a później zrobisz resztę-zaproponowała.Alice odwróciła się i wyszła.
Usiadłam do stoły kuchennego i zaczęłam przestawiać krótkofalówki na tę samą stację. Niestety nie udało mi się ich ustawić, co gorsze zepsułam jedną czy dwie.
Kolejnego dnia Kate i Alice powędrowały jakiś kilometr od strefy do miejsca gdzie parkowane są wszystkie pojazdy strefy.Już o godzinie 12;00 Ja i Alex byliśmy gotowi lecz wyruszyliśmy dopiero około godziny 15;00.Drogi w większości były puste więc nie było z tym problemu.O godzinie 22;37 zrobiło się ciemno więc zjechaliśmy na parking i przestawiliśmy kilka samochodów by było bezpieczniej.Alice postanowiła że będzie pełnić wartę.Kate poszła spać a ja i Alex weszliśmy na tira by wypatrywać zombie z góry.Na stacji na której się zatrzymaliśmy wciąż był prąd i paliły się lampy.Po 2 dniach wreszcie dotarliśmy do ogromnego magazynu.Gdy dojechaliśmy pod samo wejście była godzina 2;00 w nocy.W magazynie było tylko trzech zombie więc szybko sobie z nimi poradziliśmy.Przez cały dzień nosiliśmy jedzenie:kartony,puszki itp. Około 21;30 tir był pełen.
-Dobra zrobimy tak o za 15 minut wyjeżdżamy a teraz idźcie szukać czegoś co wam się przyda ja zostaję tutaj-zarządziła Kate.
Postanowiłam pójść na 3 piętro magazynu.Po chwili spostrzegłam około 20 zombie stojących i walących w drzwi jakiegoś pomieszczenia.W tym momencie Alex chwycił mnie bym nic nie mogła powiedzieć i szepnął mi do ucha:
-Nie ma sensu zwracać ich uwagi, nawet jak ktoś tam jest to tych zombie nie da się zabić bez broni palnej a nie chcesz mieć zaraz na głowie nie 20 a 200 zombie'aków.
-Nie porzuca się innego człowieka gdy można mu pomóc, to właśnie jest człowieczeństwo-powiedziałam.
-Ok to nie daj się zabić.Na trzy.Raz...Dwa...Trzy-powiedział.Zaatakowaliśmy zombie i po chwili nie było się czego bać.
Alex wyważył drzwi.W środku był dziwny zmutowany zombie.Potwór wstał i zaczął biec w moją stronę był bardzo szybki.Alex zaczął strzelać do niego z pistoletu.Zombie padł dopiero po kilku strzałach w głowę.Zdążył przewrócić kilka półek przez co po całej podłodze walały się żelki.Alex podszedł ponownie do zombiego ale ten nadal się ruszał, strzelił mu jeszcze kulkę między oczy podszedł do mnie i powiedział:
-Oto do czego twoje człowieczeństwo nas doprowadziło.Lepiej chodź nie wiem jak długo będzie tak leżał-po czym pomógł mi wstać.
Wyszliśmy z magazynu i ujrzeliśmy Kate i Alice były całe zdyszane.
-Co się stało?-spytałam.
-Pies-zombie się stał-powiedziała Alice.
-Myślałam, że psy po ugryzieniu umierają.
-Ja też.A wam co się stało?-spytała Kate.
-To był ogromny zombie z nitro-powiedział Alex.
-Dobra wsiadajcie-powiedziała Kate.
Przez prawie całą drogę powrotną jedynym tematem były te inne zombie.Sama zaczynałam się bać, a co jak jest więcej takich mutantów?Moje myśli krążyły również wokół strefy.Czy starczy im jedzenia na jeszcze 2 dni?
menu
- ♥
- Wszystkie rozdziały
- Rozdziały 1-10
- R.1. Niebezpieczeństwo
- R.2. Po 1. Przeżyć
- R.3. Nikt nie powiedział że "Będzie łatwo"
- R.4.Wyboista droga do sukcesu
- R.5. Bezpieczna Strefa - Dom czy przystanek?
- R.6.Nadzieja ponoć umiera ostatnia
- R.7.Uczucia wyłączone
- R.8. Jak dalej iść?
- R.9.Magazyny w Austrii - kolejne wyzwanie
- R.10.Kim jesteś?Jak to możliwe?
- Rozdziały 11-20
- Rozdziały 1-10
- Postacie
- FanArty
- Czekam na wasze prace
- Czekam na wasze prace
- Więcej o mnie
- Pomoc
- ♥
wtorek, 23 czerwca 2015
czwartek, 18 czerwca 2015
R.8. Jak dalej iść?
Wstawało słońce, a w strefie rozpoczął się kolejny dzień pełen pracy.Leżałam na łóżku i myślałam o ostatnim miesiącu, wydarzyło się tyle okropnych rzeczy-ludzie zaczęli się zmieniać w zombie,zabiłam jakąś kobietę w domu sąsiadów i... straciłam rodziców.Wszystko co się wydarzyło kazało mi przestać czuć ból, po porostu przestać myśleć o tych złych rzeczach skoro mogę robić dobre w strefie.Zamknęłam oczy i na chwilę odpłynęłam, po chwili obudził mnie budzik stojący zaraz obok mojego łóżka.Wstałam wciąż zmęczona, ubrałam się i zeszłam na dół.Chwyciłam mały nożyk leżący na kuchennym stole i włożyłam go za pasek.Wyszłam z domu.Niedaleko wejścia do sektora rady czekała na mnie Alice, równie podekscytowana tym iż grupa Alex'a dzisiaj zostanie pełnoprawną częścią strefy.Razem poszłyśmy do domku w którym dotychczas byli wszyscy chłopacy, zapukałyśmy do drzwi.Po chwili wszyscy po kolei wyszli z domu.Alice kazała im iść za nami i się nie oddalać bo każda osoba w jakimkolwiek sektorze która nie ma swojego identyfikatora jest zagrożeniem i może zostać zastrzelona bez żadnych konsekwencji.Gdy doszłyśmy do miejsca gdzie rada daje identyfikatory i wpisuje na listę członków strefy zorientowałam się, że nie ma Alex'a.Pociągnęłam Alice za rękaw i powiedziałam cicho:
-Niema tu tego idioty...
-Kogo?!A...tak Alex...-powiedziała równie znudzona jak ja ciągłymi dokuczeniami chłopaka.
-Idę go szukać a ty przeciągaj jak tylko możesz.-powiedziałam.
Alice kiwnęła głową.
Szłam w stronę domku w którym byli dotychczas kumple Alex'a ale zauważyłam go wchodzącego do mojego domu, pobiegłam za nim i powoli go śledziłam.Chłopak wszedł do mojego pokoju i zaczął czegoś szukać chciałam zajść go od tyłu lecz stanęłam w złym miejscu i podłoga wydała skrzypiący dźwięk.Chłopak odwrócił się i powiedział :
-Śledzisz mnie?
-Grzebiesz mi w rzeczach?-odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Nie!-powiedział Alex.
-A co robisz?-uśmiechnęłam się szyderczo.
-Yyy....am...ja....szukałem....yyy...tego...no...-zaczął jąkać się chłopak.
-Niech zgadnę pistoletu, i naboi-powiedziałam pewnie.
-Masz mnie-pochylił głowę.
-Ok.Umówmy się tak ty pójdziesz na zapis i po identyfikator a ja załatwię Ci chwilę strzelania z broni palnej-powiedziałam przyglądając się chłopakowi.
-No dobra-odpowiedział.
Razem poszliśmy na zapis i w sam raz zdążyliśmy przed końcem.Po odebraniu identyfikatora chłopak stanął koło mnie.Po 15 minutach przydzielone zostały pokoje a chwilę potem zebranie zakończyło się.Po chwili podszedł do mnie Alex:
-To idziemy?-spytał
-Ok idź do siebie przenieś rzeczy a za godzinę bądź przy głównym wejściu-odpowiedziałam.
Po godzinie poprosiłam Kate-wartowniczkę by nas wypuściła i wpuściła gdy wrócimy.
Oddaliliśmy się od strefy dosyć daleko.Dałam Alex'owi broń i zaczął strzelać po chwili wbiegł w krzaki i zniknął w zaroślach.Po kilku wystrzałach zaczęło przybywać zombie więc zaczęłam uciekać w stronę lasu.Po chwili jeden zombie wyszedł centralnie przede mną, cofnęłam się i przewróciłam o korzeń.wyjęłam nóż i przesuwałam się do tyłu lecz to nic nie dawało bo by go zabić musiałam go dopuścić dość blisko brzucha co spowodowało by ugryzienie i śmierć więc mógł mnie uratować tylko cud.Zombie właśnie miał wgryźć się w moje kolano ale nagle ktoś go zastrzelił.Spojrzałam w stronę z której padł strzał.
-Alex!-wykrzyknęłam.
-Cicho, usłyszą nas-spojrzał na mnie.
Chłopak pomógł mi wstać.
-Wow, nie myślałem, że radzisz sobie tak fatalnie.
-No cóż nie miałam lekcji z obrony przed zombie.I dzięki za ratunek-powiedziałam.
-Spoko-odpowiedział patrząc mi w oczy.
-A teraz oddaj broń.
-Co?Dlaczego?-spytał.
-Bo masz drugą-powiedziałam.
-Skąd wiesz?!
-Widziałam jak ją chowasz w moim pokoju za pasek-odpowiedziałam z uśmiechem.
-I nie kazałaś mi jej oddać?-spytał.
-Chciałam sprawdzić twoją uczciwość.
-I co?
-Oblałeś-uśmiechnęłam się.
-Dobra a teraz chodź zaraz się ściemni a mi się nie uśmiecha włóczyć się z tobą po lesie i to jeszcze w ciemnościach-powiedział.
Po około 20 minutach zrobiło się kompletnie ciemno a my dochodziliśmy do strefy.Kate została wybrana na szkolenie nowego wartownika w końcu sama stała na warcie 12 godzin dziennie.Nowy wartownik nazywał się Norbert.Chłopak upierał się z pójściem do rady by nas ukarano za wyjście z strefy bez pozwolenia i powiadomienia kogokolwiek, na szczęście Alex dał rade go przekonać.Gdy wróciłam do domu wzięłam kąpiel i już miałam iść spać gdy do moich drzwi zapukał Kuba.
-Hej, co Cię sprowadza?-spytałam zdziwiona tak późną wizytą.
-Cześć, przychodzę by powiedzieć o zebraniu rady i przypomnieć Ci, że również jesteś jej członkinią.
-Co?-nie zrozumiałam o co chodziło chłopakowi.
-Musisz być przykładem a nie uciekać poza strefę przy pierwszej lepszej okazji-powiedział.
-Skąd wiesz, że byłam poza strefą?-spytałam.
-Widziałam, i prawie widział to mój ojciec tylko w porę udało mi się go odciągnąć od wyjścia bo byś miała przechlapane-powiedział.
-Dzięki.A kiedy to spotkanie rady?
-Jutro o 6;00, tak wiem wcześnie ale nikt postronny nie może o tym wiedzieć...oprócz mnie oczywiście..,-na twarzy Kuby pojawił się uśmiech od ucha do ucha.
-Okey
-To pa!-pożegnał się i szybkim krokiem ruszył do domu Alice.
Zakluczyłam drzwi i nastawiłam budzik na 5;45 by spokojnie zdążyć na zebranie.Oczywiście obudziłam się dopiero za pięć szósta i biegiem się ubierałam.Dotarłam na miejsce jako przed ostatnia.Usiadłam wraz z Alice, ojcem Kuby który nazywa się John i kobietą nazywaną Liv.
-Spotykamy się tutaj z powodu wielkiej pomyłki a mianowicie nasze zapasy bardzo szybko się kurczą i jak tak dalej pójdzie za 3 miesiące zostaniemy bez jedzenia.Musimy wymyślić sposób na zdobycie zapasów-powiedziała Liv.
-A jakby zebrać 3 grupy po 10 osób i każda grupa wybierze się gdzie indziej-zaproponowała Alice.
-Nie, to zmarnuje tylko zapasy i nie wiadomo ilu z nich wróci żywych-powiedział John.
-Wiem, magazyny w Austrii tam zwożono żywność która miała się nie marnować-powiedziałam.
-W sumie są pełne jedzenia, ale to prawie tysiąc kilometrów droga tam i z powrotem zajmie jakieś pięć dni-powiedziała Liv.
-Nie jeśli pojedziemy tam w 6 osób-powiedziała Alice.
-Nie, nie pozwolę Ci znowu zabrać połowy rady i mojego syna na kolejną misję samobójczą poza tym nie zmieścicie dużo do samochodu, to nie ma sensu-powiedział John.
-Nie muszę zabierać Kuby, wezmę Kate-powiedziałam.
-Tak zabierzesz wartowniczkę i co jeszcze-spytała Liv.
-To nie jest głupi pomysł ale nie pojedziemy w 6 tylko 4 zmieścimy się w busie i przywieziemy dużo jedzenia-powiedziała Alice.
-Nie!Pojadę ja, Alice i Alex i kropka wrócimy za 4 dni i dowieziemy mnóstwo jedzenia-powiedziałam.
-A Alex po co Ci potrzebny?-spytała Alice.
-Jest jedyną osobą, oprócz Kate która potrafi prowadzić Tira-powiedziałam.
-Co?!Ty chcesz jechać tirem?!-wykrzyknęła Liv.
-A jak inaczej zabierzesz jedzenie dla tylu ludzi?-spytałam.
-Dobra bierzecie jeszcze Kate nie dam wam prowadzić tira-powiedział John.
-A i przynieście mi krótkofalówki-powiedziałam.
-Po co, i tak nie działają-powiedziała Alice.
-Spróbuję ustawić jedną częstotliwość by móc się z wami kontaktować w czasie drogi-powiedziałam.
-Niema tu tego idioty...
-Kogo?!A...tak Alex...-powiedziała równie znudzona jak ja ciągłymi dokuczeniami chłopaka.
-Idę go szukać a ty przeciągaj jak tylko możesz.-powiedziałam.
Alice kiwnęła głową.
Szłam w stronę domku w którym byli dotychczas kumple Alex'a ale zauważyłam go wchodzącego do mojego domu, pobiegłam za nim i powoli go śledziłam.Chłopak wszedł do mojego pokoju i zaczął czegoś szukać chciałam zajść go od tyłu lecz stanęłam w złym miejscu i podłoga wydała skrzypiący dźwięk.Chłopak odwrócił się i powiedział :
-Śledzisz mnie?
-Grzebiesz mi w rzeczach?-odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Nie!-powiedział Alex.
-A co robisz?-uśmiechnęłam się szyderczo.
-Yyy....am...ja....szukałem....yyy...tego...no...-zaczął jąkać się chłopak.
-Niech zgadnę pistoletu, i naboi-powiedziałam pewnie.
-Masz mnie-pochylił głowę.
-Ok.Umówmy się tak ty pójdziesz na zapis i po identyfikator a ja załatwię Ci chwilę strzelania z broni palnej-powiedziałam przyglądając się chłopakowi.
-No dobra-odpowiedział.
Razem poszliśmy na zapis i w sam raz zdążyliśmy przed końcem.Po odebraniu identyfikatora chłopak stanął koło mnie.Po 15 minutach przydzielone zostały pokoje a chwilę potem zebranie zakończyło się.Po chwili podszedł do mnie Alex:
-To idziemy?-spytał
-Ok idź do siebie przenieś rzeczy a za godzinę bądź przy głównym wejściu-odpowiedziałam.
Po godzinie poprosiłam Kate-wartowniczkę by nas wypuściła i wpuściła gdy wrócimy.
Oddaliliśmy się od strefy dosyć daleko.Dałam Alex'owi broń i zaczął strzelać po chwili wbiegł w krzaki i zniknął w zaroślach.Po kilku wystrzałach zaczęło przybywać zombie więc zaczęłam uciekać w stronę lasu.Po chwili jeden zombie wyszedł centralnie przede mną, cofnęłam się i przewróciłam o korzeń.wyjęłam nóż i przesuwałam się do tyłu lecz to nic nie dawało bo by go zabić musiałam go dopuścić dość blisko brzucha co spowodowało by ugryzienie i śmierć więc mógł mnie uratować tylko cud.Zombie właśnie miał wgryźć się w moje kolano ale nagle ktoś go zastrzelił.Spojrzałam w stronę z której padł strzał.
-Alex!-wykrzyknęłam.
-Cicho, usłyszą nas-spojrzał na mnie.
Chłopak pomógł mi wstać.
-Wow, nie myślałem, że radzisz sobie tak fatalnie.
-No cóż nie miałam lekcji z obrony przed zombie.I dzięki za ratunek-powiedziałam.
-Spoko-odpowiedział patrząc mi w oczy.
-A teraz oddaj broń.
-Co?Dlaczego?-spytał.
-Bo masz drugą-powiedziałam.
-Skąd wiesz?!
-Widziałam jak ją chowasz w moim pokoju za pasek-odpowiedziałam z uśmiechem.
-I nie kazałaś mi jej oddać?-spytał.
-Chciałam sprawdzić twoją uczciwość.
-I co?
-Oblałeś-uśmiechnęłam się.
-Dobra a teraz chodź zaraz się ściemni a mi się nie uśmiecha włóczyć się z tobą po lesie i to jeszcze w ciemnościach-powiedział.
Po około 20 minutach zrobiło się kompletnie ciemno a my dochodziliśmy do strefy.Kate została wybrana na szkolenie nowego wartownika w końcu sama stała na warcie 12 godzin dziennie.Nowy wartownik nazywał się Norbert.Chłopak upierał się z pójściem do rady by nas ukarano za wyjście z strefy bez pozwolenia i powiadomienia kogokolwiek, na szczęście Alex dał rade go przekonać.Gdy wróciłam do domu wzięłam kąpiel i już miałam iść spać gdy do moich drzwi zapukał Kuba.
-Hej, co Cię sprowadza?-spytałam zdziwiona tak późną wizytą.
-Cześć, przychodzę by powiedzieć o zebraniu rady i przypomnieć Ci, że również jesteś jej członkinią.
-Co?-nie zrozumiałam o co chodziło chłopakowi.
-Musisz być przykładem a nie uciekać poza strefę przy pierwszej lepszej okazji-powiedział.
-Skąd wiesz, że byłam poza strefą?-spytałam.
-Widziałam, i prawie widział to mój ojciec tylko w porę udało mi się go odciągnąć od wyjścia bo byś miała przechlapane-powiedział.
-Dzięki.A kiedy to spotkanie rady?
-Jutro o 6;00, tak wiem wcześnie ale nikt postronny nie może o tym wiedzieć...oprócz mnie oczywiście..,-na twarzy Kuby pojawił się uśmiech od ucha do ucha.
-Okey
-To pa!-pożegnał się i szybkim krokiem ruszył do domu Alice.
Zakluczyłam drzwi i nastawiłam budzik na 5;45 by spokojnie zdążyć na zebranie.Oczywiście obudziłam się dopiero za pięć szósta i biegiem się ubierałam.Dotarłam na miejsce jako przed ostatnia.Usiadłam wraz z Alice, ojcem Kuby który nazywa się John i kobietą nazywaną Liv.
-Spotykamy się tutaj z powodu wielkiej pomyłki a mianowicie nasze zapasy bardzo szybko się kurczą i jak tak dalej pójdzie za 3 miesiące zostaniemy bez jedzenia.Musimy wymyślić sposób na zdobycie zapasów-powiedziała Liv.
-A jakby zebrać 3 grupy po 10 osób i każda grupa wybierze się gdzie indziej-zaproponowała Alice.
-Nie, to zmarnuje tylko zapasy i nie wiadomo ilu z nich wróci żywych-powiedział John.
-Wiem, magazyny w Austrii tam zwożono żywność która miała się nie marnować-powiedziałam.
-W sumie są pełne jedzenia, ale to prawie tysiąc kilometrów droga tam i z powrotem zajmie jakieś pięć dni-powiedziała Liv.
-Nie jeśli pojedziemy tam w 6 osób-powiedziała Alice.
-Nie, nie pozwolę Ci znowu zabrać połowy rady i mojego syna na kolejną misję samobójczą poza tym nie zmieścicie dużo do samochodu, to nie ma sensu-powiedział John.
-Nie muszę zabierać Kuby, wezmę Kate-powiedziałam.
-Tak zabierzesz wartowniczkę i co jeszcze-spytała Liv.
-To nie jest głupi pomysł ale nie pojedziemy w 6 tylko 4 zmieścimy się w busie i przywieziemy dużo jedzenia-powiedziała Alice.
-Nie!Pojadę ja, Alice i Alex i kropka wrócimy za 4 dni i dowieziemy mnóstwo jedzenia-powiedziałam.
-A Alex po co Ci potrzebny?-spytała Alice.
-Jest jedyną osobą, oprócz Kate która potrafi prowadzić Tira-powiedziałam.
-Co?!Ty chcesz jechać tirem?!-wykrzyknęła Liv.
-A jak inaczej zabierzesz jedzenie dla tylu ludzi?-spytałam.
-Dobra bierzecie jeszcze Kate nie dam wam prowadzić tira-powiedział John.
-A i przynieście mi krótkofalówki-powiedziałam.
-Po co, i tak nie działają-powiedziała Alice.
-Spróbuję ustawić jedną częstotliwość by móc się z wami kontaktować w czasie drogi-powiedziałam.
czwartek, 11 czerwca 2015
R.7.Uczucia wyłączone
Następnego dnia Alice przekazała mi, że za 2 dni wyjeżdżamy do mojego rodzinnego miasta.Kilka godzin później u mych drzwi stanął Kuba.
-Hey, co cię sprowadza?-spytałam.
-Ja, Alice i Herbata jedziemy z tobą.Wiemy, że ty byś nam pomogła gdybyśmy byli na twoim miejscu-oznajmił.
-No...Dobra, niech wam będzie-odpowiedziałam
Dwa dni później, razem z Alice, Herbatą i Kubą wyruszyliśmy po moich rodziców.Droga była długa, a wydawała się jeszcze dłuższa, na szczęście mimo wielu dotychczasowych problemów wszyscy żartowaliśmy i śmialiśmy się.Po kilku godzinach zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej.Alice i Kuba tankowali samochód, nie wnikam co jeszcze...A ja z Herbatą oczyściłyśmy stację z zombie, oczywiście bez użycia broni palnej, co było nie małym problemem.Na szczęście nie trwało to zbyt długo.Mimo, że wyjechaliśmy ze strefy wczesnym rankiem dopiero wieczorem byliśmy w pobliżu mojego domu.Jako iż w moim domu były wciąż pozasłaniane okna postanowiliśmy zostać tam na noc i z samego rana odnaleźć moich rodziców.W kuchni rozłożyliśmy plecaki a w salonie wszyscy spaliśmy.Tak było bezpieczniej.
Kolejnego dnia jako pierwszy obudził się Kuba.Nie dał rady wstać bez przewrócenia kilku rzeczy i zbudzenia mnie, Alice i Klaudii.Jako iż nie spaliśmy postanowiliśmy wysłać mojej mamie SMS.Już po chwili dostaliśmy odpowiedz.Przeczytałam na głos adres i spojrzałam na Alice i powiedziałam:
-Alice...ty zostaniesz tu przypilnujesz rzeczy...ty masz do kogo wracać
-A ja?-spytał zakłopotany Kuba.
-Ty jesteś facetem przestań się mazgaić i idź na wojnę...czy jakoś tak...never maind(newer majnd)-powiedziałam próbując udawać kogoś z filmu który oglądałam niegdyś w telewizji.
Chłopak odwrócił się na pięcie i powiedział:
-Jak będziecie gotowe to chodźcie czekam na dworze.
Po około 10 minutach wyszłyśmy i razem z Kubą powędrowaliśmy na ulicę na której mieli być moi rodzice.Niestety wkoło budynku było mnóstwo zombie, więc postanowiliśmy znaleźć inną drogę.Po chwili zobaczyłam kogoś.Poruszał się po dachach a żaden zombie go nie zauważył.
-Tam-powiedziałam wskazując na drabinę jednego z budynków.
-Idź pierwsza-zaproponowała Herbata.
Gdy wszyscy weszliśmy na górę dostałam kolejnego SMS'a :
-Hey, co cię sprowadza?-spytałam.
-Ja, Alice i Herbata jedziemy z tobą.Wiemy, że ty byś nam pomogła gdybyśmy byli na twoim miejscu-oznajmił.
-No...Dobra, niech wam będzie-odpowiedziałam
Dwa dni później, razem z Alice, Herbatą i Kubą wyruszyliśmy po moich rodziców.Droga była długa, a wydawała się jeszcze dłuższa, na szczęście mimo wielu dotychczasowych problemów wszyscy żartowaliśmy i śmialiśmy się.Po kilku godzinach zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej.Alice i Kuba tankowali samochód, nie wnikam co jeszcze...A ja z Herbatą oczyściłyśmy stację z zombie, oczywiście bez użycia broni palnej, co było nie małym problemem.Na szczęście nie trwało to zbyt długo.Mimo, że wyjechaliśmy ze strefy wczesnym rankiem dopiero wieczorem byliśmy w pobliżu mojego domu.Jako iż w moim domu były wciąż pozasłaniane okna postanowiliśmy zostać tam na noc i z samego rana odnaleźć moich rodziców.W kuchni rozłożyliśmy plecaki a w salonie wszyscy spaliśmy.Tak było bezpieczniej.
Kolejnego dnia jako pierwszy obudził się Kuba.Nie dał rady wstać bez przewrócenia kilku rzeczy i zbudzenia mnie, Alice i Klaudii.Jako iż nie spaliśmy postanowiliśmy wysłać mojej mamie SMS.Już po chwili dostaliśmy odpowiedz.Przeczytałam na głos adres i spojrzałam na Alice i powiedziałam:
-Alice...ty zostaniesz tu przypilnujesz rzeczy...ty masz do kogo wracać
-A ja?-spytał zakłopotany Kuba.
-Ty jesteś facetem przestań się mazgaić i idź na wojnę...czy jakoś tak...never maind(newer majnd)-powiedziałam próbując udawać kogoś z filmu który oglądałam niegdyś w telewizji.
Chłopak odwrócił się na pięcie i powiedział:
-Jak będziecie gotowe to chodźcie czekam na dworze.
Po około 10 minutach wyszłyśmy i razem z Kubą powędrowaliśmy na ulicę na której mieli być moi rodzice.Niestety wkoło budynku było mnóstwo zombie, więc postanowiliśmy znaleźć inną drogę.Po chwili zobaczyłam kogoś.Poruszał się po dachach a żaden zombie go nie zauważył.
-Tam-powiedziałam wskazując na drabinę jednego z budynków.
-Idź pierwsza-zaproponowała Herbata.
Gdy wszyscy weszliśmy na górę dostałam kolejnego SMS'a :
Po chwili Herbata chwyciła mnie za rękę a Kubę za kaptur i pociągnęła niżej jedyne co widziałam to wielką eksplozję z miejsca gdzie była moja rodzina.Łzy zaczęły spływać mi po policzku.Nigdy nie płakałam tak bardzo.Kuba z Klaudią czekali aż przestanę płakać.
-Słuchaj..Twoi rodzice chcieli byś żyła, więc weź się w garść i przestań się mazać jak dotychczas byłaś dosyć silna by się obronić to teraz możesz to znieść.Jesteś twarda i taka zostań żyj bo to jest to czego chcieli od ciebie rodzice, to czego chcą od ciebie ludzie w strefie.Musisz być tą samą Sarą którą byłaś kiedyś-powiedziała patrząc na mnie z podziwem.
-Ale...-wtedy ujrzałam chłopaka skaczącego z dachu na dach za Herbatą-patrzcie-powiedziałam nie odrywając wzroku od skoczka.Kuba i Herbata odwrócili się.Ale skoczek zniknął.Nagle ktoś chwycił mnie i przyłożył mi nóż do gardła.
-Daj torbę-powiedział bacznie obserwując ruchy Herbaty.
-Myślisz że jesteś taki sprytny?-Chwyciłam chłopaka za rękę w której trzymał nóż i przypominając sobie lekcje samoobrony i to czego nie miałam robić w takim przypadku, wykręciłam mu rękę.Wtedy Kuba zaszedł chłopaka od tyłu i przywiązał do komina.
-Nieźle, ale nie pomyśleliście o tym że mogę mieć nożyk w rękawie-powiedział chłopak.
-Nie masz go tam-powiedziałam pewna swojej wypowiedzi.
-Skąd wiesz?-spytał chłopak.
-Kuba rozwiąż go-powiedziałam nie odrywając wzroku od wroga.
-Ale on...-zaczął mówić Kuba.
-Nic nam nie zrobi.Szuka jedzenia dla swoich ludzi.I wie że potrafię też złamać mu tę rękę a to będzie bolało jeszcze bardziej-spojrzałam teraz na Herbatę przyglądającą się całemu zajściu.
Kuba rozwiązał chłopaka.
-Skąd wiedziałaś?-spytał skoczek.
-Nie ty tu zadajesz pytania.Gdzie się ukrywacie?Ilu was jest?I czy wszyscy skaczecie po dachach bez celu?-uśmiechnęłam się szyderczo.
-Ahhh...Niedaleko, dość dużo by cię zabić i tylko ja-powiedział.
-Albo zaczniesz mówić albo ty i twoi przyjaciele nigdy nie poznacie strefy-podeszłam chłopaka przebiegle.
-Jest strefa?-spytał zdziwiony.
-Tak jest-odpowiedziałam.
-Chcę mówić z jej liderem.
-Uważaj sobie bo z jednym z nich mówisz-powiedziałam z uśmiechem.
-Co?!To chyba jakiś żart!Ty masz z 12 lat!-zaczął się śmiać.
-14.I uwierz mi że masz szczęście.
-Dlaczego?-spytał zdziwiony.
-Bo przyjmę ciebie i twoich kolesi do strefy.
-Co?!-Krzyknęli równo zaskoczeni Herbata,Kuba i tajemniczy skoczek.
-Ale musisz mnie zaprowadzić do waszego schronienia.
-To choć.-powiedział.
Około 30 minut później byliśmy w ich schronieniu.
-A więc ja jestem Alex.A to jest Damian,Felix,Maciek,Franek i Norbert.
Wszyscy w 3 samochodach wróciliśmy po Alice.Następnego dnia wyruszyliśmy do strefy.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
