Alex Stevens
Najważniejsze informacje :
Wiek : 16lat
Data Urodzenia : 18 lutego 1999r.
Pojawia się w rozdziale : 7
Krótki opis
Alex pojawia się w 7 rozdziale gdzie próbuje zaatakować Sarę, ta jednak wydaje się być sprytniejsza i broni się przed wrogiem.Chłopak pokazuje Klaudii, Sarze i Kubie bazę w której mieszka razem z przyjaciółmi.Alex często ucieka ze strefy śledząc Sarę.W 11 rozdziale dowiadujemy się, że chłopak zakochał się w Sarze.
Życie przed apokalipsą
Alex raczej rzadko z kimś rozmawia przez co nie wiemy nic o jego życiu przed rozpoczęciem się apokalipsy.
menu
- ♥
- Wszystkie rozdziały
- Rozdziały 1-10
- R.1. Niebezpieczeństwo
- R.2. Po 1. Przeżyć
- R.3. Nikt nie powiedział że "Będzie łatwo"
- R.4.Wyboista droga do sukcesu
- R.5. Bezpieczna Strefa - Dom czy przystanek?
- R.6.Nadzieja ponoć umiera ostatnia
- R.7.Uczucia wyłączone
- R.8. Jak dalej iść?
- R.9.Magazyny w Austrii - kolejne wyzwanie
- R.10.Kim jesteś?Jak to możliwe?
- Rozdziały 11-20
- Rozdziały 1-10
- Postacie
- FanArty
- Czekam na wasze prace
- Czekam na wasze prace
- Więcej o mnie
- Pomoc
- ♥
sobota, 25 lipca 2015
Kate
Kate
Najważniejsze informacje :
Wiek : ok. 23 lata
Data śmierci: 12 listopada 2015
Dalsza rodzina :
-podobno w strefie jest rodzina kobiety
Pojawia się w rozdziale : 4
Krótki opis
Kate jest wartowniczką w strefie.Jest jedną z najbardziej zapracowanych osób w strefie.Do niedawna sama stała na warcie od niedawna towarzyszy jej Norbert.Kobieta wyruszyła wraz z Sarą do magazynów w Austrii gdzie wraz z Klaudią uciekała przed psem zombie.
Najważniejsze informacje :
Wiek : ok. 23 lata
Data śmierci: 12 listopada 2015
Dalsza rodzina :
-podobno w strefie jest rodzina kobiety
Pojawia się w rozdziale : 4
Krótki opis
Kate jest wartowniczką w strefie.Jest jedną z najbardziej zapracowanych osób w strefie.Do niedawna sama stała na warcie od niedawna towarzyszy jej Norbert.Kobieta wyruszyła wraz z Sarą do magazynów w Austrii gdzie wraz z Klaudią uciekała przed psem zombie.
poniedziałek, 20 lipca 2015
R.12. Never give up
Obudziłam się.Strasznie bolało mnie ramie.Odwróciłam się i zobaczyłam Alex'a.
-Co ty tu robisz?-spytałam.
-Jaa...Wpadłem na chwilę przy okazji...a teraz idę, powiem lekarzowi, że się obudziłaś-odpowiedział zakłopotany.Chłopak wstał i poszedł do gabinetu lekarza.
Po chwili do szpitala wbiegła Herbata razem z Alice.
-Jak się czujesz?-spytała Alice siadając obok mnie.
-Słabo mi ale oprócz tego jest okej-powiedziałam cicho.
-Straciłaś dużo krwi, musisz odpoczywać.Ja już pójdę-powiedziała Herbata oddalając się od mojego łóżka.
-Czekaj, przeżyłam postrzał przeżyję również kilka minut rozmowy z tobą.Co u was?-spytałam.
-Ja chodzę z Kubą, a Herbata jest pielęgniarką-powiedziała Alice.
-A ty co myślisz?-spytała Herbata.
-Na temat czego?-zmarszczyłam czoło.
-Nie na temat czego tylko kogo-powiedziała Herbata.
-Co?!-zdziwiłam się.
-Od kąt Alex dowiedział się, że leżysz w szpitalu siedział tu prawie cały czas z Kubą go odciągaliśmy do pokoju by spał i przynosiliśmy jedzenie-powiedziała Alice.
Zarumieniłam się.
-A co z Meredith?-spytałam.
-Ona Cię postrzeliła nie myślisz, że puściliśmy ją wolno-powiedziała Herbata.
-Więc jeszcze żyje?
-Wiedzieliśmy że będziesz chciała z nią rozmawiać-powiedziała Alice.
-Przyprowadźcie ją-spojrzałam poważnie na Alice.
Dziewczyna chwyciła Herbatę i wyszła po chwili wróciły trzymając Meredith.
-Nic Ci nie powiem puki sobie nie pójdą-powiedziała Meredith próbując wyrwać się z uwięzi.
-Dobra-powiedziałam spokojnie.
-Co?!-krzyknęły prawie równo Alice z Herbatą.
Alice podeszła do mnie i powiedziała mi na ucho:
-Nie rób głupot.
-Proszę,wyjdźcie-powiedziałam.
Dziewczyny wyszły.Meredith zaczęła klaskać.
-Co?-spytałam.
-Jestem dumna z wielkości twojej głupoty-powiedziała uśmiechając się.
-Jestem osobą dzięki której wciąż żyjesz-powiedziałam.
-Dlatego właśnie tu jestem.Gdy umrę zobaczą że się nie zmienię-powiedziała wyjmując coś z kieszeni.
-Co robisz?-spytałam.
-Najpierw odpowiem na twoje pytania-powiedziała.
-Aha...Okej...
-Pytasz czy nie?
-Pytam pytam-powiedziałam spokojnie-Dlaczego twierdzisz że, jesteś odporna?-dodałam.
-To prawda, on był pierwszym on przemienia nas w odpornych.Ja jestem inna wydostałam się z jego sideł teraz mogę umrzeć-powiedziała trzymając nóż.
-Eeee...-wzięłam głęboki wdech-Kim on jest?-spytałam ponownie.
-Złe pytanie.Przepraszam-powiedziała wbijając sobie nóż w serce.
Zaczęłam krzyczeć.Do sali wbiegła Herbata z Alice.
-Trzeba Cię stąd zabrać-powiedziała Herbata.
-Sprawdźcie czy się przemieni-powiedziałam gdy Herbata pomagała mi wstać.
Alice kiwnęła głową.Herbata wyprowadziła mnie ze szpitala posadziła na ławce wręczając broń.Odeszła a po chwili podszedł do niej Alex.Zaczął na nią krzyczeć nie wiedząc że wszystko słyszę.
-Jak mogłaś pozwolić jej zostać z tą wariatką sam na sam-wydzierał się Alex.
-Jak tak Ci się podoba to sam jej pilnuj by nic nie robiła szalonego ale...-Herbata podeszła do Alexa i powiedziała mu coś na ucho-...i nas słyszała-dokończyła.
Wstałam i podeszłam do Alex'a w tym czasie Herbata się ulotniła.
-Dzięki-powiedziałam cicho całując Alex'a w policzek.
Odeszłam i poszłam usiąść na ławkę kilka metrów dalej
-Co ty tu robisz?-spytałam.
-Jaa...Wpadłem na chwilę przy okazji...a teraz idę, powiem lekarzowi, że się obudziłaś-odpowiedział zakłopotany.Chłopak wstał i poszedł do gabinetu lekarza.
Po chwili do szpitala wbiegła Herbata razem z Alice.
-Jak się czujesz?-spytała Alice siadając obok mnie.
-Słabo mi ale oprócz tego jest okej-powiedziałam cicho.
-Straciłaś dużo krwi, musisz odpoczywać.Ja już pójdę-powiedziała Herbata oddalając się od mojego łóżka.
-Czekaj, przeżyłam postrzał przeżyję również kilka minut rozmowy z tobą.Co u was?-spytałam.
-Ja chodzę z Kubą, a Herbata jest pielęgniarką-powiedziała Alice.
-A ty co myślisz?-spytała Herbata.
-Na temat czego?-zmarszczyłam czoło.
-Nie na temat czego tylko kogo-powiedziała Herbata.
-Co?!-zdziwiłam się.
-Od kąt Alex dowiedział się, że leżysz w szpitalu siedział tu prawie cały czas z Kubą go odciągaliśmy do pokoju by spał i przynosiliśmy jedzenie-powiedziała Alice.
Zarumieniłam się.
-A co z Meredith?-spytałam.
-Ona Cię postrzeliła nie myślisz, że puściliśmy ją wolno-powiedziała Herbata.
-Więc jeszcze żyje?
-Wiedzieliśmy że będziesz chciała z nią rozmawiać-powiedziała Alice.
-Przyprowadźcie ją-spojrzałam poważnie na Alice.
Dziewczyna chwyciła Herbatę i wyszła po chwili wróciły trzymając Meredith.
-Nic Ci nie powiem puki sobie nie pójdą-powiedziała Meredith próbując wyrwać się z uwięzi.
-Dobra-powiedziałam spokojnie.
-Co?!-krzyknęły prawie równo Alice z Herbatą.
Alice podeszła do mnie i powiedziała mi na ucho:
-Nie rób głupot.
-Proszę,wyjdźcie-powiedziałam.
Dziewczyny wyszły.Meredith zaczęła klaskać.
-Co?-spytałam.
-Jestem dumna z wielkości twojej głupoty-powiedziała uśmiechając się.
-Jestem osobą dzięki której wciąż żyjesz-powiedziałam.
-Dlatego właśnie tu jestem.Gdy umrę zobaczą że się nie zmienię-powiedziała wyjmując coś z kieszeni.
-Co robisz?-spytałam.
-Najpierw odpowiem na twoje pytania-powiedziała.
-Aha...Okej...
-Pytasz czy nie?
-Pytam pytam-powiedziałam spokojnie-Dlaczego twierdzisz że, jesteś odporna?-dodałam.
-To prawda, on był pierwszym on przemienia nas w odpornych.Ja jestem inna wydostałam się z jego sideł teraz mogę umrzeć-powiedziała trzymając nóż.
-Eeee...-wzięłam głęboki wdech-Kim on jest?-spytałam ponownie.
-Złe pytanie.Przepraszam-powiedziała wbijając sobie nóż w serce.
Zaczęłam krzyczeć.Do sali wbiegła Herbata z Alice.
-Trzeba Cię stąd zabrać-powiedziała Herbata.
-Sprawdźcie czy się przemieni-powiedziałam gdy Herbata pomagała mi wstać.
Alice kiwnęła głową.Herbata wyprowadziła mnie ze szpitala posadziła na ławce wręczając broń.Odeszła a po chwili podszedł do niej Alex.Zaczął na nią krzyczeć nie wiedząc że wszystko słyszę.
-Jak mogłaś pozwolić jej zostać z tą wariatką sam na sam-wydzierał się Alex.
-Jak tak Ci się podoba to sam jej pilnuj by nic nie robiła szalonego ale...-Herbata podeszła do Alexa i powiedziała mu coś na ucho-...i nas słyszała-dokończyła.
Wstałam i podeszłam do Alex'a w tym czasie Herbata się ulotniła.
-Dzięki-powiedziałam cicho całując Alex'a w policzek.
Odeszłam i poszłam usiąść na ławkę kilka metrów dalej
wtorek, 14 lipca 2015
R.11.Na szczęście pudło
Spojrzałam na dziewczynę ze zdziwieniem.Próbowałam jeszcze z nią rozmawiać lecz ona odwróciła się i nie chciała mnie słuchać.Po kilkunastu minutach wstałam i podeszłam do lekarza mówiąc cicho :
-Jak się przemieni to nie wahaj się...-Lekarz kiwnął głową na znak że mnie zrozumiał.Wróciłam do swojego domu.Właśnie miałam zrobić sobie wodę do kąpieli gdy do drzwi zapukała Herbata.Była cała zapłakana.Otworzyłam drzwi a ona powiedziała :
-Nie masz bladego pojęcia jak się cieszę że Cię widzę-uśmiechnęła się delikatnie.
-Wejdź, siadaj-powiedziałam siadając w salonie.Herbata otarła ręką łzy i powiedziała:
-Mam tego wszystkiego dość wiesz?Trzymają nas jak małpy w klatkach, by wychodzić z tego "ZOO" trzeba czekać sześć miesięcy na rozpatrzenie prośby i badania!Znowu zmniejszyli racje żywnościowe!Zwracam się do ciebie bo jesteś w radzie możesz coś zrobić?-Herbata znowu zaczęła płakać.
-Nie wiem, ale spróbuję-powiedziałam.Porozmawiałyśmy chwilę i usłyszałyśmy wystrzały dochodzące z rejonów szpitala.Razem z Herbatą szybko pobiegłyśmy zobaczyć co się stało.Gdy weszłam do sali gdzie leżała Meredith, ujrzałam dziewczynę celującą do mnie z broni lekarza.
-Zabij mnie proszę, i tak moje życie jest do dupy-mówiłam zbliżając się do dziewczyny.
-Stój!Jeszcze krok i cię zastrzelę!-powiedziała.
Wtedy weszła Herbata.Zaczęłam iść do przodu a Herbata robiła to samo.Wtedy dziewczyna próbowała strzelić mi w serce lecz spudłowała i dostałam w ramię.Przewróciłam się.Herbata podbiegła do dziewczyny i próbowała odebrać jej broń.Dziewczyna chciała strzelać lecz w broni nie było amunicji. Uciskałam ranę i zwijałam się z bólu.Po chwili dotarła reszta rady, jak zawsze po całej sprawie.
Widziałam tylko, że próbują zatrzymać krwawienie.Zemdlałam.
-----------------------Perspektywa Alex'a-----------------------
Jak codziennie wyszedłem ze strefy by znaleźć dodatkowe jedzenie.Wychodząc zauważyłam jak Sara biegnie do lasu.Postanowiłem ją śledzić.I jak się okazało znowu uratowałem jej tyłek.Nie ma to jak zabijać zombie z zabezpieczoną spluwą.Postanowiłem jej pomóc.Później kazała mi odprowadzić jakąś laskę do strefy więc tak zrobiłem i ulotniłem się jak tylko było to możliwe.Poszedłem do schronu w którym siedzę przez większość czasu.Obejrzałem kilka filmów.Grałem w koszykówkę i postanowiłem wrócić do strefy.Tylko mój najlepszy przyjaciel Norbert wiedział o moich ucieczkach no i teraz Sara.Gdy wróciłem zobaczyłem całą radę smutną i przybitą postanowiłem spytać Norbeta o zaistniałą sytuację.
-Co się stało?-powiedziałem cicho podchodząc do niego.
-To ty nie wiesz?!Sara została postrzelona, teraz ją operują nie wiadomo czy przeżyje utraciła zbyt dużo krwi-powiedział.
-Ja pierdole-powiedziałem oddalając się od przyjaciela.Wróciłem do mojego pokoju.
W końcu skończyli ją operować.Ale nie wiadomo było czy się obudzi.Siedziałem przy niej do późnej nocy.Później wróciłem do pokoju a z samego rana wróciłem do szpitala.
-Jak się przemieni to nie wahaj się...-Lekarz kiwnął głową na znak że mnie zrozumiał.Wróciłam do swojego domu.Właśnie miałam zrobić sobie wodę do kąpieli gdy do drzwi zapukała Herbata.Była cała zapłakana.Otworzyłam drzwi a ona powiedziała :
-Nie masz bladego pojęcia jak się cieszę że Cię widzę-uśmiechnęła się delikatnie.
-Wejdź, siadaj-powiedziałam siadając w salonie.Herbata otarła ręką łzy i powiedziała:
-Mam tego wszystkiego dość wiesz?Trzymają nas jak małpy w klatkach, by wychodzić z tego "ZOO" trzeba czekać sześć miesięcy na rozpatrzenie prośby i badania!Znowu zmniejszyli racje żywnościowe!Zwracam się do ciebie bo jesteś w radzie możesz coś zrobić?-Herbata znowu zaczęła płakać.
-Nie wiem, ale spróbuję-powiedziałam.Porozmawiałyśmy chwilę i usłyszałyśmy wystrzały dochodzące z rejonów szpitala.Razem z Herbatą szybko pobiegłyśmy zobaczyć co się stało.Gdy weszłam do sali gdzie leżała Meredith, ujrzałam dziewczynę celującą do mnie z broni lekarza.
-Zabij mnie proszę, i tak moje życie jest do dupy-mówiłam zbliżając się do dziewczyny.
-Stój!Jeszcze krok i cię zastrzelę!-powiedziała.
Wtedy weszła Herbata.Zaczęłam iść do przodu a Herbata robiła to samo.Wtedy dziewczyna próbowała strzelić mi w serce lecz spudłowała i dostałam w ramię.Przewróciłam się.Herbata podbiegła do dziewczyny i próbowała odebrać jej broń.Dziewczyna chciała strzelać lecz w broni nie było amunicji. Uciskałam ranę i zwijałam się z bólu.Po chwili dotarła reszta rady, jak zawsze po całej sprawie.
Widziałam tylko, że próbują zatrzymać krwawienie.Zemdlałam.
-----------------------Perspektywa Alex'a-----------------------
Jak codziennie wyszedłem ze strefy by znaleźć dodatkowe jedzenie.Wychodząc zauważyłam jak Sara biegnie do lasu.Postanowiłem ją śledzić.I jak się okazało znowu uratowałem jej tyłek.Nie ma to jak zabijać zombie z zabezpieczoną spluwą.Postanowiłem jej pomóc.Później kazała mi odprowadzić jakąś laskę do strefy więc tak zrobiłem i ulotniłem się jak tylko było to możliwe.Poszedłem do schronu w którym siedzę przez większość czasu.Obejrzałem kilka filmów.Grałem w koszykówkę i postanowiłem wrócić do strefy.Tylko mój najlepszy przyjaciel Norbert wiedział o moich ucieczkach no i teraz Sara.Gdy wróciłem zobaczyłem całą radę smutną i przybitą postanowiłem spytać Norbeta o zaistniałą sytuację.
-Co się stało?-powiedziałem cicho podchodząc do niego.
-To ty nie wiesz?!Sara została postrzelona, teraz ją operują nie wiadomo czy przeżyje utraciła zbyt dużo krwi-powiedział.
-Ja pierdole-powiedziałem oddalając się od przyjaciela.Wróciłem do mojego pokoju.
W końcu skończyli ją operować.Ale nie wiadomo było czy się obudzi.Siedziałem przy niej do późnej nocy.Później wróciłem do pokoju a z samego rana wróciłem do szpitala.
piątek, 10 lipca 2015
R.10.Kim jesteś?Jak to możliwe?
Gdy tylko wróciliśmy Kuba opowiadał nam że podczas naszej nieobecności w strefie dużo się działo:
-strefa została zaatakowana przez jakąś grupę ocalałych
-w sektorze D i A przemienili się ludzie
-zaczęło brakować amunicji więc wysłano dwie 15 osobowe grupy po zapasy lekarstw i amunicji
-jedna grupa wróciła a druga nie daje oznak życia
Po tych wszystkich wydarzeniach w strefie zostało około 300 osób.
Dzień po powrocie razem z Norbertem wyszłam na obchód na zewnątrz strefy gdy kilka osób wypakowywało jedzenie i nosiło do tak zwanej stołówki.W pewnym momencie usłyszeliśmy krzyk jakiejś dziewczyny.
-Ty jej pomóż ja pobiegnę po pomoc-powiedział Norbert biegnąc w stronę wejścia do strefy.
Kiwnęłam głową na znak że zrozumiałam i pobiegłam w stronę z której dobiegł krzyk.Po chwili zobaczyłam kilku zombie próbujących wejść na drzewo na którym najprawdopodobniej siedziała dziewczyna która chwilę temu przywołała mnie swoim krzykiem.Nagle zza krzaków wyszedł Alex.
-Co ty tutaj robisz?-spytałam cicho.
-Ratuję Ci tyłek...Znowu
-Jak widzisz radzę sobie świetnie-powiedziałam odwracając wzrok w drugą stronę.
-No właśnie nie widzę-odparł chwytając gałązkę i łamiąc ją by zwrócić uwagę trupów.
-Co ty robisz?-spytałam.Chłopak nic nie odpowiadając chwycił mnie za nadgarstek i pociągnął w stronę drzewa na którym siedziała dziewczyna.Alex pomógł jej zejść i zaprowadził ją do strefy.Ja postanowiłam znaleźć Norberta z grupą która miała pomóc nieznajomej.Myślałam dlaczego Alex był akurat w lesie i zamiast pozwolić mi zabić zombie postanowił je tylko odciągnąć.Wtedy wpadłam na to, że rano zapomniałam załadować pistoletu bo nie miałam w moim pokoju już naboi, ale skąd wiedział, że mam niezaładowany pistolet?Przecież rano byłam sama...
Wreszcie udało mi się znaleźć całą grupę i mogliśmy wrócić do strefy.Okazało się iż dziewczyna którą uratowaliśmy nazywa się Meredith (Meredit).Wróciłam do swojego domu zajmowałam się swoimi sprawami i rozmyślałam nad tym skąd Alex wiedział o mojej niezaładowanej broni.Po chwili zostałam wezwana do szpitala.Na korytarzu spotkałam Alice.
-Co się stało?-spytałam.
-Ta dziewczyna...jest zarażona...przyprowadziłaś tu tykającą bombę!
Powoli weszłam do sali i postanowiłam z nią pogadać lecz dziewczyna udawała że mnie nie rozumie.Po chwili podszedł do mnie lekarz mówiąc:
-Ona Ci nic nie powie...
-Dobra...-podeszłam do niej i zaczęłam mówić:
-Wiesz że jesteś zarażona?
-Nie, nie, nie!Jestem odporna!Zrozumcie to wreszcie nawet nie mam ugryzienia!Rana zniknęła 2 miesiące temu!-wykrzyknęła.
-strefa została zaatakowana przez jakąś grupę ocalałych
-w sektorze D i A przemienili się ludzie
-zaczęło brakować amunicji więc wysłano dwie 15 osobowe grupy po zapasy lekarstw i amunicji
-jedna grupa wróciła a druga nie daje oznak życia
Po tych wszystkich wydarzeniach w strefie zostało około 300 osób.
Dzień po powrocie razem z Norbertem wyszłam na obchód na zewnątrz strefy gdy kilka osób wypakowywało jedzenie i nosiło do tak zwanej stołówki.W pewnym momencie usłyszeliśmy krzyk jakiejś dziewczyny.
-Ty jej pomóż ja pobiegnę po pomoc-powiedział Norbert biegnąc w stronę wejścia do strefy.
Kiwnęłam głową na znak że zrozumiałam i pobiegłam w stronę z której dobiegł krzyk.Po chwili zobaczyłam kilku zombie próbujących wejść na drzewo na którym najprawdopodobniej siedziała dziewczyna która chwilę temu przywołała mnie swoim krzykiem.Nagle zza krzaków wyszedł Alex.
-Co ty tutaj robisz?-spytałam cicho.
-Ratuję Ci tyłek...Znowu
-Jak widzisz radzę sobie świetnie-powiedziałam odwracając wzrok w drugą stronę.
-No właśnie nie widzę-odparł chwytając gałązkę i łamiąc ją by zwrócić uwagę trupów.
-Co ty robisz?-spytałam.Chłopak nic nie odpowiadając chwycił mnie za nadgarstek i pociągnął w stronę drzewa na którym siedziała dziewczyna.Alex pomógł jej zejść i zaprowadził ją do strefy.Ja postanowiłam znaleźć Norberta z grupą która miała pomóc nieznajomej.Myślałam dlaczego Alex był akurat w lesie i zamiast pozwolić mi zabić zombie postanowił je tylko odciągnąć.Wtedy wpadłam na to, że rano zapomniałam załadować pistoletu bo nie miałam w moim pokoju już naboi, ale skąd wiedział, że mam niezaładowany pistolet?Przecież rano byłam sama...
Wreszcie udało mi się znaleźć całą grupę i mogliśmy wrócić do strefy.Okazało się iż dziewczyna którą uratowaliśmy nazywa się Meredith (Meredit).Wróciłam do swojego domu zajmowałam się swoimi sprawami i rozmyślałam nad tym skąd Alex wiedział o mojej niezaładowanej broni.Po chwili zostałam wezwana do szpitala.Na korytarzu spotkałam Alice.
-Co się stało?-spytałam.
-Ta dziewczyna...jest zarażona...przyprowadziłaś tu tykającą bombę!
Powoli weszłam do sali i postanowiłam z nią pogadać lecz dziewczyna udawała że mnie nie rozumie.Po chwili podszedł do mnie lekarz mówiąc:
-Ona Ci nic nie powie...
-Dobra...-podeszłam do niej i zaczęłam mówić:
-Wiesz że jesteś zarażona?
-Nie, nie, nie!Jestem odporna!Zrozumcie to wreszcie nawet nie mam ugryzienia!Rana zniknęła 2 miesiące temu!-wykrzyknęła.
czwartek, 2 lipca 2015
Informacje #1
Hey.Po pierwsze przepraszam za brak 10 rozdziału po prostu nie mam ostatnio weny twórczej dlatego postanowiłam napisać jeszcze trzy rozdziały normalnie a rozdział 13 pojawi się za jakiś czas po czym rozdziały znowu zaczną pojawiać się co środę około godziny 18;00 mam nadzieję, że uszanujecie moją decyzję i będziecie dalej wyczekiwać kolejnych części apokaliptycznie, aby pobudzić waszą wyobraźnię zdradzę wam że rozdziały 13 i kolejne będą trochę inne niż dotychczas więc uruchamiajcie swoją wyobraźnię i bądźcie gotowi na kolejne części APOKALIPTYCZNIE!!!
wtorek, 23 czerwca 2015
R.9.Magazyny w Austrii - kolejne wyzwanie
Cały dzień spędziłam na pomocy w strefie.Gdy wróciłam wieczorem do domu od razu się położyłam, nie mogłam jednak spać, myślałam o problemach strefy oraz o tym jak weźmiemy ze sobą Alex'a bez mówienia mu o obecnej sytuacji.Nie mogłam zasnąć, znowu miałam przed oczami tę kobietę i SMS'a od mamy.Miałam dość tych wszystkich zmartwień.Marzyłam by wrócić do czasu gdy moim największym problemem była dwójka z biologii.
O 8;00 zadzwonił budzik.Powoli wygramoliłam się z łóżka.Zrobiłam sobie śniadanie i czytałam książkę.Po jakimś czasie do drzwi zapukała Alice.
-Hej, mam te krótkofalówki o których mówiłaś-powiedziała dając mi do ręki wielki worek.
-Nam są potrzebne z 4 krótkofalówki-powiedziałam.
-To zrób 4 a później zrobisz resztę-zaproponowała.Alice odwróciła się i wyszła.
Usiadłam do stoły kuchennego i zaczęłam przestawiać krótkofalówki na tę samą stację. Niestety nie udało mi się ich ustawić, co gorsze zepsułam jedną czy dwie.
Kolejnego dnia Kate i Alice powędrowały jakiś kilometr od strefy do miejsca gdzie parkowane są wszystkie pojazdy strefy.Już o godzinie 12;00 Ja i Alex byliśmy gotowi lecz wyruszyliśmy dopiero około godziny 15;00.Drogi w większości były puste więc nie było z tym problemu.O godzinie 22;37 zrobiło się ciemno więc zjechaliśmy na parking i przestawiliśmy kilka samochodów by było bezpieczniej.Alice postanowiła że będzie pełnić wartę.Kate poszła spać a ja i Alex weszliśmy na tira by wypatrywać zombie z góry.Na stacji na której się zatrzymaliśmy wciąż był prąd i paliły się lampy.Po 2 dniach wreszcie dotarliśmy do ogromnego magazynu.Gdy dojechaliśmy pod samo wejście była godzina 2;00 w nocy.W magazynie było tylko trzech zombie więc szybko sobie z nimi poradziliśmy.Przez cały dzień nosiliśmy jedzenie:kartony,puszki itp. Około 21;30 tir był pełen.
-Dobra zrobimy tak o za 15 minut wyjeżdżamy a teraz idźcie szukać czegoś co wam się przyda ja zostaję tutaj-zarządziła Kate.
Postanowiłam pójść na 3 piętro magazynu.Po chwili spostrzegłam około 20 zombie stojących i walących w drzwi jakiegoś pomieszczenia.W tym momencie Alex chwycił mnie bym nic nie mogła powiedzieć i szepnął mi do ucha:
-Nie ma sensu zwracać ich uwagi, nawet jak ktoś tam jest to tych zombie nie da się zabić bez broni palnej a nie chcesz mieć zaraz na głowie nie 20 a 200 zombie'aków.
-Nie porzuca się innego człowieka gdy można mu pomóc, to właśnie jest człowieczeństwo-powiedziałam.
-Ok to nie daj się zabić.Na trzy.Raz...Dwa...Trzy-powiedział.Zaatakowaliśmy zombie i po chwili nie było się czego bać.
Alex wyważył drzwi.W środku był dziwny zmutowany zombie.Potwór wstał i zaczął biec w moją stronę był bardzo szybki.Alex zaczął strzelać do niego z pistoletu.Zombie padł dopiero po kilku strzałach w głowę.Zdążył przewrócić kilka półek przez co po całej podłodze walały się żelki.Alex podszedł ponownie do zombiego ale ten nadal się ruszał, strzelił mu jeszcze kulkę między oczy podszedł do mnie i powiedział:
-Oto do czego twoje człowieczeństwo nas doprowadziło.Lepiej chodź nie wiem jak długo będzie tak leżał-po czym pomógł mi wstać.
Wyszliśmy z magazynu i ujrzeliśmy Kate i Alice były całe zdyszane.
-Co się stało?-spytałam.
-Pies-zombie się stał-powiedziała Alice.
-Myślałam, że psy po ugryzieniu umierają.
-Ja też.A wam co się stało?-spytała Kate.
-To był ogromny zombie z nitro-powiedział Alex.
-Dobra wsiadajcie-powiedziała Kate.
Przez prawie całą drogę powrotną jedynym tematem były te inne zombie.Sama zaczynałam się bać, a co jak jest więcej takich mutantów?Moje myśli krążyły również wokół strefy.Czy starczy im jedzenia na jeszcze 2 dni?
O 8;00 zadzwonił budzik.Powoli wygramoliłam się z łóżka.Zrobiłam sobie śniadanie i czytałam książkę.Po jakimś czasie do drzwi zapukała Alice.
-Hej, mam te krótkofalówki o których mówiłaś-powiedziała dając mi do ręki wielki worek.
-Nam są potrzebne z 4 krótkofalówki-powiedziałam.
-To zrób 4 a później zrobisz resztę-zaproponowała.Alice odwróciła się i wyszła.
Usiadłam do stoły kuchennego i zaczęłam przestawiać krótkofalówki na tę samą stację. Niestety nie udało mi się ich ustawić, co gorsze zepsułam jedną czy dwie.
Kolejnego dnia Kate i Alice powędrowały jakiś kilometr od strefy do miejsca gdzie parkowane są wszystkie pojazdy strefy.Już o godzinie 12;00 Ja i Alex byliśmy gotowi lecz wyruszyliśmy dopiero około godziny 15;00.Drogi w większości były puste więc nie było z tym problemu.O godzinie 22;37 zrobiło się ciemno więc zjechaliśmy na parking i przestawiliśmy kilka samochodów by było bezpieczniej.Alice postanowiła że będzie pełnić wartę.Kate poszła spać a ja i Alex weszliśmy na tira by wypatrywać zombie z góry.Na stacji na której się zatrzymaliśmy wciąż był prąd i paliły się lampy.Po 2 dniach wreszcie dotarliśmy do ogromnego magazynu.Gdy dojechaliśmy pod samo wejście była godzina 2;00 w nocy.W magazynie było tylko trzech zombie więc szybko sobie z nimi poradziliśmy.Przez cały dzień nosiliśmy jedzenie:kartony,puszki itp. Około 21;30 tir był pełen.
-Dobra zrobimy tak o za 15 minut wyjeżdżamy a teraz idźcie szukać czegoś co wam się przyda ja zostaję tutaj-zarządziła Kate.
Postanowiłam pójść na 3 piętro magazynu.Po chwili spostrzegłam około 20 zombie stojących i walących w drzwi jakiegoś pomieszczenia.W tym momencie Alex chwycił mnie bym nic nie mogła powiedzieć i szepnął mi do ucha:
-Nie ma sensu zwracać ich uwagi, nawet jak ktoś tam jest to tych zombie nie da się zabić bez broni palnej a nie chcesz mieć zaraz na głowie nie 20 a 200 zombie'aków.
-Nie porzuca się innego człowieka gdy można mu pomóc, to właśnie jest człowieczeństwo-powiedziałam.
-Ok to nie daj się zabić.Na trzy.Raz...Dwa...Trzy-powiedział.Zaatakowaliśmy zombie i po chwili nie było się czego bać.
Alex wyważył drzwi.W środku był dziwny zmutowany zombie.Potwór wstał i zaczął biec w moją stronę był bardzo szybki.Alex zaczął strzelać do niego z pistoletu.Zombie padł dopiero po kilku strzałach w głowę.Zdążył przewrócić kilka półek przez co po całej podłodze walały się żelki.Alex podszedł ponownie do zombiego ale ten nadal się ruszał, strzelił mu jeszcze kulkę między oczy podszedł do mnie i powiedział:
-Oto do czego twoje człowieczeństwo nas doprowadziło.Lepiej chodź nie wiem jak długo będzie tak leżał-po czym pomógł mi wstać.
Wyszliśmy z magazynu i ujrzeliśmy Kate i Alice były całe zdyszane.
-Co się stało?-spytałam.
-Pies-zombie się stał-powiedziała Alice.
-Myślałam, że psy po ugryzieniu umierają.
-Ja też.A wam co się stało?-spytała Kate.
-To był ogromny zombie z nitro-powiedział Alex.
-Dobra wsiadajcie-powiedziała Kate.
Przez prawie całą drogę powrotną jedynym tematem były te inne zombie.Sama zaczynałam się bać, a co jak jest więcej takich mutantów?Moje myśli krążyły również wokół strefy.Czy starczy im jedzenia na jeszcze 2 dni?
Subskrybuj:
Posty (Atom)

