Obudziłam się.Strasznie bolało mnie ramie.Odwróciłam się i zobaczyłam Alex'a.
-Co ty tu robisz?-spytałam.
-Jaa...Wpadłem na chwilę przy okazji...a teraz idę, powiem lekarzowi, że się obudziłaś-odpowiedział zakłopotany.Chłopak wstał i poszedł do gabinetu lekarza.
Po chwili do szpitala wbiegła Herbata razem z Alice.
-Jak się czujesz?-spytała Alice siadając obok mnie.
-Słabo mi ale oprócz tego jest okej-powiedziałam cicho.
-Straciłaś dużo krwi, musisz odpoczywać.Ja już pójdę-powiedziała Herbata oddalając się od mojego łóżka.
-Czekaj, przeżyłam postrzał przeżyję również kilka minut rozmowy z tobą.Co u was?-spytałam.
-Ja chodzę z Kubą, a Herbata jest pielęgniarką-powiedziała Alice.
-A ty co myślisz?-spytała Herbata.
-Na temat czego?-zmarszczyłam czoło.
-Nie na temat czego tylko kogo-powiedziała Herbata.
-Co?!-zdziwiłam się.
-Od kąt Alex dowiedział się, że leżysz w szpitalu siedział tu prawie cały czas z Kubą go odciągaliśmy do pokoju by spał i przynosiliśmy jedzenie-powiedziała Alice.
Zarumieniłam się.
-A co z Meredith?-spytałam.
-Ona Cię postrzeliła nie myślisz, że puściliśmy ją wolno-powiedziała Herbata.
-Więc jeszcze żyje?
-Wiedzieliśmy że będziesz chciała z nią rozmawiać-powiedziała Alice.
-Przyprowadźcie ją-spojrzałam poważnie na Alice.
Dziewczyna chwyciła Herbatę i wyszła po chwili wróciły trzymając Meredith.
-Nic Ci nie powiem puki sobie nie pójdą-powiedziała Meredith próbując wyrwać się z uwięzi.
-Dobra-powiedziałam spokojnie.
-Co?!-krzyknęły prawie równo Alice z Herbatą.
Alice podeszła do mnie i powiedziała mi na ucho:
-Nie rób głupot.
-Proszę,wyjdźcie-powiedziałam.
Dziewczyny wyszły.Meredith zaczęła klaskać.
-Co?-spytałam.
-Jestem dumna z wielkości twojej głupoty-powiedziała uśmiechając się.
-Jestem osobą dzięki której wciąż żyjesz-powiedziałam.
-Dlatego właśnie tu jestem.Gdy umrę zobaczą że się nie zmienię-powiedziała wyjmując coś z kieszeni.
-Co robisz?-spytałam.
-Najpierw odpowiem na twoje pytania-powiedziała.
-Aha...Okej...
-Pytasz czy nie?
-Pytam pytam-powiedziałam spokojnie-Dlaczego twierdzisz że, jesteś odporna?-dodałam.
-To prawda, on był pierwszym on przemienia nas w odpornych.Ja jestem inna wydostałam się z jego sideł teraz mogę umrzeć-powiedziała trzymając nóż.
-Eeee...-wzięłam głęboki wdech-Kim on jest?-spytałam ponownie.
-Złe pytanie.Przepraszam-powiedziała wbijając sobie nóż w serce.
Zaczęłam krzyczeć.Do sali wbiegła Herbata z Alice.
-Trzeba Cię stąd zabrać-powiedziała Herbata.
-Sprawdźcie czy się przemieni-powiedziałam gdy Herbata pomagała mi wstać.
Alice kiwnęła głową.Herbata wyprowadziła mnie ze szpitala posadziła na ławce wręczając broń.Odeszła a po chwili podszedł do niej Alex.Zaczął na nią krzyczeć nie wiedząc że wszystko słyszę.
-Jak mogłaś pozwolić jej zostać z tą wariatką sam na sam-wydzierał się Alex.
-Jak tak Ci się podoba to sam jej pilnuj by nic nie robiła szalonego ale...-Herbata podeszła do Alexa i powiedziała mu coś na ucho-...i nas słyszała-dokończyła.
Wstałam i podeszłam do Alex'a w tym czasie Herbata się ulotniła.
-Dzięki-powiedziałam cicho całując Alex'a w policzek.
Odeszłam i poszłam usiąść na ławkę kilka metrów dalej