menu

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

R.16.Co wybrać?

 Wciąż myślałam o Alex'ie, bardzo go lubiłam i nie chciałam go stracić.Wiedziałam, że moje uczucia skomplikują mi życie jeszcze bardziej niż zrobiły to zombie.Wystarczało że nie wiedziałam czy przeżyję do jutra.
Na balkon wszedł chłopak który miał na imię Josh.Chyba, tak mi się bynajmniej wydaje.
-Zmiana wart-powiedział.
Wstałam i weszłam do środka.Postanowiłam rozejrzeć się po domu.Po prostu nie chciałam rozmawiać z Alex'em.Nie miałam na to siły.Weszłam na samą górę i ujrzałam trzy pary drzwi, jedne z nich przykuły moją uwagę.Były białe i całe obklejone plakatami, otworzyłam je powoli i weszłam do środka.Pokój był śliczny i bardzo podobny do mojego "wymarzonego pokoju" który był jedną z rzeczy o których musiałam zapomnieć.Otworzyłam szafę i mój wzrok przyciągnął karton z napisem "Wspomnienia z Gimnazjum".Postanowiłam zdjąć go z półki.Po kilku chwilach udało mi się go ściągnąć.Usiadłam na łóżku i zaczęłam przeszukiwać pudełko.Były w nim głównie zdjęcia w tym jedno z kilkoma dopiskami z tyłu:

             -To był świetny rok, szkoda że muszę iść do innego liceum :(
                                                                                         Kocham -Emi♥
             -Dzięki:*
Wtedy sobie uświadomiłam, że przez całe 14 lat mojego życia przed apokalipsą nie miałam prawdziwej przyjaciółki ale po tym wszystkim nikt nie jest taki sam, nikt nie ma czasu udawać kogoś innego.Wszyscy są prawdziwi, wszyscy próbują przetrwać..Może to wszystko to najlepsze co mnie spotkało.Teraz mam przyjaciółkę przyjaciółki, i przyjaciół którzy mi pomagają.Spojrzałam na karton.Dziwne powinien być większy.Włożyłam rękę wyjęłam dno, pod spodem były dwa kartony po butach jeden podpisany "Puste karty pamięci" i drugi "Mój wideo pamiętnik".Otworzyłam pierwsze pudełko i powiedziałam cicho:
-Kto normalny ma kasę na tyle kart pamięci do kamery?
"Może zacząć prowadzić wideo pamiętnik by sobie ulżyć i wyżalić się do kamery?"-pomyślałam
Wzięłam kamerę i dwie garści kart pamięci.Po chwili znalazłam "świetną ładowarkę która działa gdy jest na słońcu".Wróciłam na dół i włożyłam wszystko po kryjomu do plecaka.Aż się dziwię że nikt nic nie widział.Po czym znowu powędrowałam do pokoju po kilku minutach przyszli Alex, Kuba i Alice.
-Yyy...ja...-zaczęłam mówić zakłopotana.
-Mieliśmy wszyscy siedzieć na dole ale nie ważne-powiedziała Alice-mamy ważniejszą sprawę-dodała.
-Co jest?-Zdziwiłam się.
-Podejrzewamy że kilku naszych jest pogryzionych, ludzie słuchali nas w strefie bo byli na naszym terenie teraz to nic nie daje że my coś mówimy-powiedział Kuba.
-Postanowiliśmy zmyć się przed ranem, idziesz z nami?-spytała Alice.
-Co?!Chcecie ich tak teraz zostawić?!-zaczęłam się denerwować.
Kuba wyszedł.
Alex chwycił mnie za rękę.
-Oni są zarażeni albo uciekniemy albo zginiemy razem z nimi...-powiedział.
-No, dobra ale znajdziemy Klaudię-powiedziałam.
-Alex miałeś jej powiedzieć-Alice spojrzała na mnie.
-No, bo wtedy na balkonie miałem Ci powiedzieć, że wtedy ona uratowała  Kubę.Obiecaliśmy jej że ją znajdziemy jak już wyjdziemy ze strefy-tłumaczył Alex.
-Że co?!-spytałam zdziwiona.
-Mam plecaki-wrócił powoli z czterema plecakami Kuba.
-Gdy ty byłaś w szpitalu, ktoś zaczął zatruwać jedzenie i dodawać do niego próbki wirusa, ktoś kto miał dostęp do szpitala chciał zabić nas wszystkich-dokończyła Alice.
-F*ck.Dlaczego mi niczego nie powiedzieliście?-spytałam.
Wtedy z dołu zaczęło być słychać dźwięki przewracanych mebli i słowa typu:
-Zdejmijcie ją ze mnie!
-Ugryzł mnie!
-Zarażony, zarażony!
-K*rwa
Alex i Kuba założyli plecaki.
-To co idziesz z nami czy zostajesz i umierasz?-spytała Alice.
W sumie nie miałam czasu na przemyślenia na dole szalały Zombie.
-Idę-powiedziałam pośpiesznie zakładając plecak.
Wyszliśmy z domu i szybko zapuściliśmy się w las.Wszyscy szliśmy za Alex'em który zachowywał się jakby dokładnie wiedział gdzie idzie.Szliśmy dość długo miałam wrażenie, że prawie wróciliśmy do strefy.Nagle Alex staną i odgarnął liście.Na środku lasu był schron.Gdy wreszcie weszliśmy do schronu okazało się że jest to schron wujka Alex'a.
-Oto nasza nowa "baza"-powiedział Alex zamykając wrota schronu.
"Baza" miała 8 pokoi (4 pojedyncze i 4 podwójne), kuchnię dwie łazienki (które były podłączone do kanalizacji) i rezerwę prądu.
-Zamieszkajmy tu-zaproponowała Alice.
-To miejsce ma rezerwę prądu na około rok ale ja korzystam z niej tak by starczyła na dziesięć lat!-mówił zafascynowany Alex.
-Ale mówiłeś że masz tu rower który ładuje prąd?-spytał Kuba.
-Ale jest nie opłacalny, gdybyśmy chcieli tu zostać każdy z nas musiałby jeździć co najmniej dwie godziny dziennie by to zasilić-powiedział Alex.
----------------------------------------------------------------
Hej!!!
Postanowiłam dodawać 
wam takie info pod rozdziałami.A więc 
po prawej stronie macie dwie ważne ankiety
proszę zagłosujcie.
Przepraszam za brak rozdziałów
na czas po prostu ciąży nade mną zła passa,
albo nie mam weny albo
gdy napiszę rozdział wcześniej zapomnę
go opublikować.
Więc to by było na tyle!PAPA

niedziela, 16 sierpnia 2015

R.15.Uczucia włączone

Dokładnie 14 listopada 2015 roku zapadła decyzja o ewakuacji ze strefy.Każdy miał prawo dołączyć do głównej grupy lub wyruszyć na własną rękę po 20 listopada.Do tego czasu każdy musiał wciąż stosować się do zasad strefy.
                       *19 listopada 2015 roku*
 Z samego rana zaczęliśmy kłaść wszystkie plecaki w jedno miejsce by jak najszybciej móc je wziąć i opuścić strefę.Mimo iż pojedyncze zombie nie były problemem.Nawet cztery takie trupy mogły narobić nam dość sporo problemu.O godzinie dziesiątej każdy miał prawo iść po rzeczy prywatne do swojego starego domu pod warunkiem, że wróci w ciągu kolejnej godziny.O godzinie 12;15 wszyscy chcący iść z nami zostali wprowadzeni do sektora bezpieczeństwa.Po kolejnych piętnastu minutach zamknięto bramę prowadzącą do sektora C. w którym zostało zaledwie pięć osób.Każdy w sektorze bezpieczeństwa został sprawdzony na obecność wirusa.Około godziny pierwszej każdy dostał plecak z mniej więcej takim samym wyposażeniem.Wreszcie udało nam się wyruszyć.Dążyliśmy bowiem do parkingu położonego dwa kilometry dalej.
  Mimo, że wcześniej przetrwało nas prawie pięćdziesięciu teraz było nas zaledwie siedemnastu.W tym ja,Alice,Alex i Kuba.Spoglądając wokoło widziałam co najmniej trójkę dzieci które nie przekroczyły jeszcze 5 roku życia.W naszej grupie nie było nikogo w wieku ponad 30 lat.Wciąż bałam się o życie Herbaty której nie widziałam od czasu pierwszych zarażeń na terenie strefy.Nie wiem czy byłam w stanie pogodzić się z śmiercią kolejnej osoby na której mi zależało.Wczoraj znalazłam trupa Norberta jedzonego przez Kate.
-Wszystko w porządku?-spytał Alex widząc moją smutną minę.
-Tak, po prostu myślę o tych wszystkich ludziach którzy zginęli w strefie-powiedziałam przyśpieszając kroku.Nie chciałam gadać z Alex'em.
Szliśmy jeszcze 30 minut.Przez całą drogę spotkaliśmy może z 10 zombie.Większość z nich miała uszkodzone nogi a reszta była zamknięta bez możliwości wyjścia, co wydało mi się dość dziwne.Wreszcie udało nam się dojść.Na parkingu stało około 20 aut-czyli dosyć mało-po godzinie udało nam się wybrać pięć samochodów którymi mieliśmy jechać do ośrodka agroturystycznego do którego chciałyśmy jechać z Herbatą.To miejsce wydawało się być najbezpieczniejsze, trzy spore budynki, w tym ogromna stodoła.Osiem małych domków w których można było zostawać na wakacje.Co najlepsze wszystko było na odludziu.Prawie 50 kilometrów od najbliższego miasta co dawało nam mnóstwo plusów i minusów.Około godziny 15 zaczęło się ściemniać postanowiliśmy szybko przejąć jeden z domków.Zaparkowaliśmy około 10 metrów przed domem i zaprowadziliśmy wszystkie małe dzieci do jednego samochodu w którym zostałam ja i dwie inne osoby starsze.Pozostali szybko oczyścili dom.Dom był pusty a okna były zabite deskami tylko jedne drzwi dało się otworzyć.Większość osób korzystała z kilku wolnych chwil idąc spać.Trzy osoby stały na wartach.A reszta starała się być jak najciszej.Jeden z wartowników siedział przy zastawionych drzwiach wejściowych drugi obstawiał balkon a trzeci chodził po domu zaglądając we wszystkie kąty.Przyszła moja kolej na wartę, usiadłam opierając się o balustradę.Już po chwili zobaczyłam jak siada obok mnie Alex.
-Jesteś na mnie zła?-spytał.
-Ja...Nie...nie jestem zła tylko...nieważne...-powiedziałam.
-Jeżeli...w jakiś sposób cię uraziłem to powiedz.
-Słuchaj...lubię cię nawet bardzo...ale każdy film w którym była epidemia zombie gdy jakaś dziewczyna zbyt bardzo lubiła chłopaka zawsze kończyło się tym, że on umierał by uratować jej życie...-powiedziałam niemal jednym wdechem.
-Tak ale my nie gramy w filmie-chwycił mnie za rękę i spojrzał w oczy-Podobasz mi się i wiem, że ty czujesz do mnie to samo-puścił moją dłoń, Lecz wciąż patrzyliśmy sobie w oczy.
-Ja...-nagle Alex przysunął się bliżej i powoli mnie pocałował.Odsunął się.Nagle zaczął padać śnieg.Chłopak zdjął kurtkę przykrył mnie ją i wyszedł.

R.14.Prawdziwa apokalipsa

 Patrzyłam przez chwilę Alex'owi prosto w oczy.W jego piękne brązowe oczy.W końcu nie wytrzymałam i postanowiłam się do niego przytulić.Chłopak trochę się zdziwił lecz, pewnie jeszcze dziwniej się czuł musząc kazać mi się puścić bo widzi zombie na terenie strefy.Przez chwilę czułam się jak najjaśniejsza gwiazda w całym układzie słonecznym.Dopiero po chwili zrozumiałam że mszę się ogarnąć w tym świecie nie mogę być miękka i miłość to słabość na którą nie mogę sobie pozwolić.Gdy wreszcie się ogarnęłam.Odsunęłam się od Alex'a.
-Masz jakąś broń?-spytałam wyjmując pistolet zza paska.
-Mam.
-Weź ją i biegnij ratować ludzi.Ja muszę znaleźć Alice!-Alex chwycił mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie.Spojrzał mi w oczy.
-Uważaj na siebie-powiedział.Każdy z nas pobiegł w swoją stronę.Teraz najważniejsze było dla mnie znalezienie Alice.Biegłam co sił w nogach do szpitala, teraz każda sekunda była na wagę złota.Dosyć szybko dobiegłam do Alice.
-Zombie!Zombie w strefie!-wykrzyknęłam.
-Odizolujcie sektory!-zaczęła krzyczeć Alice.
-Ale Kuba, i Alex są w sektorze B-powiedziałam.
-Masz trzy minuty do zamknięcia bram, wybacz nie mogę narażać całej strefy dla Alex'a i Kuby-przestałam jej wtedy słuchać zaczęłam znowu mknąć co sił w nogach.Szanse na to że przebiegnę z sektora C do sektora B były dość małe.Byłam 100 metrów gdy ogromna brama zaczęła się powoli opuszczać.Brama opadła a ja byłam wciąż w sektorze C.
-Hej, Sara co się stało?-spytał głos za mną.Odwróciłam się.
-O boże wy żyjecie!Kuba co ci się stało w nogę?-spytałam.
-Skakałem z dachu bo by mnie tam pożarły.Twój romeo chciał cię zatrzymać ale go uciszyłem.
Alex przeczesał ręką włosy.
-Jesteście idiotami!A jakbym przebiegła na drugą stronę?-spytałam.
-Wtedy twój kochaś robił by misję ratunkową-powiedział Kuba.
-Ha ha ha bardzo śmieszne.A teraz trzeba cię zabrać do Alice-powiedział Alex pomagając Kubie oprzeć się na ramieniu.Gdy wreszcie doszliśmy do Alice Kuba usiadł na łóżku a Alex stanął o krok za nim.Kuba powiedział Alice że ją kocha i przeprasza po czym prosił dziewczynę o szklankę wody.Wtedy pomyślałam o Herbacie nie wiem czy żyje, Wtedy zobaczyłam jak Alex wyjmuje broń i daje ją Kubie wtedy Kuba wykrzyczał:
-Sara życzę Ci szczęścia z Alex'em i proszę zaopiekuj się Alice!-powiedział Kuba.Wtedy wyrwał pistolet Alex'owi a ten się odsunął.
-Co?!-zdziwiłam się.
-Gdy skakałem z dachu myślałem że skoczyłem na trupa ale on mnie ugryzł w złamaną nogę-przyłożył sobie pistolet do skroni i strzelił.Alice momentalnie podbiegła.Rzuciła szklankę w tył i padła na kolana.Podbiegłam do niej i ją przytuliłam.Obydwie zaczęłyśmy płakać.Znałam Kubę dopiero trzy miesiące, ale był dla mnie jak starszy brat.
      Dwa dni ogarnialiśmy strefę.Wreszcie udało się pozbyć wszystkich trupów.Co kilka godzin chodziliśmy do innych sektorów po rzeczy prywatne różnych ludzi.Nie mogliśmy bowiem nikogo narażać.Dopiero po tygodniu wpuściliśmy ludzi do reszty strefy.Wciąż nakazując im zachować szczególną ostrożność.Jednak pech chciał, że na terenie strefy wciąż były zombie.Wreszcie zrozumieliśmy, że strefa jest zbyt wielka by całą ją oczyścić z zombie.Trzeba było podjąć decyzję.

sobota, 8 sierpnia 2015

Informacje #2

 Hej :( witam was w kolejnym poście informacyjnym rozdział 14 miał się pojawić dziś wieczorem i miał być najdłuższym postem w historii apokaliptycznie niestety pisząc ostatni akapit przez przypadek skasowałam swoją wielogodzinną pracę więc rozdział całkowicie znikł z powierzchni ziemi.W żaden sposób nie mogę przywrócić rozdziału bo bloger akurat po zmazaniu całej mojej mozolnej pracy zapisał posta i niestety nie da się go przywrócić :( już wiem że ten rozdział nie będzie tak długi jak miał być...może los tak chciał by w historii nie stało się to co się stało w tym dramatycznym i szalenie niezwykłym rozdziale...nie wiem kiedy dam radę napisać ten rozdział drugi raz bo szczerze cała sytuacja sprawiła że nie miałam siły wstać z łóżka.To by było na tyle.Do kolejnego przeczytania i PA!!!

środa, 5 sierpnia 2015

R.13.Na krawędzi

 Jak się okazało faktycznie Meredith nie przemieniła się.Lecz po trzech dniach rada zarządziła by przenieść ciało do starych garaży nieopodal strefy.Co dwa dni trzy osoby chodziły by sprawdzić stan zwłok które i tak już śmierdziały z kilometra.
  Jednak jedna grupa nie wróciła więc wysłano kolejną, a później następną.Wtedy ludzie przestali się zgłaszać i nikt nie chciał tam iść.Po wypadku z Meredith obiecywałam sobie, że nie pójdę więcej za mur bez przyczyny lecz teraz byłam jedyną tak głupią osobą która mogłaby się zgodzić myślałam nad wzięciem ze sobą Klaudii i Kuby lecz oczywiście napatoczył się Alex który stwierdził, że nie pozwoli nam iść jak nie zabierzemy go ze sobą.Zaplanowaliśmy wyjście na kolejny dzień.Po czym każdy wrócił do własnych zadań.
  Wróciłam do swojego domu, usiadłam na kanapie i wróciłam do czytania książki.W pewnym momencie ktoś zapukał do moich tylnych drzwi.Powoli odłożyłam lekturę i podeszłam gotowa do wyjęcia broni zza paska.Gdy otworzyłam stała przede mną Alice.
-Słuchaj muszę Ci coś powiedzieć...Ja i Kate zebrałyśmy trochę śliny i skóry z tego zombie psa-powiedziała zamykając drzwi i sprawdzając czy mam wszystkie okna zamknięte.
-I co-powiedziałam zdziwiona.
-Nasz chemik jest prawie pewny,że jak ktoś dotknie śliny lub krwi tego psa może się bardzo szybko zamienić... i jeszcze jedno każde zwierze badane przez niego się zamieniło co znaczy że wszystkie gatunki się zmieniają a co gorsza mutują.
-Czyli można się zmienić bez uszkodzenia skóry?
-Jak najbliższy test się potwierdzi to tak-powiedziała z łzami w oczach.
-Ja pierdole...Idź do rady nikt nie wychodzi ze strefy aż do odwołania!-powiedziałam uświadamiając sobie że pewnie Alex jest na zewnątrz.
-Ale rada powiedziała, że nie możesz wiedzieć!
-To nie ważne ratuj ludzi!-zaczęłam ubierać bluzę.
-A ty gdzie idziesz?-spytała zdziwiona.
-Szukać Alex'a-powiedziałam wybiegając z domu.
Pobiegłam do Norberta lecz chłopak twierdził że Alex nie wracał od wczoraj.Postanowiłam więc sprawdzić pokój w którym mieszkał Alex.Niestety pokój był pusty.Jako jedyna z rady wiedziałam, że Alex zamontował koło swojego okna drabinkę prowadzącą na dach.Powoli wysunęłam głowę i namierzyłam wzrokiem drabinkę.Po kilku minutach udało mi się dostać na dach.Lecz tu również nie było Alex'a. Zeszłam z powrotem na parapet.Wtedy moja noga zjechała poślizgnęłam się i po chwili wisiałam 8 metrów nad ziemią na parapecie który w każdej chwili mógł spaść.
 Wtedy mym oczom ukazał się Alex wciągnął mnie na górę i powiedział:
-Myślałem że to włamanie :D
    Spojrzałam Alex'owi głęboko w oczy.Zrozumiałam, że nie mogę bez niego żyć