menu

środa, 28 października 2015

Ważne

Uwaga, uwaga dalsze rozdziały będą na wattpadzie i będą to dalsze losy Sary  czyli:

Zombie Apokalyspe (Wkrótce)

 mam  nadzieję że ktoś z was będzie to czytał... Pozdrawiam
                                                                                                        Numix

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

R.16.Co wybrać?

 Wciąż myślałam o Alex'ie, bardzo go lubiłam i nie chciałam go stracić.Wiedziałam, że moje uczucia skomplikują mi życie jeszcze bardziej niż zrobiły to zombie.Wystarczało że nie wiedziałam czy przeżyję do jutra.
Na balkon wszedł chłopak który miał na imię Josh.Chyba, tak mi się bynajmniej wydaje.
-Zmiana wart-powiedział.
Wstałam i weszłam do środka.Postanowiłam rozejrzeć się po domu.Po prostu nie chciałam rozmawiać z Alex'em.Nie miałam na to siły.Weszłam na samą górę i ujrzałam trzy pary drzwi, jedne z nich przykuły moją uwagę.Były białe i całe obklejone plakatami, otworzyłam je powoli i weszłam do środka.Pokój był śliczny i bardzo podobny do mojego "wymarzonego pokoju" który był jedną z rzeczy o których musiałam zapomnieć.Otworzyłam szafę i mój wzrok przyciągnął karton z napisem "Wspomnienia z Gimnazjum".Postanowiłam zdjąć go z półki.Po kilku chwilach udało mi się go ściągnąć.Usiadłam na łóżku i zaczęłam przeszukiwać pudełko.Były w nim głównie zdjęcia w tym jedno z kilkoma dopiskami z tyłu:

             -To był świetny rok, szkoda że muszę iść do innego liceum :(
                                                                                         Kocham -Emi♥
             -Dzięki:*
Wtedy sobie uświadomiłam, że przez całe 14 lat mojego życia przed apokalipsą nie miałam prawdziwej przyjaciółki ale po tym wszystkim nikt nie jest taki sam, nikt nie ma czasu udawać kogoś innego.Wszyscy są prawdziwi, wszyscy próbują przetrwać..Może to wszystko to najlepsze co mnie spotkało.Teraz mam przyjaciółkę przyjaciółki, i przyjaciół którzy mi pomagają.Spojrzałam na karton.Dziwne powinien być większy.Włożyłam rękę wyjęłam dno, pod spodem były dwa kartony po butach jeden podpisany "Puste karty pamięci" i drugi "Mój wideo pamiętnik".Otworzyłam pierwsze pudełko i powiedziałam cicho:
-Kto normalny ma kasę na tyle kart pamięci do kamery?
"Może zacząć prowadzić wideo pamiętnik by sobie ulżyć i wyżalić się do kamery?"-pomyślałam
Wzięłam kamerę i dwie garści kart pamięci.Po chwili znalazłam "świetną ładowarkę która działa gdy jest na słońcu".Wróciłam na dół i włożyłam wszystko po kryjomu do plecaka.Aż się dziwię że nikt nic nie widział.Po czym znowu powędrowałam do pokoju po kilku minutach przyszli Alex, Kuba i Alice.
-Yyy...ja...-zaczęłam mówić zakłopotana.
-Mieliśmy wszyscy siedzieć na dole ale nie ważne-powiedziała Alice-mamy ważniejszą sprawę-dodała.
-Co jest?-Zdziwiłam się.
-Podejrzewamy że kilku naszych jest pogryzionych, ludzie słuchali nas w strefie bo byli na naszym terenie teraz to nic nie daje że my coś mówimy-powiedział Kuba.
-Postanowiliśmy zmyć się przed ranem, idziesz z nami?-spytała Alice.
-Co?!Chcecie ich tak teraz zostawić?!-zaczęłam się denerwować.
Kuba wyszedł.
Alex chwycił mnie za rękę.
-Oni są zarażeni albo uciekniemy albo zginiemy razem z nimi...-powiedział.
-No, dobra ale znajdziemy Klaudię-powiedziałam.
-Alex miałeś jej powiedzieć-Alice spojrzała na mnie.
-No, bo wtedy na balkonie miałem Ci powiedzieć, że wtedy ona uratowała  Kubę.Obiecaliśmy jej że ją znajdziemy jak już wyjdziemy ze strefy-tłumaczył Alex.
-Że co?!-spytałam zdziwiona.
-Mam plecaki-wrócił powoli z czterema plecakami Kuba.
-Gdy ty byłaś w szpitalu, ktoś zaczął zatruwać jedzenie i dodawać do niego próbki wirusa, ktoś kto miał dostęp do szpitala chciał zabić nas wszystkich-dokończyła Alice.
-F*ck.Dlaczego mi niczego nie powiedzieliście?-spytałam.
Wtedy z dołu zaczęło być słychać dźwięki przewracanych mebli i słowa typu:
-Zdejmijcie ją ze mnie!
-Ugryzł mnie!
-Zarażony, zarażony!
-K*rwa
Alex i Kuba założyli plecaki.
-To co idziesz z nami czy zostajesz i umierasz?-spytała Alice.
W sumie nie miałam czasu na przemyślenia na dole szalały Zombie.
-Idę-powiedziałam pośpiesznie zakładając plecak.
Wyszliśmy z domu i szybko zapuściliśmy się w las.Wszyscy szliśmy za Alex'em który zachowywał się jakby dokładnie wiedział gdzie idzie.Szliśmy dość długo miałam wrażenie, że prawie wróciliśmy do strefy.Nagle Alex staną i odgarnął liście.Na środku lasu był schron.Gdy wreszcie weszliśmy do schronu okazało się że jest to schron wujka Alex'a.
-Oto nasza nowa "baza"-powiedział Alex zamykając wrota schronu.
"Baza" miała 8 pokoi (4 pojedyncze i 4 podwójne), kuchnię dwie łazienki (które były podłączone do kanalizacji) i rezerwę prądu.
-Zamieszkajmy tu-zaproponowała Alice.
-To miejsce ma rezerwę prądu na około rok ale ja korzystam z niej tak by starczyła na dziesięć lat!-mówił zafascynowany Alex.
-Ale mówiłeś że masz tu rower który ładuje prąd?-spytał Kuba.
-Ale jest nie opłacalny, gdybyśmy chcieli tu zostać każdy z nas musiałby jeździć co najmniej dwie godziny dziennie by to zasilić-powiedział Alex.
----------------------------------------------------------------
Hej!!!
Postanowiłam dodawać 
wam takie info pod rozdziałami.A więc 
po prawej stronie macie dwie ważne ankiety
proszę zagłosujcie.
Przepraszam za brak rozdziałów
na czas po prostu ciąży nade mną zła passa,
albo nie mam weny albo
gdy napiszę rozdział wcześniej zapomnę
go opublikować.
Więc to by było na tyle!PAPA

niedziela, 16 sierpnia 2015

R.15.Uczucia włączone

Dokładnie 14 listopada 2015 roku zapadła decyzja o ewakuacji ze strefy.Każdy miał prawo dołączyć do głównej grupy lub wyruszyć na własną rękę po 20 listopada.Do tego czasu każdy musiał wciąż stosować się do zasad strefy.
                       *19 listopada 2015 roku*
 Z samego rana zaczęliśmy kłaść wszystkie plecaki w jedno miejsce by jak najszybciej móc je wziąć i opuścić strefę.Mimo iż pojedyncze zombie nie były problemem.Nawet cztery takie trupy mogły narobić nam dość sporo problemu.O godzinie dziesiątej każdy miał prawo iść po rzeczy prywatne do swojego starego domu pod warunkiem, że wróci w ciągu kolejnej godziny.O godzinie 12;15 wszyscy chcący iść z nami zostali wprowadzeni do sektora bezpieczeństwa.Po kolejnych piętnastu minutach zamknięto bramę prowadzącą do sektora C. w którym zostało zaledwie pięć osób.Każdy w sektorze bezpieczeństwa został sprawdzony na obecność wirusa.Około godziny pierwszej każdy dostał plecak z mniej więcej takim samym wyposażeniem.Wreszcie udało nam się wyruszyć.Dążyliśmy bowiem do parkingu położonego dwa kilometry dalej.
  Mimo, że wcześniej przetrwało nas prawie pięćdziesięciu teraz było nas zaledwie siedemnastu.W tym ja,Alice,Alex i Kuba.Spoglądając wokoło widziałam co najmniej trójkę dzieci które nie przekroczyły jeszcze 5 roku życia.W naszej grupie nie było nikogo w wieku ponad 30 lat.Wciąż bałam się o życie Herbaty której nie widziałam od czasu pierwszych zarażeń na terenie strefy.Nie wiem czy byłam w stanie pogodzić się z śmiercią kolejnej osoby na której mi zależało.Wczoraj znalazłam trupa Norberta jedzonego przez Kate.
-Wszystko w porządku?-spytał Alex widząc moją smutną minę.
-Tak, po prostu myślę o tych wszystkich ludziach którzy zginęli w strefie-powiedziałam przyśpieszając kroku.Nie chciałam gadać z Alex'em.
Szliśmy jeszcze 30 minut.Przez całą drogę spotkaliśmy może z 10 zombie.Większość z nich miała uszkodzone nogi a reszta była zamknięta bez możliwości wyjścia, co wydało mi się dość dziwne.Wreszcie udało nam się dojść.Na parkingu stało około 20 aut-czyli dosyć mało-po godzinie udało nam się wybrać pięć samochodów którymi mieliśmy jechać do ośrodka agroturystycznego do którego chciałyśmy jechać z Herbatą.To miejsce wydawało się być najbezpieczniejsze, trzy spore budynki, w tym ogromna stodoła.Osiem małych domków w których można było zostawać na wakacje.Co najlepsze wszystko było na odludziu.Prawie 50 kilometrów od najbliższego miasta co dawało nam mnóstwo plusów i minusów.Około godziny 15 zaczęło się ściemniać postanowiliśmy szybko przejąć jeden z domków.Zaparkowaliśmy około 10 metrów przed domem i zaprowadziliśmy wszystkie małe dzieci do jednego samochodu w którym zostałam ja i dwie inne osoby starsze.Pozostali szybko oczyścili dom.Dom był pusty a okna były zabite deskami tylko jedne drzwi dało się otworzyć.Większość osób korzystała z kilku wolnych chwil idąc spać.Trzy osoby stały na wartach.A reszta starała się być jak najciszej.Jeden z wartowników siedział przy zastawionych drzwiach wejściowych drugi obstawiał balkon a trzeci chodził po domu zaglądając we wszystkie kąty.Przyszła moja kolej na wartę, usiadłam opierając się o balustradę.Już po chwili zobaczyłam jak siada obok mnie Alex.
-Jesteś na mnie zła?-spytał.
-Ja...Nie...nie jestem zła tylko...nieważne...-powiedziałam.
-Jeżeli...w jakiś sposób cię uraziłem to powiedz.
-Słuchaj...lubię cię nawet bardzo...ale każdy film w którym była epidemia zombie gdy jakaś dziewczyna zbyt bardzo lubiła chłopaka zawsze kończyło się tym, że on umierał by uratować jej życie...-powiedziałam niemal jednym wdechem.
-Tak ale my nie gramy w filmie-chwycił mnie za rękę i spojrzał w oczy-Podobasz mi się i wiem, że ty czujesz do mnie to samo-puścił moją dłoń, Lecz wciąż patrzyliśmy sobie w oczy.
-Ja...-nagle Alex przysunął się bliżej i powoli mnie pocałował.Odsunął się.Nagle zaczął padać śnieg.Chłopak zdjął kurtkę przykrył mnie ją i wyszedł.

R.14.Prawdziwa apokalipsa

 Patrzyłam przez chwilę Alex'owi prosto w oczy.W jego piękne brązowe oczy.W końcu nie wytrzymałam i postanowiłam się do niego przytulić.Chłopak trochę się zdziwił lecz, pewnie jeszcze dziwniej się czuł musząc kazać mi się puścić bo widzi zombie na terenie strefy.Przez chwilę czułam się jak najjaśniejsza gwiazda w całym układzie słonecznym.Dopiero po chwili zrozumiałam że mszę się ogarnąć w tym świecie nie mogę być miękka i miłość to słabość na którą nie mogę sobie pozwolić.Gdy wreszcie się ogarnęłam.Odsunęłam się od Alex'a.
-Masz jakąś broń?-spytałam wyjmując pistolet zza paska.
-Mam.
-Weź ją i biegnij ratować ludzi.Ja muszę znaleźć Alice!-Alex chwycił mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie.Spojrzał mi w oczy.
-Uważaj na siebie-powiedział.Każdy z nas pobiegł w swoją stronę.Teraz najważniejsze było dla mnie znalezienie Alice.Biegłam co sił w nogach do szpitala, teraz każda sekunda była na wagę złota.Dosyć szybko dobiegłam do Alice.
-Zombie!Zombie w strefie!-wykrzyknęłam.
-Odizolujcie sektory!-zaczęła krzyczeć Alice.
-Ale Kuba, i Alex są w sektorze B-powiedziałam.
-Masz trzy minuty do zamknięcia bram, wybacz nie mogę narażać całej strefy dla Alex'a i Kuby-przestałam jej wtedy słuchać zaczęłam znowu mknąć co sił w nogach.Szanse na to że przebiegnę z sektora C do sektora B były dość małe.Byłam 100 metrów gdy ogromna brama zaczęła się powoli opuszczać.Brama opadła a ja byłam wciąż w sektorze C.
-Hej, Sara co się stało?-spytał głos za mną.Odwróciłam się.
-O boże wy żyjecie!Kuba co ci się stało w nogę?-spytałam.
-Skakałem z dachu bo by mnie tam pożarły.Twój romeo chciał cię zatrzymać ale go uciszyłem.
Alex przeczesał ręką włosy.
-Jesteście idiotami!A jakbym przebiegła na drugą stronę?-spytałam.
-Wtedy twój kochaś robił by misję ratunkową-powiedział Kuba.
-Ha ha ha bardzo śmieszne.A teraz trzeba cię zabrać do Alice-powiedział Alex pomagając Kubie oprzeć się na ramieniu.Gdy wreszcie doszliśmy do Alice Kuba usiadł na łóżku a Alex stanął o krok za nim.Kuba powiedział Alice że ją kocha i przeprasza po czym prosił dziewczynę o szklankę wody.Wtedy pomyślałam o Herbacie nie wiem czy żyje, Wtedy zobaczyłam jak Alex wyjmuje broń i daje ją Kubie wtedy Kuba wykrzyczał:
-Sara życzę Ci szczęścia z Alex'em i proszę zaopiekuj się Alice!-powiedział Kuba.Wtedy wyrwał pistolet Alex'owi a ten się odsunął.
-Co?!-zdziwiłam się.
-Gdy skakałem z dachu myślałem że skoczyłem na trupa ale on mnie ugryzł w złamaną nogę-przyłożył sobie pistolet do skroni i strzelił.Alice momentalnie podbiegła.Rzuciła szklankę w tył i padła na kolana.Podbiegłam do niej i ją przytuliłam.Obydwie zaczęłyśmy płakać.Znałam Kubę dopiero trzy miesiące, ale był dla mnie jak starszy brat.
      Dwa dni ogarnialiśmy strefę.Wreszcie udało się pozbyć wszystkich trupów.Co kilka godzin chodziliśmy do innych sektorów po rzeczy prywatne różnych ludzi.Nie mogliśmy bowiem nikogo narażać.Dopiero po tygodniu wpuściliśmy ludzi do reszty strefy.Wciąż nakazując im zachować szczególną ostrożność.Jednak pech chciał, że na terenie strefy wciąż były zombie.Wreszcie zrozumieliśmy, że strefa jest zbyt wielka by całą ją oczyścić z zombie.Trzeba było podjąć decyzję.

sobota, 8 sierpnia 2015

Informacje #2

 Hej :( witam was w kolejnym poście informacyjnym rozdział 14 miał się pojawić dziś wieczorem i miał być najdłuższym postem w historii apokaliptycznie niestety pisząc ostatni akapit przez przypadek skasowałam swoją wielogodzinną pracę więc rozdział całkowicie znikł z powierzchni ziemi.W żaden sposób nie mogę przywrócić rozdziału bo bloger akurat po zmazaniu całej mojej mozolnej pracy zapisał posta i niestety nie da się go przywrócić :( już wiem że ten rozdział nie będzie tak długi jak miał być...może los tak chciał by w historii nie stało się to co się stało w tym dramatycznym i szalenie niezwykłym rozdziale...nie wiem kiedy dam radę napisać ten rozdział drugi raz bo szczerze cała sytuacja sprawiła że nie miałam siły wstać z łóżka.To by było na tyle.Do kolejnego przeczytania i PA!!!

środa, 5 sierpnia 2015

R.13.Na krawędzi

 Jak się okazało faktycznie Meredith nie przemieniła się.Lecz po trzech dniach rada zarządziła by przenieść ciało do starych garaży nieopodal strefy.Co dwa dni trzy osoby chodziły by sprawdzić stan zwłok które i tak już śmierdziały z kilometra.
  Jednak jedna grupa nie wróciła więc wysłano kolejną, a później następną.Wtedy ludzie przestali się zgłaszać i nikt nie chciał tam iść.Po wypadku z Meredith obiecywałam sobie, że nie pójdę więcej za mur bez przyczyny lecz teraz byłam jedyną tak głupią osobą która mogłaby się zgodzić myślałam nad wzięciem ze sobą Klaudii i Kuby lecz oczywiście napatoczył się Alex który stwierdził, że nie pozwoli nam iść jak nie zabierzemy go ze sobą.Zaplanowaliśmy wyjście na kolejny dzień.Po czym każdy wrócił do własnych zadań.
  Wróciłam do swojego domu, usiadłam na kanapie i wróciłam do czytania książki.W pewnym momencie ktoś zapukał do moich tylnych drzwi.Powoli odłożyłam lekturę i podeszłam gotowa do wyjęcia broni zza paska.Gdy otworzyłam stała przede mną Alice.
-Słuchaj muszę Ci coś powiedzieć...Ja i Kate zebrałyśmy trochę śliny i skóry z tego zombie psa-powiedziała zamykając drzwi i sprawdzając czy mam wszystkie okna zamknięte.
-I co-powiedziałam zdziwiona.
-Nasz chemik jest prawie pewny,że jak ktoś dotknie śliny lub krwi tego psa może się bardzo szybko zamienić... i jeszcze jedno każde zwierze badane przez niego się zamieniło co znaczy że wszystkie gatunki się zmieniają a co gorsza mutują.
-Czyli można się zmienić bez uszkodzenia skóry?
-Jak najbliższy test się potwierdzi to tak-powiedziała z łzami w oczach.
-Ja pierdole...Idź do rady nikt nie wychodzi ze strefy aż do odwołania!-powiedziałam uświadamiając sobie że pewnie Alex jest na zewnątrz.
-Ale rada powiedziała, że nie możesz wiedzieć!
-To nie ważne ratuj ludzi!-zaczęłam ubierać bluzę.
-A ty gdzie idziesz?-spytała zdziwiona.
-Szukać Alex'a-powiedziałam wybiegając z domu.
Pobiegłam do Norberta lecz chłopak twierdził że Alex nie wracał od wczoraj.Postanowiłam więc sprawdzić pokój w którym mieszkał Alex.Niestety pokój był pusty.Jako jedyna z rady wiedziałam, że Alex zamontował koło swojego okna drabinkę prowadzącą na dach.Powoli wysunęłam głowę i namierzyłam wzrokiem drabinkę.Po kilku minutach udało mi się dostać na dach.Lecz tu również nie było Alex'a. Zeszłam z powrotem na parapet.Wtedy moja noga zjechała poślizgnęłam się i po chwili wisiałam 8 metrów nad ziemią na parapecie który w każdej chwili mógł spaść.
 Wtedy mym oczom ukazał się Alex wciągnął mnie na górę i powiedział:
-Myślałem że to włamanie :D
    Spojrzałam Alex'owi głęboko w oczy.Zrozumiałam, że nie mogę bez niego żyć

sobota, 25 lipca 2015

Sara Pierce

Sara Pierce (Pirs)
Najważniejsze informacje :
Wiek : 15lat
Data Urodzenia :  4 czerwiec 2000r.
Rodzice:
-Matka : nie żyje
-Ojciec : nie żyje
Pojawia się w rozdziale : 1
                           Krótki opis
Sara jest jedną z głównych bohaterek "Apokaliptycznie", to z jej perspektywy widzimy większość wydarzeń.Dziewczyna ma około 15 lat.Sara przez całe życie była lekko nieobecna nikt jej nie słuchał.Dziewczyna wolała własne towarzystwo niż sztuczną przyjaźń.Idąc do gimnazjum zaczęła rozmawiać z ludźmi.
                        Życie przed apokalipsą
Sara nigdy nie odmawiała pomagać innym.Często wstawiała się na miejsce kogoś słabszego pomagała mu.Nie odzywała się nie pytana.Gdy wreszcie jej życie zaczęło się zmieniać rozpoczęły się wakacje oraz epidemia zombie.

Alex Stevens

Alex Stevens
Najważniejsze informacje :
Wiek : 16lat
Data Urodzenia : 18 lutego 1999r.
Pojawia się w rozdziale : 7
                           Krótki opis
Alex pojawia się w 7 rozdziale gdzie próbuje zaatakować Sarę, ta jednak wydaje się być sprytniejsza i broni się przed wrogiem.Chłopak pokazuje Klaudii, Sarze i Kubie bazę w której mieszka razem z przyjaciółmi.Alex często ucieka ze strefy śledząc Sarę.W 11 rozdziale dowiadujemy się, że chłopak zakochał się w Sarze.
                        Życie przed apokalipsą
Alex raczej rzadko z kimś rozmawia przez co nie wiemy nic o jego życiu przed rozpoczęciem się apokalipsy.

Kate

Kate
Najważniejsze informacje :
Wiek : ok. 23 lata
Data śmierci: 12 listopada 2015
Dalsza rodzina :
   -podobno w strefie jest rodzina kobiety
Pojawia się w rozdziale : 4
                           Krótki opis
Kate jest wartowniczką w strefie.Jest jedną z najbardziej zapracowanych osób w strefie.Do niedawna sama stała na warcie od niedawna towarzyszy jej Norbert.Kobieta wyruszyła wraz z Sarą do magazynów w Austrii gdzie wraz z Klaudią uciekała przed psem zombie.

poniedziałek, 20 lipca 2015

R.12. Never give up

 Obudziłam się.Strasznie bolało mnie ramie.Odwróciłam się i zobaczyłam Alex'a.
-Co ty tu robisz?-spytałam.
-Jaa...Wpadłem na chwilę przy okazji...a teraz idę, powiem lekarzowi, że się obudziłaś-odpowiedział zakłopotany.Chłopak wstał i poszedł do gabinetu lekarza.
Po chwili do szpitala wbiegła Herbata razem z Alice.
-Jak się czujesz?-spytała Alice siadając obok mnie.
-Słabo mi ale oprócz tego jest okej-powiedziałam cicho.
-Straciłaś dużo krwi, musisz odpoczywać.Ja już pójdę-powiedziała Herbata oddalając się od mojego łóżka.
-Czekaj, przeżyłam postrzał przeżyję również kilka minut rozmowy z tobą.Co u was?-spytałam.
-Ja chodzę z Kubą, a Herbata jest pielęgniarką-powiedziała Alice.
-A ty co myślisz?-spytała Herbata.
-Na temat czego?-zmarszczyłam czoło.
-Nie na temat czego tylko kogo-powiedziała Herbata.
-Co?!-zdziwiłam się.
-Od kąt Alex dowiedział się, że leżysz w szpitalu siedział tu prawie cały czas z Kubą go odciągaliśmy do pokoju by spał i przynosiliśmy jedzenie-powiedziała Alice.
Zarumieniłam się.
-A co z Meredith?-spytałam.
-Ona Cię postrzeliła nie myślisz, że puściliśmy ją wolno-powiedziała Herbata.
-Więc jeszcze żyje?
-Wiedzieliśmy że będziesz chciała z nią rozmawiać-powiedziała Alice.
-Przyprowadźcie ją-spojrzałam poważnie na Alice.
Dziewczyna chwyciła Herbatę i wyszła po chwili wróciły trzymając Meredith.
-Nic Ci nie powiem puki sobie nie pójdą-powiedziała Meredith próbując wyrwać się z uwięzi.
-Dobra-powiedziałam spokojnie.
-Co?!-krzyknęły prawie równo Alice z Herbatą.
Alice podeszła do mnie i powiedziała mi na ucho:
-Nie rób głupot.
-Proszę,wyjdźcie-powiedziałam.
Dziewczyny wyszły.Meredith zaczęła klaskać.
-Co?-spytałam.
-Jestem dumna z wielkości twojej głupoty-powiedziała uśmiechając się.
-Jestem osobą dzięki której wciąż żyjesz-powiedziałam.
-Dlatego właśnie tu jestem.Gdy umrę zobaczą że się nie zmienię-powiedziała wyjmując coś z kieszeni.
-Co robisz?-spytałam.
-Najpierw odpowiem na twoje pytania-powiedziała.
-Aha...Okej...
-Pytasz czy nie?
-Pytam pytam-powiedziałam spokojnie-Dlaczego twierdzisz że, jesteś odporna?-dodałam.
-To prawda, on był pierwszym on przemienia nas w odpornych.Ja jestem inna wydostałam się z jego sideł teraz mogę umrzeć-powiedziała trzymając nóż.
-Eeee...-wzięłam głęboki wdech-Kim on jest?-spytałam ponownie.
-Złe pytanie.Przepraszam-powiedziała wbijając sobie nóż w serce.
Zaczęłam krzyczeć.Do sali wbiegła Herbata z Alice.
-Trzeba Cię stąd zabrać-powiedziała Herbata.
-Sprawdźcie czy się przemieni-powiedziałam gdy Herbata pomagała mi wstać.
Alice kiwnęła głową.Herbata wyprowadziła mnie ze szpitala posadziła na ławce wręczając broń.Odeszła a po chwili podszedł do niej Alex.Zaczął na nią krzyczeć nie wiedząc że wszystko słyszę.
-Jak mogłaś pozwolić jej zostać z tą wariatką sam na sam-wydzierał się Alex.
-Jak tak Ci się podoba to sam jej pilnuj by nic nie robiła szalonego ale...-Herbata podeszła do Alexa i powiedziała mu coś na ucho-...i nas słyszała-dokończyła.
Wstałam i podeszłam do Alex'a w tym czasie Herbata się ulotniła.
-Dzięki-powiedziałam cicho całując Alex'a w policzek.
  Odeszłam i poszłam usiąść na ławkę kilka metrów dalej

wtorek, 14 lipca 2015

R.11.Na szczęście pudło

 Spojrzałam na dziewczynę ze zdziwieniem.Próbowałam jeszcze z nią rozmawiać lecz ona odwróciła się i nie chciała mnie słuchać.Po kilkunastu minutach wstałam i podeszłam do lekarza mówiąc cicho :
-Jak się przemieni to nie wahaj się...-Lekarz kiwnął głową na znak że mnie zrozumiał.Wróciłam do swojego domu.Właśnie miałam zrobić sobie wodę do kąpieli gdy do drzwi zapukała Herbata.Była cała zapłakana.Otworzyłam drzwi a ona powiedziała :
-Nie masz bladego pojęcia jak się cieszę że Cię widzę-uśmiechnęła się delikatnie.
-Wejdź, siadaj-powiedziałam siadając w salonie.Herbata otarła ręką łzy i powiedziała:
-Mam tego wszystkiego dość wiesz?Trzymają nas jak małpy w klatkach, by wychodzić z tego "ZOO" trzeba czekać sześć miesięcy na rozpatrzenie prośby i badania!Znowu zmniejszyli racje żywnościowe!Zwracam się do ciebie bo jesteś w radzie możesz coś zrobić?-Herbata znowu zaczęła płakać.
-Nie wiem, ale spróbuję-powiedziałam.Porozmawiałyśmy chwilę i usłyszałyśmy wystrzały dochodzące z rejonów szpitala.Razem z Herbatą szybko pobiegłyśmy zobaczyć co się stało.Gdy weszłam do sali gdzie leżała Meredith, ujrzałam dziewczynę celującą do mnie z broni lekarza.
-Zabij mnie proszę, i tak moje życie jest do dupy-mówiłam zbliżając się do dziewczyny.
-Stój!Jeszcze krok i cię zastrzelę!-powiedziała.
Wtedy weszła Herbata.Zaczęłam iść do przodu a Herbata robiła to samo.Wtedy dziewczyna próbowała strzelić mi w serce lecz spudłowała i dostałam w ramię.Przewróciłam się.Herbata podbiegła do dziewczyny i próbowała odebrać jej broń.Dziewczyna chciała strzelać lecz w broni nie było amunicji. Uciskałam ranę i zwijałam się z bólu.Po chwili dotarła reszta rady, jak zawsze po całej sprawie.
Widziałam tylko, że próbują zatrzymać krwawienie.Zemdlałam.

-----------------------Perspektywa Alex'a-----------------------

Jak codziennie wyszedłem ze strefy by znaleźć dodatkowe jedzenie.Wychodząc zauważyłam jak Sara biegnie do lasu.Postanowiłem ją śledzić.I jak się okazało znowu uratowałem jej tyłek.Nie ma to jak zabijać zombie z zabezpieczoną spluwą.Postanowiłem jej pomóc.Później kazała mi odprowadzić jakąś laskę do strefy więc tak zrobiłem i ulotniłem się jak tylko było to możliwe.Poszedłem do schronu w którym siedzę przez większość czasu.Obejrzałem kilka filmów.Grałem w koszykówkę i postanowiłem wrócić do strefy.Tylko mój najlepszy przyjaciel Norbert wiedział o moich ucieczkach no i teraz Sara.Gdy wróciłem zobaczyłem całą radę smutną i przybitą postanowiłem spytać Norbeta o zaistniałą sytuację.
-Co się stało?-powiedziałem cicho podchodząc do niego.
-To ty nie wiesz?!Sara została postrzelona, teraz ją operują nie wiadomo czy przeżyje utraciła zbyt dużo krwi-powiedział.
-Ja pierdole-powiedziałem oddalając się od przyjaciela.Wróciłem do mojego pokoju.
W końcu skończyli ją operować.Ale nie wiadomo było czy się obudzi.Siedziałem przy niej do późnej nocy.Później wróciłem do pokoju a z samego rana wróciłem do szpitala.

piątek, 10 lipca 2015

R.10.Kim jesteś?Jak to możliwe?

 Gdy tylko wróciliśmy Kuba opowiadał nam że podczas naszej nieobecności w strefie dużo się działo:
-strefa została zaatakowana przez jakąś grupę ocalałych
-w sektorze D i A przemienili się ludzie
-zaczęło brakować amunicji więc wysłano dwie 15 osobowe grupy po zapasy lekarstw i amunicji
-jedna grupa wróciła a druga nie daje oznak życia
Po tych wszystkich wydarzeniach w strefie zostało około 300 osób.

Dzień po powrocie razem z Norbertem wyszłam na obchód na zewnątrz strefy gdy kilka osób wypakowywało jedzenie i nosiło do tak zwanej stołówki.W pewnym momencie usłyszeliśmy krzyk jakiejś dziewczyny.
-Ty jej pomóż ja pobiegnę po pomoc-powiedział Norbert biegnąc w stronę wejścia do strefy.
Kiwnęłam głową na znak że zrozumiałam i pobiegłam w stronę z której dobiegł krzyk.Po chwili zobaczyłam kilku zombie próbujących wejść na drzewo na którym najprawdopodobniej siedziała dziewczyna która chwilę temu przywołała mnie swoim krzykiem.Nagle zza krzaków wyszedł Alex.
-Co ty tutaj robisz?-spytałam cicho.
-Ratuję Ci tyłek...Znowu
-Jak widzisz radzę sobie świetnie-powiedziałam odwracając wzrok w drugą stronę.
-No właśnie nie widzę-odparł chwytając gałązkę i łamiąc ją by zwrócić uwagę trupów.
-Co ty robisz?-spytałam.Chłopak nic nie odpowiadając chwycił mnie za nadgarstek i pociągnął w stronę drzewa na którym siedziała dziewczyna.Alex pomógł jej zejść i zaprowadził ją do strefy.Ja postanowiłam znaleźć Norberta z grupą która miała pomóc nieznajomej.Myślałam dlaczego Alex był akurat w lesie i zamiast pozwolić mi zabić zombie postanowił je tylko odciągnąć.Wtedy wpadłam na to, że rano zapomniałam załadować pistoletu bo nie miałam w moim pokoju już naboi, ale skąd wiedział, że mam niezaładowany pistolet?Przecież rano byłam sama...
 Wreszcie udało mi się znaleźć całą grupę i mogliśmy wrócić do strefy.Okazało się iż dziewczyna którą uratowaliśmy nazywa się Meredith (Meredit).Wróciłam do swojego domu zajmowałam się swoimi sprawami i rozmyślałam nad tym skąd Alex wiedział o mojej niezaładowanej broni.Po chwili zostałam wezwana do szpitala.Na korytarzu spotkałam Alice.
-Co się stało?-spytałam.
-Ta dziewczyna...jest zarażona...przyprowadziłaś tu tykającą bombę!
Powoli weszłam do sali i postanowiłam z nią pogadać lecz dziewczyna udawała że mnie nie rozumie.Po chwili podszedł do mnie lekarz mówiąc:
-Ona Ci nic nie powie...
-Dobra...-podeszłam do niej i zaczęłam mówić:
-Wiesz że jesteś zarażona?
-Nie, nie, nie!Jestem odporna!Zrozumcie to wreszcie nawet nie mam ugryzienia!Rana zniknęła 2 miesiące temu!-wykrzyknęła.

czwartek, 2 lipca 2015

Informacje #1

 Hey.Po pierwsze przepraszam za brak 10 rozdziału po prostu nie mam ostatnio weny twórczej dlatego postanowiłam napisać jeszcze trzy rozdziały normalnie a rozdział 13 pojawi się za jakiś czas po czym rozdziały znowu zaczną pojawiać się co środę około godziny 18;00 mam nadzieję, że uszanujecie moją decyzję i będziecie dalej wyczekiwać kolejnych części apokaliptycznie, aby pobudzić waszą wyobraźnię zdradzę wam że rozdziały 13 i kolejne będą trochę inne niż dotychczas więc uruchamiajcie swoją wyobraźnię i bądźcie gotowi na kolejne części APOKALIPTYCZNIE!!!

wtorek, 23 czerwca 2015

R.9.Magazyny w Austrii - kolejne wyzwanie

 Cały dzień spędziłam na pomocy w strefie.Gdy wróciłam wieczorem do domu od razu się położyłam, nie mogłam jednak spać, myślałam o problemach strefy oraz o tym jak weźmiemy ze sobą Alex'a bez mówienia mu o obecnej sytuacji.Nie mogłam zasnąć, znowu miałam przed oczami tę kobietę i SMS'a od mamy.Miałam dość tych wszystkich zmartwień.Marzyłam by wrócić do czasu gdy moim największym problemem była dwójka z biologii.
 O 8;00 zadzwonił budzik.Powoli wygramoliłam się z łóżka.Zrobiłam sobie śniadanie i czytałam książkę.Po jakimś czasie do drzwi zapukała Alice.
-Hej, mam te krótkofalówki o których mówiłaś-powiedziała dając mi do ręki wielki worek.
-Nam są potrzebne z 4 krótkofalówki-powiedziałam.
-To zrób 4 a później zrobisz resztę-zaproponowała.Alice odwróciła się i wyszła.
 Usiadłam do stoły kuchennego i zaczęłam przestawiać krótkofalówki na tę samą stację. Niestety nie udało mi się ich ustawić, co gorsze zepsułam jedną czy dwie.
Kolejnego dnia Kate i Alice powędrowały jakiś kilometr od strefy do miejsca gdzie parkowane są wszystkie pojazdy strefy.Już o godzinie 12;00 Ja i Alex byliśmy gotowi lecz wyruszyliśmy dopiero około godziny 15;00.Drogi w większości były puste więc nie było z tym problemu.O godzinie 22;37 zrobiło się ciemno więc zjechaliśmy na parking i przestawiliśmy kilka samochodów by było bezpieczniej.Alice postanowiła że będzie pełnić wartę.Kate poszła spać a ja i Alex weszliśmy na tira by wypatrywać zombie z góry.Na stacji na której się zatrzymaliśmy wciąż był prąd i paliły się lampy.Po 2 dniach wreszcie dotarliśmy do ogromnego magazynu.Gdy dojechaliśmy pod samo wejście była godzina 2;00 w nocy.W magazynie było tylko trzech zombie więc szybko sobie z nimi poradziliśmy.Przez cały dzień nosiliśmy jedzenie:kartony,puszki itp. Około 21;30 tir był pełen.
-Dobra zrobimy tak o za 15 minut wyjeżdżamy a teraz idźcie szukać czegoś co wam się przyda ja zostaję tutaj-zarządziła Kate.
 Postanowiłam pójść na 3 piętro magazynu.Po chwili spostrzegłam około 20 zombie stojących i walących w drzwi jakiegoś pomieszczenia.W tym momencie Alex chwycił mnie bym nic nie mogła powiedzieć i szepnął mi do ucha:
-Nie ma sensu zwracać ich uwagi, nawet jak ktoś tam jest to tych zombie nie da się zabić bez broni palnej a nie chcesz mieć zaraz na głowie nie 20 a 200 zombie'aków.
-Nie porzuca się innego człowieka gdy można mu pomóc, to właśnie jest człowieczeństwo-powiedziałam.
-Ok to nie daj się zabić.Na trzy.Raz...Dwa...Trzy-powiedział.Zaatakowaliśmy zombie i po chwili nie było się czego bać.
Alex wyważył drzwi.W środku był dziwny zmutowany zombie.Potwór wstał i zaczął biec w moją stronę był bardzo szybki.Alex zaczął strzelać do niego z pistoletu.Zombie padł dopiero po kilku strzałach w głowę.Zdążył przewrócić kilka półek przez co po całej podłodze walały się żelki.Alex podszedł ponownie do zombiego ale ten nadal się ruszał, strzelił mu jeszcze kulkę między oczy podszedł do mnie i powiedział:
-Oto  do czego twoje człowieczeństwo nas doprowadziło.Lepiej chodź nie wiem jak długo będzie tak leżał-po czym pomógł mi wstać.
Wyszliśmy z magazynu i ujrzeliśmy Kate i Alice były całe zdyszane.
-Co się stało?-spytałam.
-Pies-zombie się stał-powiedziała Alice.
-Myślałam, że psy po ugryzieniu umierają.
-Ja też.A wam co się stało?-spytała Kate.
-To był ogromny zombie z nitro-powiedział Alex.
-Dobra wsiadajcie-powiedziała Kate.
Przez prawie całą drogę powrotną jedynym tematem były te inne zombie.Sama zaczynałam się bać, a co jak jest więcej takich mutantów?Moje myśli krążyły również wokół strefy.Czy starczy im jedzenia na jeszcze 2 dni?

czwartek, 18 czerwca 2015

R.8. Jak dalej iść?

   Wstawało słońce, a w strefie rozpoczął się kolejny dzień pełen pracy.Leżałam na łóżku i myślałam o ostatnim miesiącu, wydarzyło się tyle okropnych rzeczy-ludzie zaczęli się zmieniać w zombie,zabiłam jakąś kobietę w domu sąsiadów i... straciłam rodziców.Wszystko co się wydarzyło kazało mi przestać czuć ból, po porostu przestać myśleć o tych złych rzeczach skoro mogę robić dobre w strefie.Zamknęłam oczy i na chwilę odpłynęłam, po chwili obudził mnie budzik stojący zaraz obok mojego łóżka.Wstałam wciąż zmęczona, ubrałam się i zeszłam na dół.Chwyciłam mały nożyk leżący na kuchennym stole i włożyłam go za pasek.Wyszłam z domu.Niedaleko wejścia do sektora rady czekała na mnie Alice, równie podekscytowana tym iż grupa Alex'a dzisiaj zostanie pełnoprawną częścią strefy.Razem poszłyśmy do domku w którym dotychczas byli wszyscy chłopacy, zapukałyśmy do drzwi.Po chwili wszyscy po kolei wyszli z domu.Alice kazała im iść za nami i się nie oddalać bo każda osoba w jakimkolwiek sektorze która nie ma swojego identyfikatora jest zagrożeniem i może zostać zastrzelona bez żadnych konsekwencji.Gdy doszłyśmy do miejsca gdzie rada daje identyfikatory i wpisuje na listę członków strefy zorientowałam się, że nie ma Alex'a.Pociągnęłam Alice za rękaw i powiedziałam cicho:
-Niema tu tego idioty...
-Kogo?!A...tak Alex...-powiedziała równie znudzona jak ja ciągłymi dokuczeniami chłopaka.
-Idę go szukać a ty przeciągaj jak tylko możesz.-powiedziałam.
Alice kiwnęła głową.
Szłam w stronę domku w którym byli dotychczas kumple Alex'a ale zauważyłam go wchodzącego do mojego domu, pobiegłam za nim i powoli go  śledziłam.Chłopak wszedł do mojego pokoju i zaczął czegoś szukać chciałam zajść go od tyłu lecz stanęłam w złym miejscu i podłoga wydała skrzypiący dźwięk.Chłopak odwrócił się i powiedział :
-Śledzisz mnie?
-Grzebiesz mi w rzeczach?-odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Nie!-powiedział Alex.
-A co robisz?-uśmiechnęłam się szyderczo.
-Yyy....am...ja....szukałem....yyy...tego...no...-zaczął jąkać się chłopak.
-Niech zgadnę pistoletu, i naboi-powiedziałam pewnie.
-Masz mnie-pochylił głowę.
-Ok.Umówmy się tak ty pójdziesz na zapis i po identyfikator a ja załatwię Ci chwilę strzelania z broni palnej-powiedziałam przyglądając się chłopakowi.
-No dobra-odpowiedział.
Razem poszliśmy na zapis i w sam raz zdążyliśmy przed końcem.Po odebraniu identyfikatora chłopak stanął koło mnie.Po 15 minutach przydzielone zostały pokoje a chwilę potem zebranie zakończyło się.Po chwili podszedł do mnie Alex:
-To idziemy?-spytał
-Ok idź do siebie przenieś rzeczy a za godzinę bądź przy głównym wejściu-odpowiedziałam.
Po godzinie poprosiłam Kate-wartowniczkę by nas wypuściła i wpuściła gdy wrócimy.
Oddaliliśmy się od strefy dosyć daleko.Dałam Alex'owi broń i zaczął strzelać po chwili wbiegł w krzaki i zniknął w zaroślach.Po kilku wystrzałach zaczęło przybywać zombie więc zaczęłam uciekać w stronę lasu.Po chwili jeden zombie wyszedł centralnie przede mną, cofnęłam się i przewróciłam o korzeń.wyjęłam nóż i przesuwałam się do tyłu lecz to nic nie dawało bo by go zabić musiałam go dopuścić dość blisko brzucha co spowodowało by ugryzienie i śmierć więc mógł mnie uratować tylko cud.Zombie właśnie miał wgryźć się w moje kolano ale nagle ktoś go zastrzelił.Spojrzałam w stronę z której padł strzał.
-Alex!-wykrzyknęłam.
-Cicho, usłyszą nas-spojrzał na mnie.
Chłopak pomógł mi wstać.
-Wow, nie myślałem, że radzisz sobie tak fatalnie.
-No cóż nie miałam lekcji z obrony przed zombie.I dzięki za ratunek-powiedziałam.
-Spoko-odpowiedział patrząc mi w oczy.
-A teraz oddaj broń.
-Co?Dlaczego?-spytał.
-Bo masz drugą-powiedziałam.
-Skąd wiesz?!
-Widziałam jak ją chowasz w moim pokoju za pasek-odpowiedziałam z uśmiechem.
-I nie kazałaś mi jej oddać?-spytał.
-Chciałam sprawdzić twoją uczciwość.
-I co?
-Oblałeś-uśmiechnęłam się.
-Dobra a teraz chodź zaraz się ściemni a mi się nie uśmiecha włóczyć się z tobą po lesie i to jeszcze w ciemnościach-powiedział.
  Po około 20 minutach zrobiło się kompletnie ciemno a my dochodziliśmy do strefy.Kate została wybrana na szkolenie nowego wartownika w końcu sama stała na warcie 12 godzin dziennie.Nowy wartownik nazywał się  Norbert.Chłopak upierał się z pójściem do rady by nas ukarano za wyjście z strefy bez pozwolenia i powiadomienia kogokolwiek, na szczęście Alex dał rade go przekonać.Gdy wróciłam do domu wzięłam kąpiel i już miałam iść spać gdy do moich drzwi zapukał Kuba.
-Hej, co Cię sprowadza?-spytałam zdziwiona tak późną wizytą.
-Cześć, przychodzę by powiedzieć o zebraniu rady i przypomnieć Ci, że również jesteś jej członkinią.
-Co?-nie zrozumiałam o co chodziło chłopakowi.
-Musisz być przykładem a nie uciekać poza strefę przy pierwszej lepszej okazji-powiedział.
-Skąd wiesz, że byłam poza strefą?-spytałam.
-Widziałam, i prawie widział to mój ojciec tylko w porę udało mi się go odciągnąć od wyjścia bo byś miała przechlapane-powiedział.
-Dzięki.A kiedy to spotkanie rady?
-Jutro o 6;00, tak wiem wcześnie ale nikt postronny nie może o tym wiedzieć...oprócz mnie oczywiście..,-na twarzy Kuby pojawił się uśmiech od ucha do ucha.
-Okey
-To pa!-pożegnał się i szybkim krokiem ruszył do domu Alice.
 Zakluczyłam drzwi i nastawiłam budzik na 5;45 by spokojnie zdążyć na zebranie.Oczywiście obudziłam się dopiero za pięć szósta i biegiem się ubierałam.Dotarłam na miejsce jako przed ostatnia.Usiadłam wraz z Alice, ojcem Kuby który nazywa się John i kobietą nazywaną Liv.
-Spotykamy się tutaj z powodu wielkiej pomyłki a mianowicie nasze zapasy bardzo szybko się kurczą i jak tak dalej pójdzie za 3 miesiące zostaniemy bez jedzenia.Musimy wymyślić sposób na zdobycie zapasów-powiedziała Liv.
-A jakby zebrać 3 grupy po 10 osób i każda grupa wybierze się gdzie indziej-zaproponowała Alice.
-Nie, to zmarnuje tylko zapasy i nie wiadomo ilu z nich wróci żywych-powiedział John.
-Wiem, magazyny w Austrii tam zwożono żywność która miała się nie marnować-powiedziałam.
-W sumie są pełne jedzenia, ale to prawie tysiąc kilometrów droga tam i z powrotem zajmie jakieś pięć dni-powiedziała Liv.
-Nie jeśli pojedziemy tam w 6 osób-powiedziała Alice.
-Nie, nie pozwolę Ci znowu zabrać połowy rady i mojego syna na kolejną misję samobójczą poza tym nie zmieścicie dużo do samochodu, to nie ma sensu-powiedział John.
-Nie muszę zabierać Kuby, wezmę Kate-powiedziałam.
-Tak zabierzesz wartowniczkę i co jeszcze-spytała Liv.
-To nie jest głupi pomysł ale nie pojedziemy w 6 tylko 4 zmieścimy się w busie i przywieziemy dużo jedzenia-powiedziała Alice.
-Nie!Pojadę ja, Alice i Alex i kropka wrócimy za 4 dni i dowieziemy mnóstwo jedzenia-powiedziałam.
-A Alex po co Ci potrzebny?-spytała Alice.
-Jest jedyną osobą, oprócz Kate która potrafi prowadzić Tira-powiedziałam.
-Co?!Ty chcesz jechać tirem?!-wykrzyknęła Liv.
-A jak inaczej zabierzesz jedzenie dla tylu ludzi?-spytałam.
-Dobra bierzecie jeszcze Kate nie dam wam prowadzić tira-powiedział John.
-A i przynieście mi krótkofalówki-powiedziałam.
-Po co, i tak nie działają-powiedziała Alice.
-Spróbuję ustawić jedną częstotliwość by móc się z wami kontaktować w czasie drogi-powiedziałam.

czwartek, 11 czerwca 2015

R.7.Uczucia wyłączone

      Następnego dnia Alice przekazała mi, że za 2 dni wyjeżdżamy do mojego rodzinnego miasta.Kilka godzin później u mych drzwi stanął Kuba.
-Hey, co cię sprowadza?-spytałam.
-Ja, Alice i Herbata jedziemy z tobą.Wiemy, że ty byś nam pomogła gdybyśmy byli na twoim miejscu-oznajmił.
-No...Dobra, niech wam będzie-odpowiedziałam
 Dwa dni później, razem z Alice, Herbatą i Kubą wyruszyliśmy po moich rodziców.Droga była długa, a wydawała się jeszcze dłuższa, na szczęście mimo wielu dotychczasowych problemów wszyscy żartowaliśmy i śmialiśmy się.Po kilku godzinach zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej.Alice i Kuba tankowali samochód, nie wnikam co jeszcze...A ja z Herbatą oczyściłyśmy stację z zombie, oczywiście bez użycia broni palnej, co było nie małym problemem.Na szczęście nie trwało to zbyt długo.Mimo, że wyjechaliśmy ze strefy wczesnym rankiem dopiero wieczorem byliśmy w pobliżu mojego domu.Jako iż w moim domu były wciąż pozasłaniane okna postanowiliśmy zostać tam na noc i z samego rana odnaleźć moich rodziców.W kuchni rozłożyliśmy plecaki a w salonie wszyscy spaliśmy.Tak było bezpieczniej.
       Kolejnego dnia jako pierwszy obudził się Kuba.Nie dał rady wstać bez przewrócenia kilku rzeczy i zbudzenia mnie, Alice i Klaudii.Jako iż nie spaliśmy postanowiliśmy wysłać mojej mamie SMS.Już po chwili dostaliśmy odpowiedz.Przeczytałam na głos adres i spojrzałam na Alice i powiedziałam:
-Alice...ty zostaniesz tu przypilnujesz rzeczy...ty masz do kogo wracać
-A ja?-spytał zakłopotany Kuba.
-Ty jesteś facetem przestań się mazgaić i idź na wojnę...czy jakoś tak...never maind(newer majnd)-powiedziałam próbując udawać kogoś z filmu który oglądałam niegdyś w telewizji.
Chłopak odwrócił się na pięcie i powiedział:
-Jak będziecie gotowe to chodźcie czekam na dworze.
Po około 10 minutach wyszłyśmy i razem z Kubą powędrowaliśmy na ulicę na której mieli być moi rodzice.Niestety wkoło budynku było mnóstwo zombie, więc postanowiliśmy znaleźć inną drogę.Po chwili zobaczyłam kogoś.Poruszał się po dachach a żaden zombie go nie zauważył.
-Tam-powiedziałam wskazując na drabinę jednego z budynków.
-Idź pierwsza-zaproponowała Herbata.
      Gdy wszyscy weszliśmy na górę dostałam kolejnego SMS'a :
Po chwili Herbata chwyciła mnie za rękę a Kubę za kaptur i pociągnęła niżej jedyne co widziałam to wielką eksplozję z miejsca gdzie była moja rodzina.Łzy zaczęły spływać mi po policzku.Nigdy nie płakałam tak bardzo.Kuba z Klaudią czekali aż przestanę płakać.
-Słuchaj..Twoi rodzice chcieli byś żyła, więc weź się w garść i przestań się mazać jak dotychczas byłaś dosyć silna by się obronić to teraz możesz to znieść.Jesteś twarda i taka zostań żyj bo to jest to czego chcieli od ciebie rodzice, to czego chcą od ciebie ludzie w strefie.Musisz być tą samą Sarą którą byłaś kiedyś-powiedziała patrząc na mnie z podziwem.
-Ale...-wtedy ujrzałam chłopaka skaczącego z dachu na dach za Herbatą-patrzcie-powiedziałam nie odrywając wzroku od skoczka.Kuba i Herbata odwrócili się.Ale skoczek zniknął.Nagle ktoś chwycił mnie i przyłożył mi nóż do gardła.
-Daj torbę-powiedział bacznie obserwując ruchy Herbaty.
-Myślisz że jesteś taki sprytny?-Chwyciłam chłopaka za rękę w której trzymał nóż i przypominając sobie lekcje samoobrony i to czego nie miałam robić w takim przypadku, wykręciłam mu rękę.Wtedy Kuba zaszedł chłopaka od tyłu i przywiązał do komina.
-Nieźle, ale nie pomyśleliście o tym że mogę mieć nożyk w rękawie-powiedział chłopak.
-Nie masz go tam-powiedziałam pewna swojej wypowiedzi.
-Skąd wiesz?-spytał chłopak.
-Kuba rozwiąż go-powiedziałam nie odrywając wzroku od wroga.
-Ale on...-zaczął mówić Kuba.
-Nic nam nie zrobi.Szuka jedzenia dla swoich ludzi.I wie że potrafię też złamać mu tę rękę a to będzie bolało jeszcze bardziej-spojrzałam teraz na Herbatę przyglądającą się całemu zajściu.
Kuba rozwiązał chłopaka.
-Skąd wiedziałaś?-spytał skoczek.
-Nie ty tu zadajesz pytania.Gdzie się ukrywacie?Ilu was jest?I czy wszyscy skaczecie po dachach bez celu?-uśmiechnęłam się szyderczo.
-Ahhh...Niedaleko, dość dużo by cię zabić i tylko ja-powiedział.
-Albo zaczniesz mówić albo ty i twoi przyjaciele nigdy nie poznacie strefy-podeszłam chłopaka przebiegle.
-Jest strefa?-spytał zdziwiony.
-Tak jest-odpowiedziałam.
-Chcę mówić z jej liderem.
-Uważaj sobie bo z jednym z nich mówisz-powiedziałam z uśmiechem.
-Co?!To chyba jakiś żart!Ty masz z 12 lat!-zaczął się śmiać.
-14.I uwierz mi że masz szczęście.
-Dlaczego?-spytał zdziwiony.
-Bo przyjmę ciebie i twoich kolesi do strefy.
-Co?!-Krzyknęli równo zaskoczeni Herbata,Kuba i tajemniczy skoczek.
-Ale musisz mnie zaprowadzić do waszego schronienia.
-To choć.-powiedział.
Około 30 minut później byliśmy w ich schronieniu.
-A więc ja jestem Alex.A to jest Damian,Felix,Maciek,Franek i Norbert.
Wszyscy w 3 samochodach wróciliśmy po Alice.Następnego dnia wyruszyliśmy do strefy.

środa, 27 maja 2015

R.6.Nadzieja ponoć umiera ostatnia

 Odskoczyłam od Herbaty i wzięłam butelkę wody stojącą kilka kroków ode mnie.Już po chwili pojawił się znany mi już Kuba z łóżkiem na kółkach.Herbata pomogła Cloe usiąść na łóżku. Odłożyłam broń i razem z Herbatą zaczęłyśmy pchać łóżko do części dla rady gdzie znajdował się również szpital, niestety ale nie było tam nikogo.
-Kuba...Leć po kogoś kto zna się na pierwszej pomocy!-Wykrzyknęłam zestresowana obecną sytuacją.
-Ale...
-Zamknij się i leć po kogoś bo będziesz mieć na sumieniu dwie osoby!-Zaczęłam się denerwować.
Chłopak pobiegł w stronę sektora "B".Nagle Cloe zaczęła dusić się krwią.
-Sara!!!Zrób coś cokolwiek!-Herbata zaczęła się poważnie denerwować.
-O boże...Dlaczego ja muszę wszystko robić?!-Spytałam i powoli obróciłam Cloe na lewy bok.
Wtedy do sali wbiegło kilku ludzi, kazali nam wyjść.Herbata usiadła w koncie niedaleko drzwi.
-Musimy iść...Przecież mówili że to potrwa co najmniej godzinę-Powiedziałam widząc smętną minę Herbaty.
-Jak możesz?Jak możesz znosić coś takiego?!-Spytała oburzona.
-Wtedy w domu moich sąsiadów była kobieta...ona zabiła całą ich rodzinę 5 osób...celowała do mnie musiałam ją...-Odpowiadałam powoli całą historię i znowu przed moimi oczami pojawił się moment strzału.
-Ty tak po prostu o tym mówisz?!Myślałam, że warto było Cię uratować ale może jednak lepiej byłoby gdybyś została w tym samochodzie może teraz Cloe nie byłaby na stole operacyjnym!-Powiedziała jakby miała mnie zaraz rozszarpać.
Odwróciłam się i wyszłam by jeszcze bardziej jej nie rozwścieczyć.Zaraz przy wejściu do sektora "C"  czekał Kuba.
-Czekaj...Mój tata chciał abyś porozmawiała z Alice-powiedział z uśmiechem Kuba.
-Twój tata?-Spytałam
-Mój tata prosił Cię o bycie w radzie...A Alice to laska mieszkająca w tamtym zielonym domu-powiedział wskazując dom z ciemno zielonym dachem.
-Okej...-Ruszyłam w stronę "Zielonego domu".
Podeszłam do drzwi i zapukałam lecz nikt nie otworzył.Nacisnęłam na klamkę i zaczęłam mówić:
-Miałam przyjść jestem Sara...Proszę nie strzelajcie-powiedziałam powoli idąc w przód.
Po chwili zza rogu wyłoniła się dziewczyna o ślicznych niebieskich oczach i blond włosach.
-Hej jestem Alice!-Powiedziała siadając do stołu.
-Cześć?Dlaczego chciałaś mnie widzieć?-Spytałam ostrożnie.
-Jestem najmłodszą dotychczas członkinią rady.Więc ja mam Ci wybrać dom jako iż 6 z 10 osób z rady zginęło mam duży wybór więc musisz mi pomóc-odpowiedziała z uśmiechem na twarzy.
-Dobra...Zaczynam się bać...-wyszeptałam.
-Straciliśmy dużo ludzi zanim powstały sektory przyzwyczaiłam się, ze ktoś umiera...A więc który wybierasz?-Spytała pokazując mi 7 fotografii.
-Nie potrzebuję osobnego domu jestem sama...zupełnie sama-odpowiedziałam pokazując najmniejszy dom.
-Okej teraz idź do siebie i weź rzeczy :) ,
Tak też zrobiłam.Po czym przeniosłam plecak do domu i zaczęłam go rozpakowywać.Po chwili usłyszałam dźwięk mojego telefonu.
-Co ? Przecież został u babci...-powiedziałam cicho do siebie.Wyjęłam z plecaka i zauważyłam, że ktoś dzwoni do mnie z telefonu mamy, więc odebrałam.
-Hallo?-Ale w słuchawce nikt się nie odezwał.
-Hallo?-Postanowiłam spróbować jeszcze raz.
-Sara?To ty kochanie?-Usłyszałam zmęczony i smutny głos mojej mamy.
-Tak, mamo gdzie jesteś?-Spytałam zarówno szczęśliwa i zaniepokojona.
-Nie ważne tata już po ciebie idzie...
-Ale ja nie zostałam w samochodzie!-Odpowiedziałam szybko.
-Jak to?Więc gdzie jesteś?-Spytała zdziwiona.
-W bezpiecznym miejscu, mam jedzenie,wodę i broń.
-Dobrze zostań tam.-Powiedziała smutno.
-Ale mamo, gdzie jesteście?-Spytałam
-Wróć do domu i napisz mi SMS mam karty na dwie wiadomości teksto...-Wtedy rozłączyła się.
-Ale mamo!Hallo?Hallo?Mamo!-od razu pobiegłam do Alice.Gdy tylko wbiegłam nie mogłam złapać tchu dopiero po chwili mogłam mówić.
-Rozmawiałam z mamą!-Wykrzyknęłam.
-Co?!Jak?!
-Przez telefon, muszę ją znaleźć!-Odpowiedziałam.
-Zwołam zebranie i Ci wszystko opowiem a teraz idź muszę pomyśleć.-Uśmiechnęła się i pokiwała mi.
Postanowiłam iść zobaczyć co się dzieje z Herbatą i co ważniejsze z Cloe.W koncie siedziała Herbata w takiej samej pozycji jak wcześniej.Usiadłam kilka metrów od niej i czekałyśmy po około 30 minutach wyszedł lekarz i powiedział:
-Niestety ale jej organizm jest zbyt słaby, a ona bez kilku maszyn nie pożyje długo...Musimy ją odłączyć.
-Co?!Nie możecie!!!-Herbata spojrzała pogardliwie na lekarza.
-Musimy.Odłączymy ją gdy zaśnie by umarła w spokoju, powinnyście się cieszyć, że pozwalam wam się pożegnać.
Herbata weszła do sali i chwyciła Cloe za rękę pożegnała się i czekała aż zaśnie po czym patrzyła jak lekarz odłącza całą aparaturę.Ja przyglądałam się zza drzwi.Po chwili Herbata wyszła, widziałam tylko, że lekarz wbił nóż w mózg Cloe by się nie przemieniła.Ale wciąż w mojej głowie była rozmowa z mamą...przecież od miesiąca nie miałam zasięgu...czy ona żyje?

sobota, 23 maja 2015

Alice Peperman

Alice Peperman
Najważniejsze informacje :
Wiek : ok. 17 lat
Data Urodzenia :5 lipca 1998r.
Rodzice:
-Matka : żyje
-Ojciec : żyje
Pojawia się w rozdziale : 6
                            Krótki opis
Dziewczyna jest jak dotychczas najmłodszą członkinią rady w strefie.Nastolatka zawsze była grzeczna ułożona i pomocna


Jakub (Kuba) Ernis

    Jakub (Kuba)
Najważniejsze informacje :
Wiek : ok. 15 lat
Data Urodzenia :2000r.
Rodzice:
-Matka : nie wiadomo
-Ojciec : żyje, członek rady
Pojawia się w rozdziale : 5
                           Krótki opis
Kuba jest dobrym i pomocnym chłopakiem który jest jedną z najaktywniej pomagających osób w strefie.Niektórzy sądzą, że gdyby nie on w strefie panowałby chaos.

piątek, 22 maja 2015

Cloe Green-Veekson

    Cloe Green-Veekson
Najważniejsze informacje :
Wiek : 34 lata
Data Urodzenia : 6 stycznia 1981r.
Data Śmierci : 15 sierpnia 2015r.
Rodzice:
-Matka : nie żyje
-Ojciec : nie żyje
Dalsza rodzina :
-Klaudia (Herbata) Green
                           Krótki opis
Cloe jest zwykłą kobietą która długo otrząsała się po śmierci całej rodziny która zginęła w pierwszych dniach apokalipsy.Kobieta po zobaczeniu w lesie Klaudii zaczęła wariować i postąpiła bezmyślnie zostawiając dziewczyny na pastwę losu.
                        Życie przed apokalipsą
Cloe przed apokalipsą byla zwykłą panią domu miała dwóch synów Max'a (10 lat) i Jack'a <Dżejka> (14 lat) oraz córkę Rose <Rołs> (2 lata).Kobieta miała ułożone życie dobrą pracę kochającego męża ale wszystko straciła z dniem apokalipsy.
Byście mogli lepiej wyobrazić sobie Cloe dodaję zdjęcie aktorki która byłaby idealna do jej roli xd 

czwartek, 21 maja 2015

Klaudia (Herbata) Green

    Klaudia (Herbata)
Najważniejsze informacje :
Wiek : 16lat
Data Urodzenia : 10 września 1999r.
Rodzice:
-Matka : nie żyje
-Ojciec : nie wiadomo
Dalsza rodzina :
-Ciotka Cloe
Pojawia się w rozdziale : 1
                           Krótki opis
Klaudia jest jedną z głównych bohaterek "Apokaliptycznie".Dziewczyna ma około 16 lat.Klaudia przez rówieśników nazywana była Herbatą jako iż codziennie w szkole miała herbatę do picia.Bohaterka jest silna pomimo wielu problemów wychowawczych, można na niej polegać.Nastolatka zawsze dąży do spełnienia marzeń.
                        Życie przed apokalipsą
Klaudia przed apokalipsą nie była wzorem do naśladowania bowiem miała kilka konfliktów z prawem.Bohaterka jednak krótko przed apokalipsą straciła matkę oraz zamknęła się w sobie.Rodzice nastolatki nie mieszkali razem.Dziewczyna miała słabe stosunki z ojcem u którego mieszkała po śmierci matki ponieważ dowiedziała się, że ten zdradzał matkę gdy ta była w ciąży.Herbata nigdy nie obchodziła urodzin gdy była młodsza wyjeżdżała gdzieś na wakacje a gdy podrosła nie zależało jej by świętować to iż jest starsza.
Byście mogli lepiej wyobrazić sobie Herbatę dodaję zdjęcie aktorki która byłaby idealna do jej roli xd 
PS Jak macie jeszcze jakieś pytania napiszcie komentarz to ja chętnie jeszcze coś dodam :*
     A i informację są odświeżane co jakiś czas pozdrawiam:*

środa, 20 maja 2015

R.5. Bezpieczna Strefa - Dom czy przystanek?

 Niepewnym krokiem wkroczyłam na teren strefy.Kobieta zaprowadziła nas do małego domku w którym miałyśmy zostać przez chwilę, kobieta tłumaczyła nam, że musi nas zakluczyć byśmy nie stwarzały zagrożenia.W sumie rozumiem mogłybyśmy być np. zarażone.Po kilku minutach wyszła zamykając za sobą drzwi, chwilę później do domku wszedł chłopak.
-Hey, jestem Kuba będę was oprowadzać po strefie.-Powiedział z uśmiechem.
 Jako iż nie miałyśmy nic do roboty oraz nie miałyśmy wyboru powoli poszłyśmy za nim.Kuba wytłumaczył nam,że strefa podzielona jest na sześć części:cztery mieszkalne, jedną dla rady i jedną najmniejszą dla wszystkich którzy nie są częścią strefy czyli osób które dołączyły w czasie ostatniego tygodnia i tych którzy są w strefie tylko przejściowo.Cztery części mieszkalne nazywane były sektorami "A", "B","C","D".Strefa miała własną rezerwę prądu,gazu oraz wody.W sektorze "A" hodowano zwierzęta, w sektorze "B" była dosyć duża farma.Sektor "C" odpowiadał za wielką stołówkę gdzie schodzili ludzie ze wszystkich części strefy, za to w sektorze "D" mieścił się magazyn.We wszystkich sektorach było od 20-50 domów.Część rady była mniejsza od sektorów ale mieszkało tam 10 członków rady z rodzinami.Strefa mieściła ponad 5 tysięcy ludzi.
-Dlaczego nie możemy się z nimi przywitać?-Spytała smutno Herbata.
-Niestety ale jak wyjdziemy do ludzi wszyscy musieli by być odkażani, ponieważ wciąż nie wiemy czy nie jesteście zarażone.A teraz chodźcie musicie być w domku przed godziną policyjną...-Odpowiedział niechętnie chłopak.
-Wprowadziliście godzinę policyjną?-Spytałam zaciekawiona.
-Tak jest bezpieczniej nikt nie pałęta się po ulicach nocą.
Po chwili byliśmy już w domku.Kuba wpuścił nas i zakluczył dom.Po raz pierwszy od miesiąca czułam, że mogę spać spokojnie i nic w tym czasie mnie nie zje.
 Z samego rana obudziły mnie strzały.Po chwili wstałam i podeszłam do drzwi.Otworzyła je kobieta która wcześniej wpuściła nas do strefy.
-Co się stało?-Spytałam niemrawo.
-Ktoś się przemienił w sektorze "C".-Odpowiedziała pośpiesznie.
-Jak to?-Spytałam nie dowierzając.
-Prawdopodobnie Elen miała zawał i umarła po czym zamieniła się w to coś.-Odpowiedziała.
-Ale...?-Chciałam zadać kolejne pytanie lecz kobieta odwróciła się i powiedziała:
-Musicie mieć szansę na ucieczkę.-Po czym rzuciła na ziemię klucz.
 Obudziłam Herbatę i kazałam jej iść do domku leśniczego niedaleko od strefy, a sama postanowiłam odpokutować i obronić kilka ludzkich żyć tym bardziej, że jedno zażyło mi się zabrać.Wyjęłam kuszę i  58 strzał z plecaka.Herbata wzięła mój plecak i swój pobiegła w stronę wyjścia ze strefy, za to ja pobiegłam do sektora "C" na szczęście widziałam wejście podczas zwiedzania.W całym sektorze było mnóstwo ludzi atakowanych przez jeszcze więcej zombie powoli strzelałam do każdego celując w głowę aż w końcu została mi jedna strzała.Wtedy ujrzałam pistolet w kieszeni jednego z zabitych przeze mnie zombie podbiegłam do niego i już miałam wziąć pistolet ale obok zombie się poruszył, szybko wbiłam mu strzałę w głowę ale nie przebiła ona czaszki wtedy z całej siły skoczyłam na głowę zombie od razu się rozpryskała wtedy wzięłam pistolet i strzeliłam w jednego z zombie.Tym sposobem zesłałam na siebie wszystkie trupy.Po chwili zza krzaków wyskoczyło kilka osób z bronią zaczęli mnie bronić.Po chwili nie widać było już żadnego zombie.Ludzie zaczęli wynosić trupy poza strefę, podszedł do mnie mężczyzna i spytał;
-Kim jesteś?Nie należysz do strefy prawda?-Spytał zdziwiony.
-Jestem Sara.I nie, nie należę do strefy.-Odpowiedziałam.
-Mam dla Ciebie propozycję zostań w strefie i bądź członkinią rady.-Zaproponował.
-Raczej nie...Ja mam tylko 14 lat, a poza tym muszę odnaleźć rodziców-Odpowiedziałam zdziwiona propozycją.
-Wykazałaś się walecznością i odwagą zrobimy tak: ty dołączysz do rady a ja wyznaczę kilka osób by pomogły Ci znaleźć rodzinę.-Odpowiedział bez namysłu.
-Dobrze a teraz pan wybaczy ale muszę zebrać strzały i iść po koleżankę.-Odpowiedziałam po chwili.
 Wtedy mym oczom ukazała się Herbata z ciotką Cloe, były ubrudzone i całe od krwi.
-Herbata!Powiedz,że cię nie ugryzły!-Krzyknęłam i podbiegłam do nich.
-Nie, wszystko jest ok tylko uciekając przed NIMI musiała się nieźle pokaleczyć.-Odpowiedziała biorąc głęboki oddech.

sobota, 16 maja 2015

R.4.Wyboista droga do sukcesu

 -To gdzie idziemy?-Spytałam ziewając.
 Herbata spojrzała na mapę i bez słowa ruszyła w stronę przeciwną do autostrady.
-Możesz iść wolniej?-Spytałam nie do końca obudzona i wymęczona spaniem w pozycji kulki.
-Możesz się zamknąć?Sprowadzisz ich z okolicy a nie mam ochoty z nimi walczyć...-Odpowiedziała zdenerwowana Herbata...
   Nic nie mówiłam, tylko powoli podążałam z kataną w ręku tuż za Herbatą...Czułam że Herbata jest smutna zagubiona i trochę zła tylko nie wiedziałam dlaczego.Nagle zaczęła iść wolniej, nawet jej kroki były spokojniejsze nie było słychać pękających gałązek pod jej stopami ja zrobiłam to samo wtedy pomyślałam że podczas wszystkich tych wydarzeń jedyną osobą była Herbata.Miałam przed oczami moją śmierć gdyby nie Herbata...
-Zombie-pokazałam palcem na powoli poruszającą się kreaturę w krzakach ok 2 metry od nas.
-Nie widzi nas więc możemy iść tylko cicho.-Wyszeptała Herbata.
   Herbata zaczęła poruszać się szybciej ale ciszej.Ja nie mogłam iść szybciej zostawałam w tyle a ciemna postać była coraz bliżej...Herbata zatrzymała się i wycelowała w krzaki.Po kilku sekundach z krzaków wyłoniła się kobieta, nie był to zombie...Wtedy Herbata krzyknęła nie zważając na zombie czy inne niebezpieczeństwa:
-Ciocia!Ciocia Cloe <Klołi>!!!-Przytuliła ciotkę z całej siły.
-Cicho...Ich jest tu pełno...Zaprowadzę was w bezpieczne miejsce, a teraz chodźcie, nie ma czasu na pewno już tu idą.-Odepchnęła Herbatę i kazała iść za sobą.
  Podążając za ciotką Herbaty myślałam czy ja również odnajdę rodzinę, czy znajdę kogokolwiek komu będę mogła w stu procentach zaufać.Wtedy znowu przypomniała mi się kobieta z domu sąsiadów, nie miała nikogo?Była sama?Straciła rodzinę?Im dłużej nad tym rozmyślałam tym bardziej wiedziałam, że muszę o niej zapomnieć, tylko jak?
  Wtedy usłyszałam strzały jeden, drugi, trzeci, były coraz bliżej.Wtedy ciotka Herbaty odwróciła się i powiedziała:
-Idź z koleżanką na most obok pola namiotowego, gdzie zawsze jeździliśmy na wakacje, tam jest mapa, w naszej kryjówce, weź ją i idźcie do zaznaczonego punktu, powiedz że jesteś moją siostrzenicą,na pewno was wpuszczą a teraz idźcie i się nie zatrzymujcie ja ich zmylę... a i masz to.-Zdjęła z szyi łańcuszek i dała go Herbacie.
-Ale...-Chciała coś zacząć Herbata.
-Klaudia, jak nie wrócę noś go do końca, a potem oddaj go komuś dla ciebie ważnemu.-Powiedziała odwracając się na pięcie.
   Herbata odwróciła się do mnie i powiedziała:
-Biegnij za mną i nie bój się będzie dobrze.
Potaknęłam głową.Po około godzinie naprzemiennego biegu i marszu byłyśmy na moście, ale robiło się ciemno a w pobliżu nie było żadnego domu.Herbata wzięła mapę z kryjówki na moście i ruszyła w stronę punktu na niej zaznaczonego.
-Klaudia!Nie zdążymy przed zmrokiem musimy zawrócić do tamtej leśniczówki.-Powiedziałam zaniepokojona zachowaniem Herbaty.
-Nie!Musimy iść jak się pośpieszysz to zdążymy wiem gdzie to jest dwa lata temu pomagałam z tatą na budowie mini miasteczka z własnym zbiornikiem wodnym prądem,gazem wszystkim!
-No dobra, ale jak zginę to cię zabiję...-Odpowiedziałam nie do końca przekonana tym pomysłem.
Droga strasznie się dłużyła ale po 20 minutach byłyśmy przy wielkiej bramie.
-I co pukamy?-Spytała Herbata.
Nic nie odpowiadając walnęłam z całej siły w metalową bramę.
-Spokojnie...Co się stało?!Kim jesteście i dlaczego tu przyszłyście?-Zza bramy wyłoniła się kobieta i od razu zasypała nas pytaniami.
-Moja ciotka Cloe nas tu przysłała.-Odpowiedziała Herbata.
-Sorry młoda ale mamy już komplet...-Powiedziała trochę zdziwiona.
-Proszę chociaż do rana.-Poprosiła smutna Herbata.
-Ja nie mogę decydować, poczekajcie chwilę może uzgodnię coś z radą.-Odpowiedziała równie smutno.
Po chwili wróciła.
Dalej przyglądałam się rozmowie:
-Uzgodniłam z radą że możecie zostać na noc, ale jeżeli Cloe nie wróci będziecie musiały iść.-Odpowiedziała smutno wpuszczając nas do środka.
Wtedy zrozumiałam że reszta mojego życia zależy od Ciotki Herbaty która może już nie żyć...Musiałam coś zrobić by zostać w tym bezpiecznym miejscu chociaż tydzień...


wtorek, 28 kwietnia 2015

R.3. Nikt nie powiedział że "Będzie łatwo"

   -To gdzie jedziemy?-Spytałam po jakiś 15 minutach drogi.Herbata spojrzała na mnie i z powrotem na drogę po chwili powiedziała:
-Mam pomysł 200km z tąd jest gospodarstwo agroturystyczne zamknięte w zeszłym tygodniu z tego co wiem to nie będzie tam nikogo a gospodarstwo jest ogrodzone zostaniemy tam póki jest bezpiecznie-Odpowiedziała z namysłem dziewczyna.
 Wciąż myślałam o tej kobiecie...Zrobiłam coś złego ale działałam w samo obronie może powinnam wtedy dać się zabić i teraz bym nie żałowała moich czynów ale z drugiej strony umarłabym i nic bym nie zdziałała a ta kobieta zabiła by kolejnych ludzi....Wtedy samochód zaczął zwalniać i się zatrzymał.
-Co!?Dlaczego stajemy?!-Zaczęłam krzyczeć ze zdenerwowania w końcu byłyśmy dopiero w połowie drogi...
-Uspokój się mamy resztkę paliwa a tu stoją samochody spuścimy paliwo przeszukamy auta i pojedziemy dalej...-Odpowiedziała spokojnie Herbata.
-No dobra-Powiedziałam wychodząc z samochodu oraz biorąc katanę...
Herbata również wyszła pokręciła się wokół auta i spytała
-Wiesz jak spuścić paliwo?-Zamknęła oczy i czekała na mój wrzask...
-Tak wiem...Otwórz bagażnik i daj mi wężyk...-Podeszłam do samochodu i otworzyłam małą klapkę z lewej strony samochodu.
-To?-Spytała pokazując wężyk...
-Tak i daj coś do paliwa!-Odpowiedziałam...
  Herbata podeszła z wężykiem i czymś na paliwo...Podała mi wężyk a kanister na paliwo postawiła obok i zaczęła przeszukiwać inne samochody...
 Wzięłam wężyk i pomyślałam że skończy się to jak moje obrazki z tuszu od kolorowych długopisów- będę mieć okropny smak w ustach przez resztę dnia. Spokojnie zrobiłam trzy wdechy i włożyłam wężyk by paliwo mogło polecieć...i wtedy wciągnęłam trochę paliwa i od razu wyplułam je z lewej strony...po chwili kanister był pełny...zamknęłam go i włożyłam do auta...
 Zaczęłam przeszukiwać zielony samochód na fotelu kierowcy leżały zbite okulary a zaraz obok leżała mała butelka wody , chwyciłam butelkę i wystawiłam z samochodu z tyłu był fotelik obok którego siedział słodki mały króliczek pomyślałam że go wezmę w końcu na tym świecie jest coraz mniej tak słodkich rzeczy  trochę dalej były torby z ciuchami wzięłam tylko kurtkę ponieważ inne rzeczy były za małe  lub za duże na mnie czy Herbatę.Kurtka ta była jasno niebieska i miała śliczny kaptur z uszami królika była po prostu ciepła i na pewno mi się przyda...Wyjęłam kluczyki ze stacyjki i otworzyłam bagażnik.Zaczęłam się czerwienić.
-Hej...Herbata!Zgadnij co znalazłam!Trzy kanistry z paliwem!!!!-Zaczęłam krzyczeć z całej siły...
-A wiesz co ja znalazłam hordę zombie! Wsiadaj do auta już!!!-Zaczęła krzyczeć równie głośno jak ja...
   Obydwie wzięłyśmy wszystkie "podarki" i pobiegłyśmy czym prędzej do samochodu. Od razu jak wsiadłam Herbata ruszyła...I tak jechałyśmy kolejne 50 km w tym czasie ja przeszukiwałam schowki  i znalazłam mapę po czym wyjęłam z plecaka ołówek i zaznaczyłam swój dom, cel podróży, oraz przystanek.
 Robiło się powoli ciemno.
-Słuchaj musimy zjechać do lasu...-Powiedziała zasmucona ujrzawszy "sznur" samochodów na drodze...
-No dobra i wtedy ruszymy rano bo teraz i tak nic nie widać-Odpowiedziałam z zaniepokojeniem.
Po chwili zjechałyśmy do lasu.Herbata wyszła i zaczęła obsypywać okna błotem...
-Co robisz?-Spytałam.
-I tak dalej nie pojedziemy zabrudzę szyby i żaden zombie nas nie zauważy a ty zasłoń okna jakimiś ciuchami-Odpowiedziała zdecydowana Herbata.
 Po 20 minutach samochód był chwilowo bezpieczny.
   Jako iż idąc nie zabierzemy wszystkiego  co wiozłyśmy w samochodzie zaczęłam opróżniać plecak...Po czym włożyłam na dno kurtkę znalezioną w samochodzie,króliczka dołożyłam pięknie złożone ciuchy i na wierzch dopełniłam plecak jedzeniem.Herbata wzięła plecak który znalazła i również go pakowała...Po chwili przyglądania się dziewczynie...włożyłam mapę, apteczkę , oraz ołówek do przedniej kieszeni a z lewej strony plecaka włożyłam butelkę z napojem.
-Słuchaj ja idę spać obudź mnie jak będzie się coś działo albo za 3 godziny wtedy będzie zmiana.-Powiedziałam ziewając.Herbata kiwnęła głową.
Po 9 godzinach obudziłam się sama Herbata siedziała na fotelu kierowcy.
-Dlaczego mnie nie obudziłaś?-Spytałam zdziwiona
-Musiałaś się wyspać a ja pobyć sama więc stwierdziłam że tak będzie lepiej.-Odpowiedziała nie poruszona.
-Dzięki, to co idziemy?-Spytałam wciąż nie do końca obudzona...
-Ok... a i dołożyłam do twojego plecaka 1 butelkę soku bo mi miejsca zabrakło...-Odpowiedziała uśmiechnięta.
Założyłyśmy plecaki i wyszłyśmy z samochodu.

środa, 22 kwietnia 2015

R.2. Po 1. Przeżyć

   Następnego dnia obudziło mnie walenie do drzwi.Chwyciłam kuszę i powoli nadusiłam klamkę, odsunęłam się by strzelać lecz przed drzwiami stała Herbata.Przytuliłam ją z całej siły w końcu jest jedyną osobą którą widziałam od wypadku.Dziewczyna odsunęła się.
-Ok odpowiem na 3 pytania...-Powiedziała z namysłem.
Zamknęłam drzwi i zaczęłam pytać.
-Co się stało?-Spytałam po krótkim namyśle.
-To podobno jakiś wirus przenosi się przez ugryzienie albo gdy umrzesz...Gorączka  cię wypala...Nie jesteś już człowiekiem...-Odpowiedziała dziewczyna zaczynając zbierać całe jedzenie z szafek i kładąc je w jedno miejsce na podłodze w kuchni.
-A gdzie wszyscy ludzie z miasta?-Spytałam ponownie.
Herbata pomyślała przez chwilę.
-Zabrali 1500 ludzi na badania.Reszta miała czekać na kolejną zbiórkę lecz nikt nie przyjechał.Jak ktoś z twoich bliskich żyje to jest w bezpiecznym miejscu w przeciwieństwie do nas.Teraz ostatnie pytanie...-Kiwnęła głową Herbata
-Jak masz na imię?Bo wszyscy wołali na ciebie Herbata i nie wiem jak się do ciebie zwracać....-Spytałam z uśmiechem.
-Klaudia...Teraz moje 3 pytania.-Odpowiedziała dziewczyna.
-Dobra pytaj...-Potwierdziłam stanowczo.
-Jaka była data gdy miałaś wypadek?-Spytała zaciekawiona...
-Niedziela 5 lipca a co?-Spytałam z zaniepokojeniem.
-Co?!Jak mogłaś siedzieć w tym samochodzie 5 dni bez jedzenia i wody a żaden zombie cię nie zabił?!-Klaudia zaczęła krzyczeć.
-Cicho...Bo ich zwołasz...A tak po za tym co ty robisz?-Spytałam zauważając że Herbata wyjmuje całą żywność z szafki...
-Szykuję nas do drogi...chyba nie myślałaś że tu zostaniemy SAME...-Odpowiedziała uspokajając się.
-No racja ale zostawię rodzicom kartkę że żyję w naszym tajemnym miejscu ok?-Spytałam zasmucona.
-Dobra dobra ale idź teraz znajdź jakąś torbę...-Rozkazała ponuro Klaudia.
  Tak też zrobiłam, powoli weszłam po schodach i wynurzając się za rogu weszłam do sypialni rodziców...Otworzyłam szafę zabrałam torbę i zbiegłam na dół i zaczęłam pakować żywność.Po kilku minutach torba była pełna.
-Słuchaj mnie teraz uważnie idziemy teraz do twoich sąsiadów...ja odpalam samochód a ty mnie osłaniasz czyli zabijasz wszystkich zombie w okolicy wtedy bierzesz torbę i wkładasz ją na tylne siedzenie otwierasz bramę, wsiadasz ja ruszam a ty zdejmujesz plecak i pilnujesz wszystkiego co się rusza...-Klaudia wytłumaczyła krótko plan działania.
-Ale ty nie masz prawa jazdy!-Wystraszyłam się.
-Jeździć umiem od brata a drogi są puste damy radę byle zmyć się z tond zanim zapadnie zmrok.-Odpowiedziała znudzona moimi  ciągłymi pytaniami.
Wtedy od kluczyła drzwi i pobiegła do samochodu wzięłam plecak oraz torbę i ruszyłam za nią rzuciłam torbę na ziemię jakieś 2 metry od auta.I chwyciłam nóż.Klaudia spojrzała na mnie zdziwiona.
-Tym masz zamiar zabijać zombie?-Spytała
-Nie do końca...Odpal auto i jak nie wrócę a zombie będą się zbliżać to jedź beze mnie-
Odpowiedziałam wybijając szybę.
-Co?!Nie!Nie wrócisz już!-Krzyczała bez zastanowienia.
-Zaufaj mi...-Powiedziałam zdejmując plecak i wrzucając go do auta razem z torbą.
Podciągnęłam się i weszłam do budynku po przejściu kilku kroków zobaczyłam człowieka. Zacisnęłam nóż w ręce i zapytałam:
-Wszystko w porządku?
-Zabij mnie proszę!Zabij mnie!-Odpowiedziała kobieta.
-Dlaczego?-Zapytałam wystraszona.
-Zabiłam ich wszystkich!-Po czym wzięła pistolet z pod koca na którym siedziała i zaczęła do mnie celować.
-Uspokój się...-Zrobiłam salto i wytrąciłam jej z ręki pistolet.Kobieta próbowała go ponownie chwycić ale ja byłam pierwsza wycelowałam.... po chwili namysłu strzeliłam.Nie myślałam że będę musiała zabić człowieka ale tak się stało zaczęłam żałować że nie umarłam w samochodzie lecz zrozumiałam że ona zabiła ludzi i zabiła by również mnie.Wtedy przypomniał mi się cel wejścia do tego domu.Dawno temu będąc małą dziewczynką byłam z mamą po nasiona kwiatów i przyglądałam się niezwykłej okazałości katanie z czarną zdobioną rączką która wisiała nad kominkiem chwyciłam ją i przewiesiłam sobie na ramię.Zabrałam pistolet z którego celowała do mnie kobieta.Wyszłam z domku i wsiadłam do samochodu.
-Jedź!-Krzyknęłam wiedząc że po strzale zombie zjawią się z nikąd by nas zjeść...
 Klaudia ruszyła pytając:
-Z kąt masz broń?To gdzie jedziemy?
-Ahhhh....Na wieś tam będziemy bezpieczne kilka dni a potem pomyślimy....
I tak ruszyłyśmy zostawiając nasze życie przed apokalipsą....


środa, 15 kwietnia 2015

R.1. Niebezpieczeństwo

   Jak co tydzień wracałam z rodzicami od Babci, która mieszka 3 km od naszego domu.Zapowiadało się nudne niedzielne popołudnie.Byliśmy już tylko 2 minuty drogi od domu gdy jakiś mężczyzna wybiegł na drogę.Tata dał radę wyhamować lecz samochód wpadł w poślizg uderzyliśmy w stare drzewo niedaleko mojej szkoły.Straciłam przytomność.
  Obudził mnie dopiero strzał z jakiejś broni palnej.Wystraszona spojrzałam na fotele rodziców nie było ich w aucie.A nasz samochód był zastawiony kilkoma innymi. Drzwi po mojej prawej stronie były zamknięte, przez szybę która jakimś cudem nie wyleciała widziałam drzewo.Drzwi po lewej zawsze były zepsute ale musiałam jakoś się wydostać więc spróbowałam je otworzyć ale nic to nie dało.Wtedy moja klaustrofobia dała się we znaki jako 14-letnia dziewczyna byłam tez odważna i dalej myślałam nad wyjściem.Wtedy zobaczyłam kogoś przechodzącego obok pojazdu.Zaczęłam krzyczeć:
-Pomocy uwolnij mnie jestem tu sama!Pomocy!
Postać ruszyła w moją stronę wtedy zrozumiałam że coś jest nie tak.Strach zmotywował mnie do działania i uświadomiłam sobie, że w zeszłym tygodniu tata blokował siedzenie by nie składało się, było ono zablokowane małym drucikiem który szybko wyjęłam.Postać pukała w szybę.Nagle ktoś zaczął do niej strzelać i postać odeszła od samochodu.Weszłam do bagażnika przez złożony fotel chwyciłam plecak z ciuchami i wyjęłam kilka książek po czym włożyłam apteczkę z samochodu.Chwyciłam gaśnicę i otworzyłam klapę bagażnika.Niedaleko auta stała dziewczyna z mojej szkoły którą nazywano w szkole Herbatą, znałam ją tylko z widzenia
-Co się stało i kto to był?-Spytałam.
-Musimy iść za kilka minut będzie ich tu pełno-Spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
-Ale gdzie i po co?-Spytałam ponownie licząc na odpowiedz.
-Masz klucze do swojego domu?-Spytała z uśmiechem na twarzy.
-Mam.-Odpowiedziałam zdziwiona pytaniem.
-A masz w domu rolety lub zasłony?-Spytała spokojnie
-Mam ale po co Ci to wiedzieć?-Zdziwiłam się
-Dla bezpieczeństwa...To prowadź musimy iść...I masz to.-Wyjęła z mojej dłoni gaśnicę i dała kilka strzał i kuszę.
-Po co mi to?-Spytałam zakłopotana.
-Wiem , że uczyłaś się strzelać z kuszy i łuku.Musisz się bronić.-Odpowiedziała z przekonaniem dziewczyna.
  Nie odezwała się do mnie do czasu aż doszłyśmy do mojego domu.Szłam wciąż zdziwiona i oszołomiona całym tym wydarzeniem.Herbata zerkała uważnie na każdego napotkanego trupa i przekłuwała każdemu czaszkę ślicznie zdobionym nożem.Gdy wreszcie miałyśmy skręcić w moją ulicę kazała mi poczekać i dokładnie się rozglądać sama zrobiła kilka kroków i skradała się jak by miała za rogiem ujrzeć płatnego zabójcę.Po chwili wróciła by oznajmić, że droga nie jest bezpieczna i musimy przejść przez płot.Kazała mi przejść pierwszej i przerzuciła mi wszystkie rzeczy,moim zadaniem było  iść do domu zamknąć oraz zasłonić wszystkie okna i drzwi a sama gdzieś pobiegła, zabroniła mi również zapalać światła....Pognałam co sił w nogach do domu i zrobiłam wszystko o co prosiła Herbata.Zapaliłam świeczkę i czekałam na jej przybycie....