menu

niedziela, 16 sierpnia 2015

R.15.Uczucia włączone

Dokładnie 14 listopada 2015 roku zapadła decyzja o ewakuacji ze strefy.Każdy miał prawo dołączyć do głównej grupy lub wyruszyć na własną rękę po 20 listopada.Do tego czasu każdy musiał wciąż stosować się do zasad strefy.
                       *19 listopada 2015 roku*
 Z samego rana zaczęliśmy kłaść wszystkie plecaki w jedno miejsce by jak najszybciej móc je wziąć i opuścić strefę.Mimo iż pojedyncze zombie nie były problemem.Nawet cztery takie trupy mogły narobić nam dość sporo problemu.O godzinie dziesiątej każdy miał prawo iść po rzeczy prywatne do swojego starego domu pod warunkiem, że wróci w ciągu kolejnej godziny.O godzinie 12;15 wszyscy chcący iść z nami zostali wprowadzeni do sektora bezpieczeństwa.Po kolejnych piętnastu minutach zamknięto bramę prowadzącą do sektora C. w którym zostało zaledwie pięć osób.Każdy w sektorze bezpieczeństwa został sprawdzony na obecność wirusa.Około godziny pierwszej każdy dostał plecak z mniej więcej takim samym wyposażeniem.Wreszcie udało nam się wyruszyć.Dążyliśmy bowiem do parkingu położonego dwa kilometry dalej.
  Mimo, że wcześniej przetrwało nas prawie pięćdziesięciu teraz było nas zaledwie siedemnastu.W tym ja,Alice,Alex i Kuba.Spoglądając wokoło widziałam co najmniej trójkę dzieci które nie przekroczyły jeszcze 5 roku życia.W naszej grupie nie było nikogo w wieku ponad 30 lat.Wciąż bałam się o życie Herbaty której nie widziałam od czasu pierwszych zarażeń na terenie strefy.Nie wiem czy byłam w stanie pogodzić się z śmiercią kolejnej osoby na której mi zależało.Wczoraj znalazłam trupa Norberta jedzonego przez Kate.
-Wszystko w porządku?-spytał Alex widząc moją smutną minę.
-Tak, po prostu myślę o tych wszystkich ludziach którzy zginęli w strefie-powiedziałam przyśpieszając kroku.Nie chciałam gadać z Alex'em.
Szliśmy jeszcze 30 minut.Przez całą drogę spotkaliśmy może z 10 zombie.Większość z nich miała uszkodzone nogi a reszta była zamknięta bez możliwości wyjścia, co wydało mi się dość dziwne.Wreszcie udało nam się dojść.Na parkingu stało około 20 aut-czyli dosyć mało-po godzinie udało nam się wybrać pięć samochodów którymi mieliśmy jechać do ośrodka agroturystycznego do którego chciałyśmy jechać z Herbatą.To miejsce wydawało się być najbezpieczniejsze, trzy spore budynki, w tym ogromna stodoła.Osiem małych domków w których można było zostawać na wakacje.Co najlepsze wszystko było na odludziu.Prawie 50 kilometrów od najbliższego miasta co dawało nam mnóstwo plusów i minusów.Około godziny 15 zaczęło się ściemniać postanowiliśmy szybko przejąć jeden z domków.Zaparkowaliśmy około 10 metrów przed domem i zaprowadziliśmy wszystkie małe dzieci do jednego samochodu w którym zostałam ja i dwie inne osoby starsze.Pozostali szybko oczyścili dom.Dom był pusty a okna były zabite deskami tylko jedne drzwi dało się otworzyć.Większość osób korzystała z kilku wolnych chwil idąc spać.Trzy osoby stały na wartach.A reszta starała się być jak najciszej.Jeden z wartowników siedział przy zastawionych drzwiach wejściowych drugi obstawiał balkon a trzeci chodził po domu zaglądając we wszystkie kąty.Przyszła moja kolej na wartę, usiadłam opierając się o balustradę.Już po chwili zobaczyłam jak siada obok mnie Alex.
-Jesteś na mnie zła?-spytał.
-Ja...Nie...nie jestem zła tylko...nieważne...-powiedziałam.
-Jeżeli...w jakiś sposób cię uraziłem to powiedz.
-Słuchaj...lubię cię nawet bardzo...ale każdy film w którym była epidemia zombie gdy jakaś dziewczyna zbyt bardzo lubiła chłopaka zawsze kończyło się tym, że on umierał by uratować jej życie...-powiedziałam niemal jednym wdechem.
-Tak ale my nie gramy w filmie-chwycił mnie za rękę i spojrzał w oczy-Podobasz mi się i wiem, że ty czujesz do mnie to samo-puścił moją dłoń, Lecz wciąż patrzyliśmy sobie w oczy.
-Ja...-nagle Alex przysunął się bliżej i powoli mnie pocałował.Odsunął się.Nagle zaczął padać śnieg.Chłopak zdjął kurtkę przykrył mnie ją i wyszedł.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz